Nie było po co wierzyć w ludzi, skoro to człowiek człowiekowi prezentował taki los. To nie wielki i zły świat, nie tylko twoje wielkie winy, nie twoje kroki, bo wszedłeś na rozżarzone węgle. Ktoś cię na nie popchnął, prawda? Ktoś powiedział, że będzie fajnie, a teraz cieszył się twoim tańcem i nie pytali, czy bardzo boli. Jeśli zapytali to tylko po to, by klasnąć w dłonie i buchnąć śmiechem. Wiedział, że wyglądał jak porcelanowa lalka - piękna i byłoby dobrze, gdyby była bezużyteczna. Ale był aż nader użyteczny. Na tyle, że w swojej taniości każdy mógł sobie na nim używać. Ta wiedza nie napłynęła do niego nagle, nie była nowym odkryciem, była pewnikiem wetkniętym w nomenklaturę jego życia. Sam ją przecież tam zapisał. Olivia jednak nie była tania, oj nie. W tych kategoriach, w których widział samego siebie, gdzie rozdawnictwo miało być rekompensowane zapłatami zwrotnej przyjemności, staniej się płótnem na jedną noc dla jednej osoby, nie było tam miejsca dla Olivii - owszem, naiwnie zakochanej w nim, zapatrzonej, ale posiadającej swoją dumę, swoją klarowną wizję na to, kim jest i ile jest warta. Tak powinni właśnie nosić przedstawiciele czystej krwi, prawda? Ciekawe, czy w ogóle zdawała sobie z tego sprawę, jaki wielki wzór mogłaby stanowić dla wielu w tym niegościnnym, pełnym chorób emocjonalnych świecie. Czy można żałować tego, że nie udało się zakochać? Braku emocjonalnej więzi na poziomie, która pozwoliłaby zawarcie związku..? Tak, odczuwał to, co od biedny można opisać jako "szkoda...". Ale nie postąpiłby inaczej. Myśl o tym, że mógłby wciągnąć Olivię w to siedlisko węży, gdzie każdy chce cię ugryźć, każdy chce coś dla siebie, była odstręczająca.
- Wiem, że przygotowanie psychiczne jest ważne. - Potwierdził z uśmiechem, ale minę miał prawie jak starszy brat, którego młodsza siostrzyczka właśnie próbuje wytłumaczyć, dlaczego układanie z klocków zamku dla księżniczki jest bardziej praktyczne i ważne od układania twierdzy na granicy królestwa do powstrzymywania oblężeń. Chyba potraficie sobie wyobrazić taką minę, prawda? Nie kłamał jednak - zgadzał się z tym, że istniało coś takiego jak mentalna siła zbierana do czegoś, żeby z tym zawalczyć. Błąd był popełniany już na podstawowym etapie kalkulacji, gdzie człowiek myślał "muszę rzucić" i brał to jako etap definitywny. Że kiedy powie sobie "rzucam!" to będzie to rzucenie już, teraz, z dnia na dzień! Tak się dało... ale do tego naprawdę już potrzebna była potężna siła woli. - To nigdy nie jest odpowiednia chwila. - Dopowiedział trochę pobłażliwie, ale rozbawiony. Nie był od edukowania tej kobiety, jak żyć, bo sam przecież zasługiwał na bardzo wiele przykazów. I nie przepadał ich słuchać. Wiedział. WIEDZIAŁ - że powinien zadbać o swoje zdrowie fizyzne, sen, jedzenie, że nie powinien sięgać po szkodzący mu alkohol ani nie pozwalać sobie na skręcanie myślami do palarni Changów, w której nie był latami. Wiedza to jedno. To, co z tą wiedzą robimy - zupełnie coś innego. - Jestem
w takim razie dumny. - Właśnie o to chodziło! Nie robić wielkich skoków, które cię zajadą. Chodziło o tym, żeby małymi krokami dotrzeć do celu.
- Chyba nie wspominałaś. - Trochę ściągnął brwi. Nie było mu do śmiechu, bo to nie było dla koni naturalne, żeby gryzły... tak o. Potrafiły niektóre mieć trudne charaktery, być uparte, niektóre łapały wargami z czułości. Ale wargami, a nie próbowały cię gryźć za brak marchewki. - Coś się stało z tym koniem? - Tam, to było jasne, był straumatyzowany. Ale czym? Co się stało? Co go spotkało? Dlaczego? Podszedł do Olivii i pomógł jej dosiąść konia, zanim sam wrócił do swojego, żeby przerzucić nogę nad jego zadem. Zebrał lejce i zawrócił klacz, powoli wyprowadzając ją ze stajni. - Nie radzą. Nikt sobie z tym za dobrze nie radzi. - Sytuacja była naprawdę trudna. - Zwykło się na nie mówić "widma". Czy gorsze od dementorów... nigdy nie miałem żadnego spotkać osobiście, ale te, w przeciwieństwie do dementorów, nie są chętne do porozumiewania się. Wypatrzenie ich również jest bardzo ciężkie. - Może nie powinien tego mówić? Olivia należała do osób lubiących wędrować po różnych miejscach dlatego, że poprosił ją ojciec o interwencję... albo coś podobnego. Z drugiej strony jej matka była przewrażliwiona - pewnie nie puściłaby jej nigdy w okolice Kniei. Nieodbrze było siać panikę, ale Quirke stawiał za zbyt wysokim pułapie, żeby o panice mówić. - Mam nadzieję, że nie kuszą cię przygody w tamtych okolicach? - Nie zabrzmiało to na żart, bo w sumie to pytał całkiem poważnie.