18.03.2024, 15:54 ✶
Erik pali papierosa, ale Morfeusz mu go zabiera, więc Erik zapala kolejnego.
Erik zalewa sobie i Norze herbatę.
Erik rozmawia z Tomaszem i Morfeuszem i przy okazji pewnie denerwuje Norkę.
Erik oferuje fajkę Tomaszowi.
Nie odpowiedział na jej słowa ubolewania. Zwykłe cichutkie przepraszam, w tym przypadku nie miało najmniejszego znaczenia. Jedynym plusem tego, że natknęli się na siebie przed wyjściem do Warowni, było to, że Erik miał fizyczny dowód na to, że dziewczyna wróciła w jednym kawałku z potańcówki. Nie wyjaśniało to wprawdzie, co jej się przydarzyło po drodze, że wyczuł grożące jej niebezpieczeństwo, a potem bliskość innej osoby, ale przynajmniej nie zaginęła pośród okolicznych pól ani nie zawieruszyła się w Kniei Godryka. Jeszcze tego brakowało, żeby w swej naiwności próbowała walczyć z Widmami.
Po przejściu do sadu, nie zwrócił większej uwagi na ciuchy Sama, wychodząc z założenia, że ten po porstu nie miał lepszych ciuchów na przebranie. Poza tym większą uwagę przykładał do tego, aby zająć odpowiednie miejsce, żeby Nora nie mogła się po prostu od niego odwrócić. Już miał ponownie zaciągnąć się papierosem, gdy ten został mu brutalnie odebrany przez Morfeusza. Wywrócił teatralnie oczami.
— W takim razie dobrze, że zahaczamy dzisiaj jeszcze o wesele. Rzadki zaszczyt - stypa i ślub w jeden dzień. — Skarcił wuja pełnym pretensji wzrokiem, jednak nie skomentował odebrania mu papierosa. Zamiast tego wyszarpnął z paczki kolejną fajkę i wsunął ją między wargi, aby zaraz odpalić. — Może u Perseusza zaznasz nieco radości.
Wzdrygnął się mimowolnie, bo dopiero teraz, na krótko przed ceremonią, dotarło do niego, że w gruncie rzeczy tylko ich dwójka zjawi się na ceremonii jako reprezentacja Longbottomów. Brennę musiałby najpierw ogłuszyć i związać, że dała się zaprowadzić do ''jaskini lwa'' jak zapewne jawiła się dla niej sala weselna pełna Rookwoodów i Blacków. Była nieco uprzedzona, ale potrafił zrozumieć, skąd to wynika. Miał tylko nadzieję, że nie przekłada się to jakoś mocno na jej ocenę poszczególnych członków tych rodzin.
Machnął od niechcenia różdżką, sprawiając, że jeden z dzbanków wypełnionych wrzątkiem zalał mu czarną herbatę w filiżance. Zerknął przelotnie na Norę i poruszył delikatnie czubkiem różdżki; dzbanek zaczął lewitować w kierunku dziewczyny, aby i ją uraczyć gorącym napojem z rana, aby koniec końców spocząć między licznymi półmiskami na stole. Longbottom skinął głową Thomasowi, uśmiechając się minimalnie. Chociaż jego dobrze było widzieć, skoro udało mu się doprowadzić do końca rodzinne sprawy.
— Dalej próbujemy się wszystkich doliczyć. Na szczęście nikt nie zaginął w nocy — zażartował niewinnie, zawieszając wzrok na pannie Figg, jakby ten komentarz miał na celu rozśmieszyć konkretnie ją. Potem jednak znów zwrócił się w stronę Hardwicka. — Niektórzy bawili się zdecydowanie lepiej od innych — wyjaśnił nonszalancko, podsuwając Thomasowi paczkę fajek, gdyby i on chciał skorzystać z erikowych zapasów. — Większość została do końca, więc można to uznać za kolejny sukces Brenny.
Erik zalewa sobie i Norze herbatę.
Erik rozmawia z Tomaszem i Morfeuszem i przy okazji pewnie denerwuje Norkę.
Erik oferuje fajkę Tomaszowi.
Nie odpowiedział na jej słowa ubolewania. Zwykłe cichutkie przepraszam, w tym przypadku nie miało najmniejszego znaczenia. Jedynym plusem tego, że natknęli się na siebie przed wyjściem do Warowni, było to, że Erik miał fizyczny dowód na to, że dziewczyna wróciła w jednym kawałku z potańcówki. Nie wyjaśniało to wprawdzie, co jej się przydarzyło po drodze, że wyczuł grożące jej niebezpieczeństwo, a potem bliskość innej osoby, ale przynajmniej nie zaginęła pośród okolicznych pól ani nie zawieruszyła się w Kniei Godryka. Jeszcze tego brakowało, żeby w swej naiwności próbowała walczyć z Widmami.
Po przejściu do sadu, nie zwrócił większej uwagi na ciuchy Sama, wychodząc z założenia, że ten po porstu nie miał lepszych ciuchów na przebranie. Poza tym większą uwagę przykładał do tego, aby zająć odpowiednie miejsce, żeby Nora nie mogła się po prostu od niego odwrócić. Już miał ponownie zaciągnąć się papierosem, gdy ten został mu brutalnie odebrany przez Morfeusza. Wywrócił teatralnie oczami.
— W takim razie dobrze, że zahaczamy dzisiaj jeszcze o wesele. Rzadki zaszczyt - stypa i ślub w jeden dzień. — Skarcił wuja pełnym pretensji wzrokiem, jednak nie skomentował odebrania mu papierosa. Zamiast tego wyszarpnął z paczki kolejną fajkę i wsunął ją między wargi, aby zaraz odpalić. — Może u Perseusza zaznasz nieco radości.
Wzdrygnął się mimowolnie, bo dopiero teraz, na krótko przed ceremonią, dotarło do niego, że w gruncie rzeczy tylko ich dwójka zjawi się na ceremonii jako reprezentacja Longbottomów. Brennę musiałby najpierw ogłuszyć i związać, że dała się zaprowadzić do ''jaskini lwa'' jak zapewne jawiła się dla niej sala weselna pełna Rookwoodów i Blacków. Była nieco uprzedzona, ale potrafił zrozumieć, skąd to wynika. Miał tylko nadzieję, że nie przekłada się to jakoś mocno na jej ocenę poszczególnych członków tych rodzin.
Machnął od niechcenia różdżką, sprawiając, że jeden z dzbanków wypełnionych wrzątkiem zalał mu czarną herbatę w filiżance. Zerknął przelotnie na Norę i poruszył delikatnie czubkiem różdżki; dzbanek zaczął lewitować w kierunku dziewczyny, aby i ją uraczyć gorącym napojem z rana, aby koniec końców spocząć między licznymi półmiskami na stole. Longbottom skinął głową Thomasowi, uśmiechając się minimalnie. Chociaż jego dobrze było widzieć, skoro udało mu się doprowadzić do końca rodzinne sprawy.
— Dalej próbujemy się wszystkich doliczyć. Na szczęście nikt nie zaginął w nocy — zażartował niewinnie, zawieszając wzrok na pannie Figg, jakby ten komentarz miał na celu rozśmieszyć konkretnie ją. Potem jednak znów zwrócił się w stronę Hardwicka. — Niektórzy bawili się zdecydowanie lepiej od innych — wyjaśnił nonszalancko, podsuwając Thomasowi paczkę fajek, gdyby i on chciał skorzystać z erikowych zapasów. — Większość została do końca, więc można to uznać za kolejny sukces Brenny.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