To był paskudny wieczór i o dziwo pogoda niewiele miała z tym wspólnego. Chociaż lekka mgła już się zbierała, jak zawsze na tym przeklętym lądzie. Czasem miał tego dość, ale nieraz na wyjazdach tęsknił do tej mistycznej atmosfery, która mimo wszystko miała dla niego coś swojskiego w sobie. Teraz jednak co innego chodziło mu po głowie, a dokładniej stwierdzenie, że nie wie, co ma zrobić.
Spojrzał na kufel w swojej ręce. Podobno tonący chwyta się brzytwy. Czy to była jego brzytwa? Jakby się uparł, to się nią... nieważne.
Felician podniósł na bar wzrok ciężki od dręczących go myśli. Z boku może wyglądał, jakby miał już dość picia i zaraz miał zasnąć, ale wystarczyło wpatrzeć się dokładnie, by zauważyć, że to nie do końca tak. Tylko kto by się tutaj przyglądał komukolwiek? Może jakiś podejrzany typ, może kieszonkowiec albo oszust, może ktoś taki jak Hollow, który przecież od dłuższego czasu sączył to jedno piwo i śledził ludzi znudzonym wzrokiem. Teraz wreszcie się skończyło, a on chyba faktycznie miał dość swojego zajęcia.
Wstał od swego stolika na uboczu i podszedł do lady, by usiąść na stołku i z nieco za dużym rozmachem odstawić kufel na blat. Nie planował tego, pewnie by go to zmieszało, gdyby nie przyjemna podszewka alkoholu.
— Daj mi coś mocniejszego — rzucił do chłopaka, który właśnie wrócił z zaplecza. Zignorował przy okazji kompletnie starszego typa, który chyba łasił się na ten sam wolny stołek, ale nie zdążył do niego dotrzeć i teraz mamrotał coś pod nosem. Felician dobrze go słyszał, pewnie większość osób słyszało, ale doskonale udawał, że jest inaczej. — Współczuję — dorzucił nieco ciszej, kiedy chłopak do niego podszedł. W tym jednym słowie całkiem dobrze wyczuwalna była ironia, zapewne widział sytuację ze ścierką i być może dlatego nawet nie spojrzał na barmana, nawet jeśli ten się do niego odezwał.