Nie zmrużyła oka. Nie była w stanie zasnąć po tym, co zdarzyło się nocą. Mimo zmęczenia, które przyszło, nie była w stanie nawet na chwilę odpłynąć w objęciach Morfeusza. Gryzło ją sumienie, pojawił się wstyd, że pozwoliła sobie na takie zachowanie, bo przecież jej nie zdarzały się takie wybryki, nadużyła zaufania Erika, a do tego zawiodła i siebie. Nie potrafiła zapanować nad emocjami, które ją zaskoczyły, pojawiły się niespodziewanie i przyćmiły jasność jej umysłu. Teraz musiała zmierzyć się z konsekwencjami, bo nadszedł dzień i wszystko było zdecydowanie bardziej widoczne. Noc zasłoniła podjęte decyzje swoimi ramionami, a teraz zostawiła ją z tym wszystkim samą.
Dawno w jej życiu się tak wiele nie wydarzyło, jakby nie patrzeć to przecież prawie się utopiła, Książę Kniei uratował ją od śmierci, a później, później nie mogła mu się oprzeć, tak po ludzku.
Słońce znajdowało się już wysoko, to był znak, że musi opuścić bezpieczną przestrzeń czterech ścian, że musi zejść na dół, na śniadanie, o którym wspominała jej Brenna. Ogarnęła się w miarę, ubrała na siebie fiołkową sukienkę, przeczesała jasne włosy szczotką, którą zorganizowała jej przyjaciółka, obejrzała się w lustrze i zauważyła cienie pod oczami, niestety z tym nic nie była w stanie zrobić na szybko. Pozostawało mieć nadzieję, że ludzie powiążą je raczej z wyśmienitą i długą zabawą na potańcówce niż z jej nocną eskapadą.
Po cichu wyszła z sypialni, nie chcąc zwracać na siebie uwagi, bardzo nie chciała, żeby doszło teraz do jakiekolwiek konfrontacji, szczególnie z Erikiem, bo bała się, że musiałby się stąd szybko ulotnić, a to pewnie nie umknęłoby czujnemu oku gospodyni.
Znalazła się w kuchni, gdzie przywitała Malwę. Miała zamiar jej pomóc w przygotowaniu jedzenia, tyle, że najwyraźniej wszystko było już gotowe, na nic się więc tutaj nie przyda. Wzięła w ręce jeden z półmisków, w którym znajdowało się pieczywo, żeby nie robić pustych przebiegów i mieć choć taki delikatny wpływ na to śniadanie.
Miała już wyjść na zewnątrz, kiedy zauważyła w ogrodzie przez okno tarasu Brennę i Samuela, co bardzo skutecznie spowodowało, że przystanęła w miejscu, wpatrywała się w nich dłuższą chwilę, po czym się cofnęła. Nie do końca wiedziała, co powinna zrobić w tej sytuacji. Najchętniej to by po prostu stąd wybiegła z krzykiem, ale nie do końca było to na miejscu.
Usłyszała kroki, odwróciła się, żeby zobaczyć, kto się za nią pojawił. Jak widać zawsze mogło być gorzej. Erik był zły, dostrzegła to od razu, tak naprawdę też wcale się nie dziwiła, sama pewnie zachowałaby się analogicznie, gdyby on wywinął jej podobny numer. - Przepraszam. - Powiedziała bardzo cicho, bo było to jedyne na co mogła się w tej chwili wysilić, brakowało jej słów, i nie chciała mu się tutaj tłumaczyć z tego wszystkiego, nie kiedy w każdej chwili ktoś mógł się tutaj pojawić. Jej twarz była blada niczym kreda.
Już nie ucieknie, westchnęła jedynie cicho, spuściła głowę w dół i wykonała polecenie przyjaciela, bo ton głosu, jakiego użył sugerował, że nie ma innego wyjścia. Znalazła się na zewnątrz, szła powoli, bardzo powoli w stronę stołów, które znajdowały się w sadzie, jej dłonie mocno zaciskały się na półmisku, który niosła. Gdy zbliżyła się do obecnych była w stanie wydusić jedynie ciche Dzień dobry, jej spojrzenie na chwilę zatrzymało się na Samie, jednak bardzo szybko uciekła wzrokiem, żeby nie zostać przyłapaną na wpatrywaniu się w niego.
Później postawiła pieczywo na stole. Dosyć szybko usiadła na jednym z krzeseł przy wielkim stole, ku jej niepocieszeniu Erik wybrał miejsce na przeciwko niej, najwyraźniej będzie musiała się mierzyć z jego karcącym wzrokiem przez to całe śniadanie. W przeciwieństwie do przyjaciela ona siedziała wyprostowana niczym struna, widać po niej było, że trochę zaczęła się tym wszystkim stresować.