Chyba wszyscy Mulciberowie byli uczuleni na punkcie porządku, ładu i składu. Jeszcze kilka lat temu, Stanley, nie miał pojęcia, że jest Mulciberem, więc de facto nie mógł wiedzieć o takim schorzeniu. Teraz jednak, im dłużej przebywał w towarzystwie Roberta i Richarda, łapał się na tym, że i on uwielbiał jak wszystko ma swoje miejsce. Jak każdy ma swoje miejsce. Kiedy wszystko działa jak w Szwajcarskim zegarku.
Borgin doceniał, że wuj podał mu pomocną dłoń i zaczął segregować zdjęcia według kategorii. Było to bardzo pomocne i pozwalało w prosty sposób podzielić ich wszystkich "kandydatów". Im dłużej opowiadał i im więcej zdjęć lądowało w odpowiednich grupach, tym coraz bardziej ta sprawa wyglądała źle. Po prostu tragicznie. Mało kto nadawał się do większej współpracy.
Wcale się nie zdziwił, kiedy Robert kazał usunąć Rookwoodów, Stanley się uśmiechnął. Alea iacta est, kości zostały rzucone, a los tej dwójki przypieczętowany. Ojciec nie musiał mówić nic więcej, ponieważ Borgin zrozumiał przekaz podprogowy. Sam usunąłby wiele innych osób z tej listy, a tak? Cóż. Nie on tutaj podejmował decyzje. Miał zebrać informacje, więc to zrobił.
Wysłuchał tego co wuj ma do powiedzenia. Kiwnął porozumiewawczo głową w jego kierunku. Trochę na zrozumienie, że porzucił już Norweskie Ministerstwo, a trochę, aby dać znać, że rzeczywiście już na ten temat rozmawiali. Odbyli przecież bardzo przyjemną pogawędkę w Brytyjskim Ministerstwi... chociaż ta sprawa Juliusa, nie napawała optymizmem w kwestii Richarda w Biurze Aurorów czy Brygadzie.
Przemówiła też głowa ich planu, którą Borgin, mógł dumne nazywać swoim ojcem. Wracali do podstaw, ale i od nich musieli zacząć. Wszystko musiało mieć ręce i nogi. Musieli działać powoli, ostrożnie. Jeden nie właściwy ruch i lądowali na dnie.
- Mogę spróbować załatwić widmowidza. Sądzę, że zatroszczony Simon Greyback, mógłby się trochę martwić o swojego krewniaka, czyż nie? - wzruszył ramionami. Pewnia wizja właśnie zagościła do jego głowy. Nie musi iść na spotkanie z widmowidzem jako Stanley Borgin. Może mu się przedstawić jako dosłownie każdy. Ze względów bezpieczeństwa było to chyba najlepsze podejście do sprawy.
- Szczerze? To raczej każdy ją tam szanuje. Trzyma to bagno w swoich rękach i nikt inny się raczej nie kwapi, aby ją zastąpić - stwierdził na słowa Richarda - Z osób, które jej nienawidzą to chyba tylko wiadomo kto - spojrzał wymownie w kierunku dwóch zdjęć, które zostały dzisiaj odrzucone z całej puli - Jestem święcie przekonany, że Aurorzy są całkowicie za nią. Większość brygadzistów też ją ceni i takie tam - westchnął - Jeżeli nie mają o niej pozytywnego zdania, to mają neutralne. Nie spotkałem się z tym, aby ktoś mówił o nie negatywnie - pokręcił głową. Takich rzeczy nie mogli się dowiedzieć od samych pracowników Ministerstwa. Nie mówiło się o takich tematach podczas pracy czy przerwy na kawę. Tego mogli się dowiedzieć tylko i wyłącznie podczas prywatnych spotkań.
- Przypomniało mi się też, że mam jeszcze jedną zaufaną osobę, jeżeli potrzebowalibyśmy kogoś, kto potrafi się zamienić w kogoś innego - dodał - Może to być bardzo przydatne w naszej sprawie. Stawiam swoją prawą dłoń za nią. Sprawdzona i zaufana osoba - zapewnił, unosząc wspomnianą dłoń - Niejaka Maeve Chang. Zwana również Mewką - rozejrzał się po zgromadzonych, chcąc wybadać ich reakcję na swoją propozycję. Według Stanleya to była odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu z bardzo przydatnymi umiejętnościami - Ja nie mam pytań. Wszystko klarowne.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972