16.03.2024, 22:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2024, 22:33 przez Brenna Longbottom.)
– Ależ ja umilam wam czas g a d a n i e m, nie okrutnymi pogróżkami rzucanymi pod adresem Merlinowi ducha winnym dyniom – oświadczyła Brenna. - Nie miałeś posprzątać resztek dyni zombie? - przypomniała, cofając się nieco, by przyjrzeć swojemu dziełu, czyli dyniom ustawionym świeżo na parapecie. A potem wyciągnęła różdżkę i po kilku machnięciami nią cała szyba pokryła się pajęczynami. - Szkoda, że to zaraz zniknie. Mogłam kupić trochę sztucznych pajęczyn w Hogsmeade - westchnęła Brenna z żalem, bo efekt bardzo się jej podobał i idealnie pasował do Nocy Duchów.
- Czyli... jestem cywilizowaną osobą, która używa niecywilizowanych metod? - spytała z rozbawieniem, a potem opadła wreszcie w jeden z głębokich, czerwonych foteli i ponownie wydobyła z kieszeni szaty chusteczkę, a chwilę później też opakowanie z maścią, by zabrać się za doprowadzanie swojego nosa do porządku. Nie byłby to pierwszy, drugi ani dziesiąty raz, gdy była do tego zmuszona: Brenna miała dziwne wrażenie, że ten świat był po prostu niecywilizowany, więc cywilizowane metody się tu rzadko sprawdzały.
- Hm... większość Gryfonów nie groziłaby moim dyniom, tylko by pewnie chcieli jakąś zaadoptować dla siebie albo uznali, że trzeba szybko biec kombinować jakieś szkielety... A już na pewno żaden nie miałby przy sobie książki o historii magii, no bo wiesz, historia magii i to jeszcze po piątym roku, ilu was jest w tej klasie, może ze trzech z wszystkich Domów... - wyparowała, trochę się mądrząc, ale co poradzić, nastolatki miały to niekiedy w zwyczaju. - Ale jakby już taki groził, i miał taką książkę, to w siedmiu przypadkach na dziesięć tak samo jak z tobą, w dwóch na dziesięć, to byśmy się trochę poszarpali, a potem i tak razem posprzątali, a w jednym na dziesięć... się okropnie pokłócili - wyliczyła. Odginając po kolei palce, żeby się jej te przypadku nie rozmnożyły, i nie wychodziło na to, że jest ich jednak jedenaście na dziesięć.
- Czyli... jestem cywilizowaną osobą, która używa niecywilizowanych metod? - spytała z rozbawieniem, a potem opadła wreszcie w jeden z głębokich, czerwonych foteli i ponownie wydobyła z kieszeni szaty chusteczkę, a chwilę później też opakowanie z maścią, by zabrać się za doprowadzanie swojego nosa do porządku. Nie byłby to pierwszy, drugi ani dziesiąty raz, gdy była do tego zmuszona: Brenna miała dziwne wrażenie, że ten świat był po prostu niecywilizowany, więc cywilizowane metody się tu rzadko sprawdzały.
- Hm... większość Gryfonów nie groziłaby moim dyniom, tylko by pewnie chcieli jakąś zaadoptować dla siebie albo uznali, że trzeba szybko biec kombinować jakieś szkielety... A już na pewno żaden nie miałby przy sobie książki o historii magii, no bo wiesz, historia magii i to jeszcze po piątym roku, ilu was jest w tej klasie, może ze trzech z wszystkich Domów... - wyparowała, trochę się mądrząc, ale co poradzić, nastolatki miały to niekiedy w zwyczaju. - Ale jakby już taki groził, i miał taką książkę, to w siedmiu przypadkach na dziesięć tak samo jak z tobą, w dwóch na dziesięć, to byśmy się trochę poszarpali, a potem i tak razem posprzątali, a w jednym na dziesięć... się okropnie pokłócili - wyliczyła. Odginając po kolei palce, żeby się jej te przypadku nie rozmnożyły, i nie wychodziło na to, że jest ich jednak jedenaście na dziesięć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.