Uniżona pani, z Merlina łaski wybrana nam szefowa Biura Aurorów, poskromicielka Ministerialnych biurek, najłaskawsza dama... zrobiła ze Stanleya wolnego człowieka. Prawie jakby mu dała skarpetkę, a zrobiła coś więcej. Dużo więcej - pozwoliła mu odejść, a wręcz kazała mu się wynosić. Kim był Borgin, aby jej się przeciwstawić, zwłaszcza kiedy tego szczerze pragnął? Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem... pomyślał, ale nie odważył się powiedzieć tego na głos. Wiedział czym to się może skończyć - utratą zębów, a nadal pamiętał do czego ta zołza była zdolna z kastetem. Czystą pięścią musiała bić równie mocno.
Słysząc jej słowa, Stanley wstał. Poprawił swój mundur. Odchrząknął - Do widzenia - pożegnał się kulturalnie ze swoją niedoszłą szefową. W mgnieniu oka odwróciła się na pięcie i czym prędzej opuścił gniazdo żmii. Musiał zrobić to na tyle szybko, aby się jeszcze przypadkiem nie rozmyśliła.
Kiedy tylko opuścił gabinet Moody, skierował się na papierosa. Musiał ochłonąć. Przemyśleć wiele rzeczy - całe swoje dotychczasowe życie.
Musiał zrobić też coś więcej - opuścić budynek Ministerstwa po raz ostatni w życiu. Wypowiedzenie umowy uznał za rzecz mało konieczną w zaistniałej sytuacji. Raz go stąd wypuścili - drugi raz tego nie zrobią, a już na pewno, kiedy poznają pewne fakty i szczegóły. Nie mógł tyle ryzykować. Nie mógł więcej pojawić się w Ministerstwie. Dla Stanleya to był jasny znak - zaczynają węszyć... jak prawdziwe psy.
W ten oto sposób, 30 czerwca, był ostatnim dniem służby Stanleya Andrew Borgina w stopniu brygadzisty. Piękne lata musiały odejść w zapomnienie. W tej sytuacji, jedno cisnęło się na usta - Nokturnie witaj!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972