17.03.2024, 01:06 ✶
Tym, co wyrwało się z ust Harper, nie było pełne irytacji westchnienie, lecz warczenie przywodzące na myśl wygłodniałego psa zamkniętego w klatce. Jej dłonie jeszcze mocniej zacisnęły się na krawędziach biurka, aż brat na środku został wybrzuszony, tylko po to, by po chwili pęknąć na pół. W powietrzu zawirowały drzazgi, zaś wszystkie przedmioty, jakie kobieta trzymała na biurko, spadły na ziemię z łoskotem.
— DOSYĆ — zawyła, a jej twarz na moment - krótką zaledwie chwilę mierzoną w kilku przyśpieszonych uderzeniach serca - zamieniła się w wilczy pysk. Minęło dobre kilkadziesiąt sekund, które mogły wydać się wiecznością, zanim Moody doszła do siebie. Odsunęła się gwałtownie od zniszczonego biurka, jakby to było najbardziej obmierzłą rzeczą na świecie, choć nienawiść w jej oczach ani na moment nie przygasła.
— Wynoś się — wychrypiała.
— DOSYĆ — zawyła, a jej twarz na moment - krótką zaledwie chwilę mierzoną w kilku przyśpieszonych uderzeniach serca - zamieniła się w wilczy pysk. Minęło dobre kilkadziesiąt sekund, które mogły wydać się wiecznością, zanim Moody doszła do siebie. Odsunęła się gwałtownie od zniszczonego biurka, jakby to było najbardziej obmierzłą rzeczą na świecie, choć nienawiść w jej oczach ani na moment nie przygasła.
— Wynoś się — wychrypiała.