17.03.2024, 19:24 ✶
Opowieść o swojej przyjaciółce przyjął z milczącą uwagą, patrząc się gdzieś przed siebie w punkt, który pozwalał się skupić, a nie myśleć i nade wszystko nie paplać o sobie. Tak łatwo przychodziło każdą informację przekładać, na ja i moje. Tak znam i z mojego doświadczenia to... albo och nie wiedziałem, ale na tyle na ile potrafię sobie wyobrazić to.... Z opisu jaki dał mu Erik Brenna nagle stała się ucieleśnieniem klątwy żywiołu, która obciążała jego istnienie od kilkunastu już lat. Jest pustkowie bum i po chwili mnóstwo roślin, w chaosie i splendorze ślepego stworzenia. To było niepokojące, ale Samuel szczęśliwie był wyciszony lotem, ochłodzony wodą i swobodny w braku niepotrzebnego ubrania, więc łatwiej mu było przejść nad tym do porządku dziennego.
– Wiele spraw nie ruszałoby się z miejsca, gdyby nie ludzie tacy jak Brenna. Ale... nie dziwię się, że się o nią martwisz. Zazwyczaj pomaga mi, gdy wyobrażam sobie sytuacje zgoła odmienną, aby zrozumieć, że moje położenie jest takie, jakie powinno być. Bardzo... bardzo rzadko jest inaczej. Więc wyobraź sobie Brenne, która jest apatyczna, nie chce wychodzić z domu, nie odzywa się pierwsza, lub nawet pytania odpowiada Ci wcale, biernie przyjmując wszystko za prawdę i pewnik. – Odwrotność. Jest pełno zieleni i nagle nic, pustkowie, beton, zimny bruk. Wzdrygnął się na samą myśl, choć w jego głowie ów skojarzenie jednak bardziej dotykało klątwy i straszności Londynu.
Przez moment zastanawiał się, czy nie napić się z Erikiem, zobaczyć jak to jest, kiedy alkohol miękczy myśli przy osobie, której się ufa, z którą mogłoby się podzielić... Bo wbrew doświadczeniu odosobnienia, wbrew chowaniu się w Kniei i życiu zgodnie z zasadami wpojonymi przez aspołecznych i zastraszonych rodziców, Samuel z charakteru był bardzo ciekawski i bardzo spragniony towarzystwa. To tak, jakby przez lata nie jeść słodyczy, a potem nagle odkryć cukiernie.
Swojej prośby, sugestii jednak nie wypowiedział, nie chcąc się narzucać, uznając, że i tak nadweręża uprzejmość Erika, a jego słowa o "wytrzymywaniu z nim" niezmiennie traktując jako kokieterię, bo jak można było z nim nie wytrzymywać? Wyobraźnia Samuela choć rozległa w kwestiach stolarskich, tutaj nie mogła tego pojąć w swoim słowniku pojęciowym. Nie zapytał również dlatego, że co innego przykuło jego uwagę:
– Jak to gonić do roboty? – wyraźnie się zdziwił obracając twarz do swojego rozmówcy. Czy to w ogóle było możliwe, żeby dziedzic musiał pracować na czyjeś polecenie (bo że z kaprysu chwili chwycił za heblarkę, to była inna historia). – I co ktoś każe ci robić? Chyba nie grabić, ani przycinać żywopłot. Pewnie to jakieś... Ważne Sprawy, mmm... dotyczące Dużej Ilości Galeonów i Majątku? – spróbował zgadywać, a potem uśmiechnął się krzywo – Hmm, tak w ogóle... to nie masz problemu z tym, że ja nic nie mam? – pytanie wybrzmiało nieco głucho, błękitne oczy uciekły znów do wody.
– Wiele spraw nie ruszałoby się z miejsca, gdyby nie ludzie tacy jak Brenna. Ale... nie dziwię się, że się o nią martwisz. Zazwyczaj pomaga mi, gdy wyobrażam sobie sytuacje zgoła odmienną, aby zrozumieć, że moje położenie jest takie, jakie powinno być. Bardzo... bardzo rzadko jest inaczej. Więc wyobraź sobie Brenne, która jest apatyczna, nie chce wychodzić z domu, nie odzywa się pierwsza, lub nawet pytania odpowiada Ci wcale, biernie przyjmując wszystko za prawdę i pewnik. – Odwrotność. Jest pełno zieleni i nagle nic, pustkowie, beton, zimny bruk. Wzdrygnął się na samą myśl, choć w jego głowie ów skojarzenie jednak bardziej dotykało klątwy i straszności Londynu.
Przez moment zastanawiał się, czy nie napić się z Erikiem, zobaczyć jak to jest, kiedy alkohol miękczy myśli przy osobie, której się ufa, z którą mogłoby się podzielić... Bo wbrew doświadczeniu odosobnienia, wbrew chowaniu się w Kniei i życiu zgodnie z zasadami wpojonymi przez aspołecznych i zastraszonych rodziców, Samuel z charakteru był bardzo ciekawski i bardzo spragniony towarzystwa. To tak, jakby przez lata nie jeść słodyczy, a potem nagle odkryć cukiernie.
Swojej prośby, sugestii jednak nie wypowiedział, nie chcąc się narzucać, uznając, że i tak nadweręża uprzejmość Erika, a jego słowa o "wytrzymywaniu z nim" niezmiennie traktując jako kokieterię, bo jak można było z nim nie wytrzymywać? Wyobraźnia Samuela choć rozległa w kwestiach stolarskich, tutaj nie mogła tego pojąć w swoim słowniku pojęciowym. Nie zapytał również dlatego, że co innego przykuło jego uwagę:
– Jak to gonić do roboty? – wyraźnie się zdziwił obracając twarz do swojego rozmówcy. Czy to w ogóle było możliwe, żeby dziedzic musiał pracować na czyjeś polecenie (bo że z kaprysu chwili chwycił za heblarkę, to była inna historia). – I co ktoś każe ci robić? Chyba nie grabić, ani przycinać żywopłot. Pewnie to jakieś... Ważne Sprawy, mmm... dotyczące Dużej Ilości Galeonów i Majątku? – spróbował zgadywać, a potem uśmiechnął się krzywo – Hmm, tak w ogóle... to nie masz problemu z tym, że ja nic nie mam? – pytanie wybrzmiało nieco głucho, błękitne oczy uciekły znów do wody.