16.03.2024, 23:36 ✶
Brenna nie miała pojęcia ani co przydarzyło się Norze, ani czy było to coś dobrego, czy złego. I prześladowało ją dziwne wrażenie, że Nora też sama tego nie wie. Mogło to brzmieć absurdalnie, ale jej w tej chwili wydawało się najnaturalniejsze pod słońcem. Czasem człowiek sam nie był pewny, co właściwie myśli i co czuje, i wbrew pozorom nie była to domena wyłącznie nastolatków. Po prostu powinni sobie z tym wszystkim lepiej niż nastolatki radzić.
Oby Nora zechciała zwierzyć się z tego Erikowi, skoro rozmowa z nią miałaby być za trudna albo przynieść tylko większy zamęt.
– Za parę godzin. I tak wątpię, aby ktokolwiek wstał przed ósmą, a pewnie większość obudzi się mocno po dziewiątej – stwierdziła, odsuwając się od Figg. – Zaparzę ci herbaty z ziołami, Malwa ją przyniesie.
Brenna nie znała się na ziołach, więc nie miała pojęcia, co w tej mieszance jest, ale już wrzucić do kubka z wrzątkiem łyżeczkę z zawartości jednej z opisanych sakiewek z szafek w kuchni, już potrafiła. Eliksirów nasennych wolała już w nią nie wmuszać, ale może jakieś ziółka pozwolą Norze na złapanie chociaż godziny czy dwóch snu.
– Jasne, że jestem – zapewniła tylko, wyciągając dłoń i na moment lekko zaciskając ją na ramieniu Nory. Przeszło jej przez myśl, że chciała, aby ta cholerna potańcówka dała ludziom trochę… odpocząć od całej wojennej atmosfery i przypomniała, że Zakon to coś więcej niż ciągłe działanie w szarej strefie, a być może to wszystko jednak w pewnych sprawach jej dobre chęci w złe się obróciły. Ale Nora wyglądała właściwie raczej na zdezorientowaną niż nieszczęśliwą… – Zawsze masz nas, a my jesteśmy wdzięczni za ciebie. Spróbuj trochę odpocząć – powiedziała, nim wycofała się z łazienki, pozwalając Norze umyć się w wannie zamiast w zimnej wodzie z jeziora, i potem przemknąć do pokoju na piętrze, który zajmowała. A sama, w asyście psów, ruszyła przygotować jej te ziółka, zastanawiając się, czy może powinna zaserwować je i sobie, czy też po prostu zabrać się wcześniej do przygotowywania wszystkiego na śniadanie…
Oby Nora zechciała zwierzyć się z tego Erikowi, skoro rozmowa z nią miałaby być za trudna albo przynieść tylko większy zamęt.
– Za parę godzin. I tak wątpię, aby ktokolwiek wstał przed ósmą, a pewnie większość obudzi się mocno po dziewiątej – stwierdziła, odsuwając się od Figg. – Zaparzę ci herbaty z ziołami, Malwa ją przyniesie.
Brenna nie znała się na ziołach, więc nie miała pojęcia, co w tej mieszance jest, ale już wrzucić do kubka z wrzątkiem łyżeczkę z zawartości jednej z opisanych sakiewek z szafek w kuchni, już potrafiła. Eliksirów nasennych wolała już w nią nie wmuszać, ale może jakieś ziółka pozwolą Norze na złapanie chociaż godziny czy dwóch snu.
– Jasne, że jestem – zapewniła tylko, wyciągając dłoń i na moment lekko zaciskając ją na ramieniu Nory. Przeszło jej przez myśl, że chciała, aby ta cholerna potańcówka dała ludziom trochę… odpocząć od całej wojennej atmosfery i przypomniała, że Zakon to coś więcej niż ciągłe działanie w szarej strefie, a być może to wszystko jednak w pewnych sprawach jej dobre chęci w złe się obróciły. Ale Nora wyglądała właściwie raczej na zdezorientowaną niż nieszczęśliwą… – Zawsze masz nas, a my jesteśmy wdzięczni za ciebie. Spróbuj trochę odpocząć – powiedziała, nim wycofała się z łazienki, pozwalając Norze umyć się w wannie zamiast w zimnej wodzie z jeziora, i potem przemknąć do pokoju na piętrze, który zajmowała. A sama, w asyście psów, ruszyła przygotować jej te ziółka, zastanawiając się, czy może powinna zaserwować je i sobie, czy też po prostu zabrać się wcześniej do przygotowywania wszystkiego na śniadanie…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.