18.03.2024, 18:52 ✶
Longbottom był czystą kartą i takową także zamierzał pozostać najdłużej jak tylko będzie mu to dane. Wprawdzie perspektywa odziedziczenia tytułu dziedzica w dalekiej przyszłości sugerowała, że może być zmuszony do tego, aby znaleźć sobie partnerkę na resztę życia, tak... Była to kwestia odległa i jedna z tych, z jakimi nie chciał mieć za wiele wspólnego. Zaciekle trzymał się myśli, że gdy zdaniem nestorów rodziny przyjdzie czas na niego, sytuacja rodu ulegnie drastycznym zmianom. Kto wie, może przyjdzie taki czas, że wszystkie kuzynki wyjdą za mąż i będą miały mnóstwo dzieci?
Bądź co bądź, jako dziedzic jego głównym obowiązkiem byłoby zarządzanie Warownią i dbanie o dobro rodziny. Nie potrzebował do tego dzieci. Chociaż Godrykowi zapewne marzyło się, aby tradycjom stało się zadość i linia dziedziczenia tytułu z pierworodnego na pierworodnego została zachowana. Robiło mu się samo na tę myśl. Chyba nie potrafiłby żyć w takim zakłamaniu i skazać jakiejś niewinnej kobiety na życie w pozbawionym miłości związku. Wypełniliby swój obowiązek, jednak czy cokolwiek by między nimi zakwitnęło?
— Owszem, nikt nie chce krzywdy swoich bliskich — potwierdził, zerkając ciężkim wzrokiem na Perseusza. Rozmowy, jakie prowadzili, były ważne; nie tylko z powodów społecznych, ale także stworzenia więzi zaufania między nimi. Erik musiał roztoczyć przed Blackiem odpowiednie perspektywy, a Perseusz otworzyć się na nie. — Jednak niektórzy uważają się za lepiej przygotowanych od innych. I to działa z obu stron. ''Jesteśmy zakonspirowanymi czarnoksiężnikami, którzy z łatwością mogą poruszyć Ministerstwem Magii" lub ''Jesteśmy świetnymi wojownikami, walka o pokój od pokoleń płynie w naszej krwi, mamy to coś". Ambicja i arogancja często się ze sobą mieszają.
Nie znosił czarnowidztwa. Jego siostra nabyła je wraz z biegiem lat, jednak pomimo podobnego wychowania akurat tej cechy Erik nie zaakceptował, woląc pławić się w świetle nadziei na lepsze jutro. Chciał wierzyć w to, że to ludzka godność zatriumfuje i nie pozwoli, aby kraj pogrążył się w chaosie. W końcu tych pragnących stabilizacji i pokoju musiało być więcej, niż tych, którzy próbowali każdym swym ruchem wywrócić szachownicę do góry nogami. Bywały jednak takie chwile, gdy musiał rozważać te najgorsze scenariusze. Chociażby po to, aby podkreślić wagę pewnych działań. Tak właśnie było w tej chwili.
Gdyby wmówił Blackowi, że nie ma nadziei na lepsze jutro, że nic się nie zmieni i walczą z nieuniknionym, to byłoby to równoznaczne z przyznaniem się do porażki i pogodzenia się z tym, że każde przyjęcie zgłoszenia w Brygadzie w związku z atakiem czy porwaniem w środku nocy i każde zlecenie od Dumbledore'a było po prostu łudzeniem się. A nie było tym. Dalej mieli szansę na to, aby to naprostować, wzmocnić mur chroniący trzon magicznej społeczności. Wymagało to jednak uwagi i precyzji i dobrego dobrania ludzi.
— Twoje kwalifikacje magipsychiatryczne mogą tylko pomóc. — Uśmiechnął się słabo. Obrażenia odniesione w walce to jednak, ale szkody na umyśle... To było zupełnie coś innego. Jak biedna Millie Moody, która dalej dochodziła do siebie w Lecznicy Dusz. — Więc nie musisz być taki skromny. Pracy w zawodzie raczej nie dostałeś na piękne oczy. A przynajmniej nie tylko na nie.
