18.03.2024, 11:20 ✶
Rozmawiam z Samem, zdejmuję mu diadem i mówię, żeby siadał i jadł.
*
O Morgano i Merlinie, jak ty wyglądasz?!
Mniej więcej taka myśl przeszła przez głowę Brenny, gdy obróciła się od stolika na głos Samuela. I nie chodziło o ubrania, rozchełstane i nieświeże, noszące ślady całonocnej zabawy, później wędrówki przez Knieję i wreszcie kąpieli w jeziorze. McGongall wyglądał, jakby w nocy z kimś się pobił. Chociaż nie, zaraz. Krwiaki i podrapania to jedno, ta kąpiel w jeziorze, akurat po potańcówce, to jednak drugie!!! Brenna zamarła więc na moment, z koszykiem z pieczywem w ręku, po prostu się mu przyglądając przez kilka sekund.
Z najwyższym trudem skupiła się na tym, co mówił i powstrzymała się przed wygłoszeniem tej pierwszej myśli na głos. Sam prawdopodobnie trochę źle by ją zrozumiał. Poza tym… poza tym teraz chyba interesowało ją bardziej coś innego… I nawet nie to, że najwyraźniej na terenach Warowni przybył im kolejny lokator, wprawdzie nie bezpośrednio w domu, ale w jego okolicach. (To puściła niemal pomimo uszu, w ich rzeczywistości ludzie pojawiający się nagle na progu, aby zostać na parę dni lub na parę lat, albo dotychczasowi mieszkańcy decydujący, że to pora udać się gdzieś w daleki świat, stanowili już właściwie element codzienności.)
– Kąpałeś się w nocy w jeziorze? – spytała prosto z mostu, zważywszy na stan ubrania oraz charakterystyczny zapach. Dobrze Brennie znany, bo przecież jej też najmniej parę razy w życiu zdarzało się skąpać w ubraniu, mniej lub bardziej celowo. I wiedziała, że tej nocy przytrafiło się to przynajmniej jeszcze jednej osobie. – Nie wygłupiaj się, Sam, jak możesz przeszkodzić w śniadaniu? Zamierzasz komuś wyrywać jedzenie z rąk? Zajmij sobie po prostu miejsce, niczego nie zabraknie. Nie mam nic przeciwko temu, później ustalimy co i jak – stwierdziła, odnotowując sobie, aby pamiętać o umieszczeniu karteczki na drzwiach lodówki.
– Tylko moment, to chyba trochę za mało oficjalna okazja na takie ozdoby – dodała, odstawiając koszyk z pieczywem. Diadem mógł ujść na potańcówce, ale tutaj, w poranek w sadzie, w dodatku w zestawieniu z tą dawno zrujnowaną fryzurą i wczorajszym ubraniem, nie prezentował się najlepiej. Brenna sięgnęła więc ku włosom Samuela, by uwolnić ozdobę i przywrócić im jaki taki porządek, a potem wręczyła mu tę leśną koronę. – Weź sobie kiełbaskę albo dziesięć – poradziła. Kątem oka wyłapała, że Nora i Erik wychodzą z domu i zajmują miejsca, ale Brenna bardzo się starała w tej chwili na nich nie patrzeć. Miała dziwne przeczucie, że tuż obok niej rozgrywały się jakieś dramaty, i jeszcze nie była pewna, jak na nie reagować.
*
O Morgano i Merlinie, jak ty wyglądasz?!
Mniej więcej taka myśl przeszła przez głowę Brenny, gdy obróciła się od stolika na głos Samuela. I nie chodziło o ubrania, rozchełstane i nieświeże, noszące ślady całonocnej zabawy, później wędrówki przez Knieję i wreszcie kąpieli w jeziorze. McGongall wyglądał, jakby w nocy z kimś się pobił. Chociaż nie, zaraz. Krwiaki i podrapania to jedno, ta kąpiel w jeziorze, akurat po potańcówce, to jednak drugie!!! Brenna zamarła więc na moment, z koszykiem z pieczywem w ręku, po prostu się mu przyglądając przez kilka sekund.
Z najwyższym trudem skupiła się na tym, co mówił i powstrzymała się przed wygłoszeniem tej pierwszej myśli na głos. Sam prawdopodobnie trochę źle by ją zrozumiał. Poza tym… poza tym teraz chyba interesowało ją bardziej coś innego… I nawet nie to, że najwyraźniej na terenach Warowni przybył im kolejny lokator, wprawdzie nie bezpośrednio w domu, ale w jego okolicach. (To puściła niemal pomimo uszu, w ich rzeczywistości ludzie pojawiający się nagle na progu, aby zostać na parę dni lub na parę lat, albo dotychczasowi mieszkańcy decydujący, że to pora udać się gdzieś w daleki świat, stanowili już właściwie element codzienności.)
– Kąpałeś się w nocy w jeziorze? – spytała prosto z mostu, zważywszy na stan ubrania oraz charakterystyczny zapach. Dobrze Brennie znany, bo przecież jej też najmniej parę razy w życiu zdarzało się skąpać w ubraniu, mniej lub bardziej celowo. I wiedziała, że tej nocy przytrafiło się to przynajmniej jeszcze jednej osobie. – Nie wygłupiaj się, Sam, jak możesz przeszkodzić w śniadaniu? Zamierzasz komuś wyrywać jedzenie z rąk? Zajmij sobie po prostu miejsce, niczego nie zabraknie. Nie mam nic przeciwko temu, później ustalimy co i jak – stwierdziła, odnotowując sobie, aby pamiętać o umieszczeniu karteczki na drzwiach lodówki.
– Tylko moment, to chyba trochę za mało oficjalna okazja na takie ozdoby – dodała, odstawiając koszyk z pieczywem. Diadem mógł ujść na potańcówce, ale tutaj, w poranek w sadzie, w dodatku w zestawieniu z tą dawno zrujnowaną fryzurą i wczorajszym ubraniem, nie prezentował się najlepiej. Brenna sięgnęła więc ku włosom Samuela, by uwolnić ozdobę i przywrócić im jaki taki porządek, a potem wręczyła mu tę leśną koronę. – Weź sobie kiełbaskę albo dziesięć – poradziła. Kątem oka wyłapała, że Nora i Erik wychodzą z domu i zajmują miejsca, ale Brenna bardzo się starała w tej chwili na nich nie patrzeć. Miała dziwne przeczucie, że tuż obok niej rozgrywały się jakieś dramaty, i jeszcze nie była pewna, jak na nie reagować.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.