18.03.2024, 00:39 ✶
~~*~~
Czy szybki prysznic i przebranie się w świeże ciuchy wystarczyło, aby doprowadzić Erika do porządku po tej okropnej nocy? Zdecydowanie nie. Jednakże, dzięki temu, że się ogolił i doprowadził grzebieniem włosy do porządki i spryskał delikatnymi perfumami, nie wyglądał, jakby ostatni tydzień spędził piwnicy. Nawet panika w spojrzeniu zdawała się zniknąć, poddając się codziennemu znużeniu. Tylko lekkie drżenie dłoni i nerwowe spojrzenia zdradzały, że coś może być nie w porządku. Przed wyjściem z pokoju, zgarnął z półki nienapoczętą jeszcze paczkę papierosów i zapalniczkę. Będzie dzisiaj palił jak smok, choćby miał zadymić cały ogród i salę weselną Blacka.
Ledwo zszedł na parter i ruszył w stronę wyjścia do ogrodu, gdy przy drzwiach na tarasach dostrzegł, zerkającą ciekawsko za okno Norę. Zatrzymał się w pół kroku, wstrzymując oddech. Zacisnął wolną rękę w pięść, resztkami sił powstrzymując się przed tym, aby nie zacząć na nią krzyczeć i wyrzucić jej tego wszystkiego, co musiał przeżywać przez ostatnią noc. Zacisnął usta w wąską linię i ruszył w jej stronę, nie patrząc jednak bezpośrednio na nią. Co mogła zobaczyć przed sobą? Tego samego mężczyznę, co wczoraj z tą różnicą, że tym razem przywdział jasno-beżową koszulę i ciemne spodnie, zamiast ciuchów z potańcówki. Wydał się też jakby niezadowolony i... obrażony?
— Cieszę się, że kopciuszek wrócił z balu — mruknął na powitanie, taksując ją od stóp do głów pełnym dezaprobaty wzrokiem. — Miło, że po takim czasie znalazłaś drogę do domu. — Złapał z nią kontakt wzrokowy, odmawiając jej jednak prawa do zobaczenia jego uśmiechu, choćby minimalnego. Jakąś karę musiała odbyć. — Chodź, bo herbata wystygnie. — Zrobił dwa kroki w stronę ogrodu, jednak zaraz znów się zatrzymał, gdy zorientował się, że Nora dalej stoi jak słup soli. — Panie przodem.
Uniósł wymownie brwi, wyganiając ją poniekąd na zewnątrz. A może po prostu chciał mieć pewność, że ta ponownie gdzieś nie zniknie? Zaczekał w progu, aż blondynka ruszy w stronę sadu, obserwując uważnie, jak coraz bardziej się oddala. Westchnął cicho i wyszedł na taras, aby tam odpalić papierosa. Eh, a miał poczekać do czasu, aż chociaż coś najpierw zje. Może to jednak już było uzależnienie? Ruszył w stronę rozstawionych na śniadanie stołów.
— Dzień dobry wszystkim — powitał zebranych, siląc się na lekki, niezobowiązujący ton.
Skinął głową Brennie i Samuelowi. Jeśli Nora postanowiła dosiąść się do stołu, Erik poszedł w jej ślady, siadając bezpośrednio naprzeciwko niej. Rozsiadł się wygodnie na krześle, opierając kostkę jednej nogi na kolanie. Zaciągnął się papierosem, aby zaraz wypuścić w powietrze mały kłębek dymu.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
Cierpienia panicza Erika, czyli jak dziala rytual Beltane