Siedziała na tym nieszczęsnym krześle, i czekała jak na ścięcie, aż zaczęła się wokół nich zbierać dalsza część towarzystwa. Wujek Morpheus wyglądał niczym młody bóg, co wyróżniało go na tle pozostałych obecnych. Jednak lata doświadczenia robią swoje. - Nie wiem, jak to robisz Morpheusie, że zawsze prezentujesz się tak świetnie. - Próbowała być miła i gadać o głupotach, to była chyba najlepsza możliwa opcja w tej chwili.
Później pojawił się Thomas, który wyglądał cóż, na mocno wczorajszego. Chyba nie tylko ją poniosła ta impreza, nawet się uśmiechnęła pierwszy raz dzisiaj, kiedy się potknął i o mało nie zaliczył gleby. Kto by się spodziewał, że nieszczęście innych może przynieść odrobinę radości.
- Obstawiam to drugie, bo chyba nikt nie umarł. - Może i było blisko tego, żeby to ona została tym ktosiem, który zaliczyłby prawdziwy zgon, ale o tym wiedział tylko Longbottom i Samuel.
Zapomniała o tym, że Erik idzie dzisiaj na wesele. Zrobiło jej się przez to jeszcze bardziej głupio, bo nie przespał tej nocy, kolejnej też nie prześpi. Może powinna mu na szybko uwarzyć jakiś eliksir w ramach rekompensaty. Nie czuła jednak, że to by wystarczyło, aby odpokutować winy.
Później w jej kierunku podleciał dzbanek z wodą, skinęła jedynie przyjacielowi w podzięce, po czym sięgnęła po napój, upiła z filiżanki niewielki łyk. Jej wzrok mimowolnie zmierzał w kierunku Brenny i Samuela nie miała pojęcia, o czym rozmawiają, jednak trochę się niepokoiła, że jeszcze tutaj nie podeszli. Co jeśli Brenna połączy fakty? Robiło jej się gorąco na samą myśl.
Po chwili zamyślenia jednak powróciła już ciałem i duchem do mężczyzn, którzy znajdowali się tuż obok niej.
- Nie wiedziałam, że aż tak świetnie się bawiłeś. - Skomentowała jeszcze słowa Erika, skrzyżowała przy tym ręce na piersiach, nie pozwoli mu ze sobą pogrywać, nie przy tych wszystkich osobach.
- Thomas, nie wyglądasz najlepiej, bez obrazy, może łyknij sobie herbatki. - Dodała jeszcze widząc, jak bardzo zmęczony był Hardwick, albo sprawiał po prostu takie wrażenie.