13.12.2022, 13:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2022, 17:52 przez Florence Bulstrode.)
Gdyby Florence zapragnęła pognębić Camerona, może spytałaby, czy ktoś życzy sobie jego wsparcia i obrony lub drążyła sprawę dodatkowej ścieżki kariery. Albo faktycznie zaczęła dyktować im encyklopedię. Bulstrode jednak stawiała na optymalizację, nie na sadyzm. Nie było czasu na pogawędki z Lupinem, a króciutkie dyktando pozwalało zwrócić uwagę na problem, sprawdzić, kto ma tu największe kłopoty i nie zabierało zbyt wiele cennego, wykładowego czasu.
Uzdrowicielka dysponowała chyba jakimś bardzo dokładnym, wewnętrznym zegarkiem, bo faktycznie równo sto osiemdziesiąt sekund po tym, jak zapowiedziała, że mają ostatnie trzy minuty na przejrzenie prac, uniosła różdżkę. Kartki przyfrunęły ku niej, niezależnie od tego, czy ktoś odsunął karteczkę, czy wciąż usiłował coś jeszcze na niej pisać. Ułożyły się w rządek obok Florence, która z kolei ponownie machnęła różdżką, szepcąc pod nosem inkantację.
W powietrzu ukazały się widmowe litery, układając w poprawny tekst dyktanda, błyskając błękitem.
- Teraz pięć minut dla mnie na przejrzenie prac, wyłonienia zwycięzcy i największego przegranego. Jeżeli ktoś nie jest pewny swojego wyniku, zachęcam do przepisania w tym czasie tekstu poprawnie. Osoby, które zrobiły więcej błędów niż średnia, w przyszłym tygodniu po wykładzie napiszą kolejne dyktando. Za pięć minut zaczynamy właściwą część wykładu: najpierw tradycyjnie teoria, potem omówienie konkretnego przypadku, zademonstrowanie zaklęcia i na końcu pytania oraz odpowiedzi - poinformowała Bulstrode rzeczowym tonem, pochylając się nad kartkami. Sprawdzała je dość szybko, różdżką dźgając w miejsca, w których pojawiały się błędy, dzięki czemu faktycznie równo po pięciu minutach ruszyła pomiędzy studentów, oddając im karteczki.
Czasem zatrzymywała się przy kimś, by krótko skomentować jego pracę. Dwie osoby doczekały się nawet lakonicznego "bardzo dobrze" i wyglądało na to, że faktycznie będą miały wpływ na to, na jaką praktykę zostanę zabrane w kolejnym miesiącu.
- Panna Slughorn. Pan Cameron Lupin. Po pięć błędów, trochę poniżej średniej błędów, więc kolejne dyktando was omija... - poinformowała, stając przy ich ławce. - Zechcecie mi wyjaśnić, jak to się stało, że oboje nie macie pojęcia, jak napisać "bahanka", "skrzeloziele" i "jeżozwierz"?
Nie powtórzyły się wszystkie błędy. Ale dostatecznie wiele, aby Florence zrobiła się odrobinę podejrzliwa, skoro siedzieli obok siebie. Mieli szczęście, że pisali zaklętymi piórami, inaczej pewnie podejrzenie zamieniłoby się w pewność.
Średnia błędów:
Uzdrowicielka dysponowała chyba jakimś bardzo dokładnym, wewnętrznym zegarkiem, bo faktycznie równo sto osiemdziesiąt sekund po tym, jak zapowiedziała, że mają ostatnie trzy minuty na przejrzenie prac, uniosła różdżkę. Kartki przyfrunęły ku niej, niezależnie od tego, czy ktoś odsunął karteczkę, czy wciąż usiłował coś jeszcze na niej pisać. Ułożyły się w rządek obok Florence, która z kolei ponownie machnęła różdżką, szepcąc pod nosem inkantację.
W powietrzu ukazały się widmowe litery, układając w poprawny tekst dyktanda, błyskając błękitem.
- Teraz pięć minut dla mnie na przejrzenie prac, wyłonienia zwycięzcy i największego przegranego. Jeżeli ktoś nie jest pewny swojego wyniku, zachęcam do przepisania w tym czasie tekstu poprawnie. Osoby, które zrobiły więcej błędów niż średnia, w przyszłym tygodniu po wykładzie napiszą kolejne dyktando. Za pięć minut zaczynamy właściwą część wykładu: najpierw tradycyjnie teoria, potem omówienie konkretnego przypadku, zademonstrowanie zaklęcia i na końcu pytania oraz odpowiedzi - poinformowała Bulstrode rzeczowym tonem, pochylając się nad kartkami. Sprawdzała je dość szybko, różdżką dźgając w miejsca, w których pojawiały się błędy, dzięki czemu faktycznie równo po pięciu minutach ruszyła pomiędzy studentów, oddając im karteczki.
Czasem zatrzymywała się przy kimś, by krótko skomentować jego pracę. Dwie osoby doczekały się nawet lakonicznego "bardzo dobrze" i wyglądało na to, że faktycznie będą miały wpływ na to, na jaką praktykę zostanę zabrane w kolejnym miesiącu.
- Panna Slughorn. Pan Cameron Lupin. Po pięć błędów, trochę poniżej średniej błędów, więc kolejne dyktando was omija... - poinformowała, stając przy ich ławce. - Zechcecie mi wyjaśnić, jak to się stało, że oboje nie macie pojęcia, jak napisać "bahanka", "skrzeloziele" i "jeżozwierz"?
Nie powtórzyły się wszystkie błędy. Ale dostatecznie wiele, aby Florence zrobiła się odrobinę podejrzliwa, skoro siedzieli obok siebie. Mieli szczęście, że pisali zaklętymi piórami, inaczej pewnie podejrzenie zamieniłoby się w pewność.
Średnia błędów:
Rzut 1d12 - 8