Zauważyła, że do Erika dotarły jej słowa o nieprzyprowadzaniu wielkich stworów do jej domu. Na całe szczęście, jeden problem z głowy, miała nadzieję, że szybko nie wrócą do tego tematu, a najlepiej by było, jakby nigdy więcej nie wspominał o takich pomysłach, bo ona prędzej, czy później zwariuje. - Nie powiem, że te słowa bardzo łechtają moje ego, nie spodziewałam się, że mam nad Tobą jakąkolwiek władzę Erik.- Uśmiechnęła się do przyjaciela. - Jeśli mam być szczera, to wcale nie znam się na miotłach, ale można się zainteresować tematem, miotła brzmi zdecydowanie bardziej korzystnie od hipogryfa.- Figg jeszcze była zupełnym świeżakiem w tematach typowo dziecięcych, zamierzała jednak nadrobić braki w wiedzy, nie miała innego wyjścia skoro już Mabel pojawiła się w jej życiu. - Mam nadzieję, że w stosunku do Mab Erik będzie trochę bardziej asertywny, chociaż niestety wydaje mi się, że z nią będzie jeszcze gorzej.- Kto bowiem był w stanie oprzeć się urokowi tej małej dziewczynki? Ona jako matka miewała czasem z tym problem, a co dopiero rodzice chrzestni.
- Mam wrażenie, że każde z Was ma predyspozycje do przejmowania władzy nad światem.- Brenna i Erik zdaniem Norki świetnie odnajdywali się w rzeczywistości, miała wrażenie, że mogliby za sobą pociągnąć tłumy, gdyby tylko chcieli. W końcu byli Longbottomami. Słuchała uważnie dalszej opowieści Brenny o ministrze. Dobrze było mieć wokół siebie kogoś, kto jest w stanie wyjaśnić sytuację. Norka sama średnio raczej interesowała się politykom, cudownie, że inaczej było z przyjaciółmi, potrafili w całkiem przyjemny sposób wytłumaczyć jej sens tego wszystkiego. - Myślisz, że byłoby to dla niego tak bardzo ważne, że czarowałby piłkę?- Na jej twarzy można było zaważyć zamyślenie, chyba faktycznie próbowała zrozumieć, czy mogło to być dla niego tak bardzo ważne, że nie bałby się czarować przy mugolach. - Niby ta piłka dwunożna jest dla nich tak ważna, że ryzykowałby, że ktoś zauważy? - nie do końca to do niej przemawiało. Nie sądziła, że minister byłby tak bardzo lekkomyślny. - Czego to oni nie wymyślą, żeby zrzucić go ze stołka...- Westchnęła ciężko. Obserwowała Brennę, która zabawiała Mabel. Ciekawe, jak będzie wyglądał świat, kiedy jej córka dorośnie. Miała nadzieję, że te czasy, kiedy ludziom przeszkadza pochodzenie czarodziejów miną, szkoda by było, żeby Mabel musiała przeżywać to co oni teraz.