To był jeden z powodów, dla którego nie chciała dla kogoś pracować. Spodziewała się, że jej metody mogłyby nie odpowiadać ewentualnemu pracodawcy. Wkurzyło ją to niemiłosiernie, bo widziała, że Longbottom był bardzo zaangażowany w swoją pracę, myślał zdecydowanie bardziej otwarcie niż inni, i radził sobie z problemami. Jakiś typ postanowił go za to udupić. Co za chujowa sytuacja.
- Kogoś do reszty pojebało. - Stwierdziła, jakby to była najbardziej oczywista oczywistość. - Nie przejmuj się, może kiedyś pójdą po rozum do głowy. - Chociaż tego to akurat raczej się nie spodziewała. Działali według durnych reguł, które nie miały najmniejszego sensu.
- No tak, na poziomie szefa departamentu jest tylko i wyłącznie ten jeden błotoryj, którego udało nam się unicestwić. - Bardzo by chciała zobaczyć, jak z tą bestią radzą sobie pracownicy ministerstwa, na pewno mało który miałby odwagę zachować się jak Yaxley, która chciała uchronić mieszkańców mieściny przed potworem. Zachowywali się, jakby mieli klapki na oczach. Co za farsa.
Geraldine nie miała problemu, żeby nawrzucać ministerstwu. Była to znienawidzona przez nią organizacja, zupełnie nie zgadzała się z ich metodami. Nie miała oporów, nawet najmniejszych, żeby o tym mówić. Tym bardziej po tym, jak potraktowali jej przyjaciela. Co za debile tam pracowali...
Zmarła słysząc kolejne słowa Erika. - Nie, to nie tak. - Nie, żeby nie próbowali przedstawiać jej coraz to lepszych kandydatów, tyle, że to działo się kilka lat temu. Teraz wiedzieli już na co ją stać, jak potrafi zniechęcić do siebie osoby, które próbowali jej polecić. - Odjebałam coś głupiego, bardzo głupiego, przez akt desperacji. - Próbowała odpowiedzieć na jego pytanie jak najmniej inwazyjnie. Nie chciała specjalnie się tłumaczyć dlaczego potrzebowała dostać po łbie. Uważała, że to nieco by jej ubodło, nie chciała dzielić się swoimi zagwozdkami związanymi z egzystencją na tym świecie. Nie sądziła, żeby ktokolwiek mógł jej pomóc.
- Najlepsze, albo to, które będzie miało większe szczęście. - Wiedziała, że wiele zależy od dnia, czy był jednej osoby, czy drugiej, bo to miało spory wpływ na to, jak potoczy się pojedynek, szczególnie, gdy konkurenci byli bardzo ze sobą równi.
Erik rozpoczął ten pojedynek. Gerry chyba się tego nie spodziewała, bo nie zdążyła wyciągnąć swojej szpady. Trafił w nią bardzo boleśnie, aż na jej twarzy pojawił się grymas, był to tak mocny cios, że prawie się przewróciła i nie zdążyła nawet wykonać kontry. Czyż nie po to się tutaj zjawiła? Żeby spuścił jej porządny wpierdol, chyba tak było, ale nie oznaczało to wcale, że nie spróbuje się bronić, mimo tych początkowych niepowodzeń.
Akcja nieudana
Akcja nieudana