18.03.2024, 11:57 ✶
Flynn uniósł w górę brwi.
- Minister Magii musi pozostawać w stałym kontakcie z mugolską władzą wykonawczą - zauważył, przekręcając głowę w bok jak zaciekawiony piesek - czyli ma pewnie cotygodniowe herbatki z ich premierem, takie dotyczące sprawy Lorda Voldemorta. - Wziął sobie jeszcze jedno ciasteczko i wgryzł się w nie, odchylając przy tym na fotelu do tyłu, żeby wygodnie oprzeć się plecami po tym, jak przez kilka minut nieelegancko się garbił. - Myślisz, że nie może przekazać tego Windsorom? Come on, musi o tym wiedzieć przynajmniej ich królowa.
A może nawet... któryś z nich był mugolakiem? Zmrużył oczy do tej myśli. Po Hogwarcie na pewno chodziłaby wtedy masa plotek i opowiastek, ale jego zaszczyt szkoły ominął. Jasne, Nora nic o tym nie wspomniała, ale mogła to po prostu przemilczeć, a on nigdy by się tego nie domyślił, bo nawet słysząc te wszystkie historie, nie był w stanie wyobrazić sobie tego, jak w ogóle wyglądała ta szkoła.
Cóż, nie pomyliła się z tym więzieniem. Chociaż nigdy by nie zgadła, że najbliżej do zostania aresztowanym było mu nie po pobiciu lub morderstwie, tylko po wybraniu się na letni sabat w przykrótkiej, modnej wśród hipisów koszulce.
- Wiesz, co zawsze mówią nudni ludzie? - Zapytał, strzepując sobie okruszki z klatki piersiowej. - Siadają przy stole jak na Ostatnią Wieczerzę - naprawdę powinien przestać spędzać tyle czasu z Jimem - wymuskani, idealni. A potem pani domu przynosi wielką tacę z ciastem, każdy bierze po maleńkim kawałku i wymieniają się tymi samymi komentarzami: oh Noro - powiedział to nieco piskliwym głosikiem - jakież to jest dobre, takie nie za słodkie. I wszyscy identycznie przytakują sobie, skubiąc to małym widelczykiem, żeby później większość tego ciasta zostawić na nigdy, bo jeszcze przytyją o dwa gramy za dużo i nie zostaną wybrani na Widowisku Randkowym. - Jak on kurwa nienawidził społeczeństwa. Gdyby nie to, że miał przy sobie tę garstkę osób dających mu życie... eh. Stałby się najgorszą, zgorzkniałą wersją siebie i dzisiaj w ogóle by się tutaj nie uśmiechał.
- A sprawdziłaś ich? - Przygryzł wargę. - Równie dobrze mogą wcisnąć zwycięzcom jakiś nic niewarty świstek, z którym wyśmieją nas na statku. - Jego uśmiech poszerzył się minimalnie, bo ta wizja go nieco rozbawiła.
- Minister Magii musi pozostawać w stałym kontakcie z mugolską władzą wykonawczą - zauważył, przekręcając głowę w bok jak zaciekawiony piesek - czyli ma pewnie cotygodniowe herbatki z ich premierem, takie dotyczące sprawy Lorda Voldemorta. - Wziął sobie jeszcze jedno ciasteczko i wgryzł się w nie, odchylając przy tym na fotelu do tyłu, żeby wygodnie oprzeć się plecami po tym, jak przez kilka minut nieelegancko się garbił. - Myślisz, że nie może przekazać tego Windsorom? Come on, musi o tym wiedzieć przynajmniej ich królowa.
A może nawet... któryś z nich był mugolakiem? Zmrużył oczy do tej myśli. Po Hogwarcie na pewno chodziłaby wtedy masa plotek i opowiastek, ale jego zaszczyt szkoły ominął. Jasne, Nora nic o tym nie wspomniała, ale mogła to po prostu przemilczeć, a on nigdy by się tego nie domyślił, bo nawet słysząc te wszystkie historie, nie był w stanie wyobrazić sobie tego, jak w ogóle wyglądała ta szkoła.
Cóż, nie pomyliła się z tym więzieniem. Chociaż nigdy by nie zgadła, że najbliżej do zostania aresztowanym było mu nie po pobiciu lub morderstwie, tylko po wybraniu się na letni sabat w przykrótkiej, modnej wśród hipisów koszulce.
- Wiesz, co zawsze mówią nudni ludzie? - Zapytał, strzepując sobie okruszki z klatki piersiowej. - Siadają przy stole jak na Ostatnią Wieczerzę - naprawdę powinien przestać spędzać tyle czasu z Jimem - wymuskani, idealni. A potem pani domu przynosi wielką tacę z ciastem, każdy bierze po maleńkim kawałku i wymieniają się tymi samymi komentarzami: oh Noro - powiedział to nieco piskliwym głosikiem - jakież to jest dobre, takie nie za słodkie. I wszyscy identycznie przytakują sobie, skubiąc to małym widelczykiem, żeby później większość tego ciasta zostawić na nigdy, bo jeszcze przytyją o dwa gramy za dużo i nie zostaną wybrani na Widowisku Randkowym. - Jak on kurwa nienawidził społeczeństwa. Gdyby nie to, że miał przy sobie tę garstkę osób dających mu życie... eh. Stałby się najgorszą, zgorzkniałą wersją siebie i dzisiaj w ogóle by się tutaj nie uśmiechał.
- A sprawdziłaś ich? - Przygryzł wargę. - Równie dobrze mogą wcisnąć zwycięzcom jakiś nic niewarty świstek, z którym wyśmieją nas na statku. - Jego uśmiech poszerzył się minimalnie, bo ta wizja go nieco rozbawiła.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.