17.03.2024, 18:07 ✶
Tylko on się śmiał. Dobrze wiedział, jak wyglądały takie sytuacje od boku. Musiał wyjść na jakiegoś psychopatę, ale... nie przeszkadzało mu wcale, żeby ludzie tak o nim myśleli - lepiej żeby go mieli za psychopatę, niż za kogoś słabego. Kogoś, kogo można było zniszczyć, zastraszyć lub zwieść. Tacy ludzie nie przeżywali na Ścieżkach, jeżeli chcieli trzymać się tych samych stref co on. Kiedy zapytała: „Kojarzysz ten moment, kiedy ktoś mówi ci, że nie dasz rady, a w tobie pojawia się chęć pokazania, że ten ktoś się myli?”, Crow pokręcił jedynie głową, wgryzając się w jabłko jeszcze raz. I jeszcze raz. Na końcu historii jabłka nie było już wcale, zamiast niego miał patyk z ogryzkiem, który wyrzucił za siebie i szeroki uśmiech kwitujący to, że wszystko to, co powiedziała, było dla niego niesamowicie wręcz zabawne.
Z trudem powstrzymał kolejne parsknięcie i wreszcie odpowiedział:
- Tak. - Postawił sprawę jasno. - Jak mam zgadywać... on tego nikomu nie powie, Viorica, nawet tym swoim bezmózgim pachołom - powiedział to dokładnie takim tonem, jakby jego samego nie dało się nazwać bezmózgkim pachołem Madame Fontaine - bo wtedy by się przyznał, że jakaś losowa lambadziara, z którą chciał się przespać, zajebała mu jakiś starożytny artefakt. Pewnie zapłacił za tę bransoletę w chuuu-uj szmalu i ma za małego fiuta, żeby to przeżyć, więc chce cię po prostu uciszyć.
Nie mówił w sposób ciekawy, zajmujący, ani szczególnie wyszukany, ale dobrze wiedział, że Zamfir skupi się na absolutnie każdym jego słowie. Pozwolił więc sobie na mówienie niewyraźnie, chociaż persona, na jaką się kreował, zwykle wypowiadała się głośno i wyraźnie, niemal dumnie, jakby każde słowo wychodzące z jego ust miało ciąć - dziś natomiast pozwolił sobie na powiedzenie tego o jeden ton ciszej.
Jechał po mężczyźnie bez cienia wzruszenia, nie próżnując w słowach ani ocenie - bo go naprawdę, ale tak naprawdę nie cierpiał. Reagował alergicznie na wszystkich Nokturnowych sutenerów, szczególnie tych traktujących źle swoje prostytutki albo zmuszających ich do pracy. Niby nie z tego zasłynął na Ścieżkach, ale naprawdę miał do nich niesamowitą słabość.
- Dla ciebie to źle, bo pewnie prędzej pęknie mu dupa, niż da sobie spokój. - Cmoknął ustami, wpatrując się w nią zza kosmyków włosów niesfornie padających mu na twarz. Wyglądał w tej fryzurze troszkę śmiesznie - gdyby je wreszcie zapuścił, pewnie wyglądałby na o wiele przystojniejszego niż teraz, ale on był uparty. - Ale to nie jest też tak, że już po tobie. Mnie próbuje zabić od dziesięciu lat i jak widzisz, zajebiście mu idzie. - I rozumiał, że to po to tutaj przyszła - po odpowiedź, dlaczego Crow mógł sobie na to wszystko pozwolić, czy istniała szansa, że i ją ominą szerokim łukiem, a ona nie będzie musiała opuszczać Londynu.
Z trudem powstrzymał kolejne parsknięcie i wreszcie odpowiedział:
- Tak. - Postawił sprawę jasno. - Jak mam zgadywać... on tego nikomu nie powie, Viorica, nawet tym swoim bezmózgim pachołom - powiedział to dokładnie takim tonem, jakby jego samego nie dało się nazwać bezmózgkim pachołem Madame Fontaine - bo wtedy by się przyznał, że jakaś losowa lambadziara, z którą chciał się przespać, zajebała mu jakiś starożytny artefakt. Pewnie zapłacił za tę bransoletę w chuuu-uj szmalu i ma za małego fiuta, żeby to przeżyć, więc chce cię po prostu uciszyć.
Nie mówił w sposób ciekawy, zajmujący, ani szczególnie wyszukany, ale dobrze wiedział, że Zamfir skupi się na absolutnie każdym jego słowie. Pozwolił więc sobie na mówienie niewyraźnie, chociaż persona, na jaką się kreował, zwykle wypowiadała się głośno i wyraźnie, niemal dumnie, jakby każde słowo wychodzące z jego ust miało ciąć - dziś natomiast pozwolił sobie na powiedzenie tego o jeden ton ciszej.
Jechał po mężczyźnie bez cienia wzruszenia, nie próżnując w słowach ani ocenie - bo go naprawdę, ale tak naprawdę nie cierpiał. Reagował alergicznie na wszystkich Nokturnowych sutenerów, szczególnie tych traktujących źle swoje prostytutki albo zmuszających ich do pracy. Niby nie z tego zasłynął na Ścieżkach, ale naprawdę miał do nich niesamowitą słabość.
- Dla ciebie to źle, bo pewnie prędzej pęknie mu dupa, niż da sobie spokój. - Cmoknął ustami, wpatrując się w nią zza kosmyków włosów niesfornie padających mu na twarz. Wyglądał w tej fryzurze troszkę śmiesznie - gdyby je wreszcie zapuścił, pewnie wyglądałby na o wiele przystojniejszego niż teraz, ale on był uparty. - Ale to nie jest też tak, że już po tobie. Mnie próbuje zabić od dziesięciu lat i jak widzisz, zajebiście mu idzie. - I rozumiał, że to po to tutaj przyszła - po odpowiedź, dlaczego Crow mógł sobie na to wszystko pozwolić, czy istniała szansa, że i ją ominą szerokim łukiem, a ona nie będzie musiała opuszczać Londynu.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.