— Nie no, w Dolinie jednak jest trochę inaczej. Tutaj są całe rodziny tylko Mugoli. A u mnie nie ma takiej, która jest tylko mugolska. A jak ktoś, kto jest mugolem i wychodzi za innego mugola spoza wioski, wtedy się wyprowadza z wioski. Trochę tak jakby musi, bo jednak łatwiej, jak jedna osoba się wyprowadzi, niż jak gdyby nagle wszyscy musieli ukrywać istnienie magii. Bo z tego co wiem, to o byciu czarodziejem mogą wiedzieć tylko najbliżsi krewni, czyli rodzice, rodzeństwo i dzieci. No i zgodnie z tym, u nas na wsi wie... każdy. Więc skoro każdy mugol i tak może wiedzieć o istnieniu magii legalnie, to ministerstwo nie wyłapie, czy obok tego mugola czaruje jego ojciec czy sąsiad — wyjaśniłam.
Zupełnie rozumiałam problem Sama. Przyzwyczajona byłam do życia w środowisku otwarcie używającym magii. Babcia ostrzegła mnie, że w Dolinie jest inaczej. Dlatego dla bezpieczeństwa z góry uznawałam każdego napotkanego człowieka za mugola. Lepiej w tę stronę i potem się miło zaskoczyć, kiedy ktoś też był czarodziejem.
— Co nie!? To jest frustrujące, jak nie wiesz! Jak szłam pracować do różnych sąsiadów to mi nie mówili, czy są czarodziejami, czy nie i nie wiedziałam, czy mogę użyć magii. Raz jednemu przekopałam cały wielki ogródek łopatą, a on się potem spytał, czy zapomniałam różdżki z domu. On znał Lysandra i wiedział, że ja od niego, ale sam w pełni już się nie przedstawił!
Wymiana frustracjami to najlepszy sposób na zaciśnięcie więzi. Przynajmniej w Polsce. Sam wspomniał o jakiejś dziewczynie, ale już wypadło mi z głowy jej imię i głupio mi było pytać. Mówił też o przemianie w niedźwiedzia... Czyli był animagiem! Jakże to do niego pasowało! Chętnie bym zobaczyła tą przemianę, spotkałam animagów chyba dwa razy w życiu tylko...
Rozmowa rozmową, ale wciąż musiałam skupić się też na koszeniu. Obserwowałam ruchy Samuela... aż w końcu z ziemi wyskoczył ziemniak. Westchnęłam ciężko, po czym zaskoczona spojrzałam na zaatakowanego mężczyzny.
— Na zakręcony ogonek tatusia świnki! — Nawet czarodzieje po kontakcie z kamieniem odnosili obrażenia. Szybko wyjęłam chustkę z kieszeni i podałam Samowi, żeby wytarł ewentualną krew. Nie byłam wystarczająco szalona na rzucenie mu Chłoszczyśca na czoło.
— Wiesz, one teraz sobie łażą wszędzie, bo to trawsko tak obrosło, że latają z podwórza na podwórze i ich nie wygonisz...
Strzeliłam różdżką w kierunku agresywnego gnoma, by rosnące wokół trawy zaplotły się wokół niego, unieruchamiając stworzenie. Już chciałam zaoferować pójście po klatkę do stodoły, gdy poczułam paskudny ból na łydce. To inny gnom postanowił mnie zaatakować swoimi zębami. Odruchowo krzyknęłam i zamachnęłam się nogą, posyłając istotę kilka metrów dalej. Spojrzałam na swoje nogi. Moje buty nie były najwyraźniej wystarczająco wysokie do pracy w polu. Nie przewidywały agresywnych gnomów.
— Znasz jakieś lepsze metody na gnomy niż wyłapanie ich sztuka po sztuce? — Spytałam z paniką w głosie. Gnomy były tak trochę istotami stadnymi i jak zdenerwowało się jednego, to inne też atakowały, chociaż na ogół były łagodne.