18.03.2024, 17:19 ✶
Thomas rozmawia z Erikiem, Morpheusem i Norą, przyjmuje papierosa od Erika, je grzecznie śniadanie
Thomas kompletnie nie wiedział co się tu działo, jedynie spokojnie umierał sobie wesoło, głównie fizycznie. Starał się jednak jakoś nadążać za rozmową, w ostateczności zostanie zapchanie się bułeczką i udawanie, że nie ma ochoty wrócić do łóżka.
- Nie wiem, jak zamierzacie wytrzymać na tym weselu dłużej niż dwie godziny, polecam wam łyknąć jakiś zestaw eliksirów, bo ja tak chyba zrobię, a nie mam zamiaru ruszać się z domu - odparł, przecierając lekko twarz, na chwilę odsłaniając okulary, za którymi kryły się zdecydowanie niewyspane i lekko opuchnięte oczy. Które zaraz znów zniknęły za ciemnymi szkłami.
Nie narzekał, że zostanie dziś w domu. Nie miał powodu, by zostać zaproszonym na tę całą szopkę czystokrwistych, a i sam raczej czuł niechęć do niektórych osobistości, które tam się pojawią, zapewne odwzajemnioną. Mugolaków nie zapraszało się na salony.
Przyjął papierosa od Erika, spojrzał na przedmiot z głęboką zadumą, po czym schował go sobie za ucho, przytrzymując oprawkami okularów. Poczeka może z tym aż zje.
- Dobrze wiedzieć, że wszyscy są w jednym kawałku, ja też bawiłem się całkiem nieźle - aż za dobrze do pewnego momentu, można by rzec. - I nie Nora, dziękuję za herbatę, wrzucę w siebie kilka kubków kawy i będę jak nowonarodzony - chyba. Przynajmniej liczył na to, że odzyska trochę energii do życia. - Ale tobie na pewno dobrze zrobi. Wyglądasz, jakbyś nie spała całą noc - stwierdził szczerze, lekko się martwiąc. On chociaż zdążył się krótko zdrzemnąć.
Szczerze mówiąc nawet nie przyjrzał się zbytnio Samowi, teraz jednak gdy Morpheusz zwrócił na to uwagę, spojrzał na mężczyznę zza okularów, oceniając to co widzi.
- Nie wiem kogo, ale na zdrowie. Wczoraj wszyscy mieli dobry wieczór, dla innych skończył się widocznie zdecydowanie lepiej, inni za to dziś cierpią katusze i to jeszcze samotnie, nie mnie oceniać. - Nałożył sobie jedną kiełbaskę, tak na próbę. Wolał delikatnie przetestować żołądek, zanim rzuci się na jedzenie. A zaczynał się robić naprawdę głodny.
Skrzywił się jednak na ten cały toast, zdecydowanie nie mając zamiaru go podnosić. Nie był jakoś w nastroju, zresztą wolał też nie liczyć ile ich wypił wczoraj. Mogło mu się niezdrowo po tym odbić.
- Już byś wzniósł za nasze biedne, skacowane istnienia. Zasługujemy na to - stwierdził, wpychając pierwszy kęs jedzenia, który o dziwo na razie się całkiem dobrze przyjął.
Thomas kompletnie nie wiedział co się tu działo, jedynie spokojnie umierał sobie wesoło, głównie fizycznie. Starał się jednak jakoś nadążać za rozmową, w ostateczności zostanie zapchanie się bułeczką i udawanie, że nie ma ochoty wrócić do łóżka.
- Nie wiem, jak zamierzacie wytrzymać na tym weselu dłużej niż dwie godziny, polecam wam łyknąć jakiś zestaw eliksirów, bo ja tak chyba zrobię, a nie mam zamiaru ruszać się z domu - odparł, przecierając lekko twarz, na chwilę odsłaniając okulary, za którymi kryły się zdecydowanie niewyspane i lekko opuchnięte oczy. Które zaraz znów zniknęły za ciemnymi szkłami.
Nie narzekał, że zostanie dziś w domu. Nie miał powodu, by zostać zaproszonym na tę całą szopkę czystokrwistych, a i sam raczej czuł niechęć do niektórych osobistości, które tam się pojawią, zapewne odwzajemnioną. Mugolaków nie zapraszało się na salony.
Przyjął papierosa od Erika, spojrzał na przedmiot z głęboką zadumą, po czym schował go sobie za ucho, przytrzymując oprawkami okularów. Poczeka może z tym aż zje.
- Dobrze wiedzieć, że wszyscy są w jednym kawałku, ja też bawiłem się całkiem nieźle - aż za dobrze do pewnego momentu, można by rzec. - I nie Nora, dziękuję za herbatę, wrzucę w siebie kilka kubków kawy i będę jak nowonarodzony - chyba. Przynajmniej liczył na to, że odzyska trochę energii do życia. - Ale tobie na pewno dobrze zrobi. Wyglądasz, jakbyś nie spała całą noc - stwierdził szczerze, lekko się martwiąc. On chociaż zdążył się krótko zdrzemnąć.
Szczerze mówiąc nawet nie przyjrzał się zbytnio Samowi, teraz jednak gdy Morpheusz zwrócił na to uwagę, spojrzał na mężczyznę zza okularów, oceniając to co widzi.
- Nie wiem kogo, ale na zdrowie. Wczoraj wszyscy mieli dobry wieczór, dla innych skończył się widocznie zdecydowanie lepiej, inni za to dziś cierpią katusze i to jeszcze samotnie, nie mnie oceniać. - Nałożył sobie jedną kiełbaskę, tak na próbę. Wolał delikatnie przetestować żołądek, zanim rzuci się na jedzenie. A zaczynał się robić naprawdę głodny.
Skrzywił się jednak na ten cały toast, zdecydowanie nie mając zamiaru go podnosić. Nie był jakoś w nastroju, zresztą wolał też nie liczyć ile ich wypił wczoraj. Mogło mu się niezdrowo po tym odbić.
- Już byś wzniósł za nasze biedne, skacowane istnienia. Zasługujemy na to - stwierdził, wpychając pierwszy kęs jedzenia, który o dziwo na razie się całkiem dobrze przyjął.