16.03.2024, 20:33 ✶
Olivia nie tylko potrafiła jeździć konno, ale i nawet to lubiła. Ojciec zadbał o to, by Olivia nie tylko umiała jeździć, ale i opiekować się zwierzętami. Co prawda daleko jej było do specjalistki, ale liznęła podstawy, które przecież przy jeździe konnej były ważne. Potrafiła osiodłać wierzchowca, wiedziała że nie powinno się go karmić owsem przed spokojną przejażdżką, wiedziała też w jaki sposób zająć się koniem po podróży. Potrafiła je również doceniać - to były wspaniałe, niezwykle inteligentne zwierzęta, które potrafiły zmienić się w prawdziwych przyjaciół, jeżeli tylko okazywało się im szacunek i poświęcała czas. Żałowała, że ona miała go tak mało, zwłaszcza teraz. Lecz gdy Laurent do niej napisał z propozycją spędzenia wolnego czasu właśnie w ten sposób, przesunęła co mogła. I tak znalazła się tu. W opinających nogi spodniach do jazdy konnej, z wysokimi butami, chroniącymi łydki. Z bladożółtą koszulą, wciśniętą w spodnie.
- Laurent - twarz Olivii rozpromieniła się, gdy tylko go dostrzegła. Cieszyła się, że udało im się wszystko wyjaśnić i mogli spróbować od nowa. Przerwa po zerwaniu dobrze jej zrobiła, a związek z Tristanem sprawił, że na nowo promieniała. I nie myślała już o Prewecie w takich kategoriach, w jakich myślała wcześniej. To znacznie ułatwiało utrzymanie przyjacielskich stosunków - bo tym właśnie byli, przyjaciółmi, prawda?
Rudowłosa uściskała Laurenta na powitanie. Jak zwykle otaczała ją mało wyraźna woń papierosów. Mniej intensywna niż zwykle. Ograniczała palenie, chociaż nie udawało jej się rzucić całkowicie. Nie teraz, gdy w zasadzie miała dość stresujący okres w życiu. Modliła się tylko, żeby Laurent nie zapytał o jej rozmowę z matką, bo... Żadnej rozmowy oczywiście z nią nie przeprowadziła, mimo że nie tylko on ją do tego namawiał.
- Są piękne - powiedziała, głaszcząc najpierw klacz, a potem wałacha. Koń z zainteresowaniem szturchnął jej ramię chrapami, wciągając jej zapach. Bo pachniała nie tylko papierosami, ale i jedzeniem. Ruda zachichotała, gdy dmuchnął jej w szyję. - Chmury rozgoniło, chyba nawet zapowiadali burzę? Ale pogoda bywa kapryśna. Jednak lepiej w tę stronę, prawda? wiesz, że boję się burz.
To prawda - w tej kwestii była jak małe dziecko. Gdy na zewnątrz grzmiało i błyskało, Olivia chowała się pod kocem i czekała, aż przejdzie. Quirke podniosła klapę siodła i dopasowała strzemiona. Nie była specjalnie wysoka, ale mniej więcej pamiętała jak je powinna ustawić, żeby bez problemu wsiąść na konia i by nogi nie zwisały smętnie. Najwyżej poprawi, jak już będzie w siodle.
- Zawsze mnie zaskakiwało to miejsce. Czuć tu prawdziwą magię, nie? - mrugnęła do Laurenta, drapiąc konia po szyi. Ten parsknął cicho, jakby zrozumiał wyborny żart panny Quirke. - Masz poczucie humoru, to dobrze, podczas przejażdżki będę sypała takimi żartami z rękawa. Uwielbiam, gdy świeci słońce, od razu chce się żyć.
Powiedziała do konia z szerokim uśmiechem. Naprawdę wyglądało na to, że miała dobry humor. Wspaniały wręcz.
- Masz jakiś plan, czy jedziemy po prostu przed siebie?
- Laurent - twarz Olivii rozpromieniła się, gdy tylko go dostrzegła. Cieszyła się, że udało im się wszystko wyjaśnić i mogli spróbować od nowa. Przerwa po zerwaniu dobrze jej zrobiła, a związek z Tristanem sprawił, że na nowo promieniała. I nie myślała już o Prewecie w takich kategoriach, w jakich myślała wcześniej. To znacznie ułatwiało utrzymanie przyjacielskich stosunków - bo tym właśnie byli, przyjaciółmi, prawda?
Rudowłosa uściskała Laurenta na powitanie. Jak zwykle otaczała ją mało wyraźna woń papierosów. Mniej intensywna niż zwykle. Ograniczała palenie, chociaż nie udawało jej się rzucić całkowicie. Nie teraz, gdy w zasadzie miała dość stresujący okres w życiu. Modliła się tylko, żeby Laurent nie zapytał o jej rozmowę z matką, bo... Żadnej rozmowy oczywiście z nią nie przeprowadziła, mimo że nie tylko on ją do tego namawiał.
- Są piękne - powiedziała, głaszcząc najpierw klacz, a potem wałacha. Koń z zainteresowaniem szturchnął jej ramię chrapami, wciągając jej zapach. Bo pachniała nie tylko papierosami, ale i jedzeniem. Ruda zachichotała, gdy dmuchnął jej w szyję. - Chmury rozgoniło, chyba nawet zapowiadali burzę? Ale pogoda bywa kapryśna. Jednak lepiej w tę stronę, prawda? wiesz, że boję się burz.
To prawda - w tej kwestii była jak małe dziecko. Gdy na zewnątrz grzmiało i błyskało, Olivia chowała się pod kocem i czekała, aż przejdzie. Quirke podniosła klapę siodła i dopasowała strzemiona. Nie była specjalnie wysoka, ale mniej więcej pamiętała jak je powinna ustawić, żeby bez problemu wsiąść na konia i by nogi nie zwisały smętnie. Najwyżej poprawi, jak już będzie w siodle.
- Zawsze mnie zaskakiwało to miejsce. Czuć tu prawdziwą magię, nie? - mrugnęła do Laurenta, drapiąc konia po szyi. Ten parsknął cicho, jakby zrozumiał wyborny żart panny Quirke. - Masz poczucie humoru, to dobrze, podczas przejażdżki będę sypała takimi żartami z rękawa. Uwielbiam, gdy świeci słońce, od razu chce się żyć.
Powiedziała do konia z szerokim uśmiechem. Naprawdę wyglądało na to, że miała dobry humor. Wspaniały wręcz.
- Masz jakiś plan, czy jedziemy po prostu przed siebie?