Uśmiechnął się półgębkiem, chcąc nieco zmienić ton rozmowy. Już zapewne i tak przyczynił się do tego, że umysł Perseusza będzie targany wątpliwościami. Nie mógł jednak nic na to poradzić; po Beltane trzeba było skonfrontować się z rzeczywistością, a przepracowanie zastrzeżeń własnego instynktu było jednym z etapów takiego działania. Poza tym wypadałoby, aby faktycznie coś w końcu zamówili, skoro zaszyli się w tej knajpce.
— Trwała, trwa i trwać będzie. Mój wuj pewnie powiedziałby coś pokroju ''świat jest w ciągłym ruchu, wszystko się zmienia, przekształca i zmienia formę — nawet jeśli chciał powiedzieć coś więcej, tak powrót kelnera do stolika skutecznie mu to uniemożliwił.
Nie miał jednak żalu; pewnych rzeczy nie dało się przyspieszyć i oboje musieli przemyśleć pewne sprawy. Erik był zadowolony z tego, że znalazł potencjalnego kandydata do siatki do rozpatrzenia, ale nie miał zamiaru niczego wymuszać. Poza tym i tak będzie musiał skonsultować ten pomysł przed wdrożeniem w życie kolejnych kroków. Poza tym Perseusz również musiał zapewne poukładać sobie w głowie wiele rzeczy, biorąc pod uwagę uroczystość, do jakiej miało dojść za kilka dobrych tygodni...
— A więc niech będzie gęś — przystał na propozycję Perseusza. I tak zapewne znał menu tego lokalu lepiej od niego.
Bądź co bądź, jako dziedzic jego głównym obowiązkiem byłoby zarządzanie Warownią i dbanie o dobro rodziny. Nie potrzebował do tego dzieci. Chociaż Godrykowi zapewne marzyło się, aby tradycjom stało się zadość i linia dziedziczenia tytułu z pierworodnego na pierworodnego została zachowana. Robiło mu się samo na tę myśl. Chyba nie potrafiłby żyć w takim zakłamaniu i skazać jakiejś niewinnej kobiety na życie w pozbawionym miłości związku. Wypełniliby swój obowiązek, jednak czy cokolwiek by między nimi zakwitnęło?
— Owszem, nikt nie chce krzywdy swoich bliskich — potwierdził, zerkając ciężkim wzrokiem na Perseusza. Rozmowy, jakie prowadzili, były ważne; nie tylko z powodów społecznych, ale także stworzenia więzi zaufania między nimi. Erik musiał roztoczyć przed Blackiem odpowiednie perspektywy, a Perseusz otworzyć się na nie. — Jednak niektórzy uważają się za lepiej przygotowanych od innych. I to działa z obu stron. ''Jesteśmy zakonspirowanymi czarnoksiężnikami, którzy z łatwością mogą poruszyć Ministerstwem Magii" lub ''Jesteśmy świetnymi wojownikami, walka o pokój od pokoleń płynie w naszej krwi, mamy to coś". Ambicja i arogancja często się ze sobą mieszają.
Nie znosił czarnowidztwa. Jego siostra nabyła je wraz z biegiem lat, jednak pomimo podobnego wychowania akurat tej cechy Erik nie zaakceptował, woląc pławić się w świetle nadziei na lepsze jutro. Chciał wierzyć w to, że to ludzka godność zatriumfuje i nie pozwoli, aby kraj pogrążył się w chaosie. W końcu tych pragnących stabilizacji i pokoju musiało być więcej, niż tych, którzy próbowali każdym swym ruchem wywrócić szachownicę do góry nogami. Bywały jednak takie chwile, gdy musiał rozważać te najgorsze scenariusze. Chociażby po to, aby podkreślić wagę pewnych działań. Tak właśnie było w tej chwili.
Gdyby wmówił Blackowi, że nie ma nadziei na lepsze jutro, że nic się nie zmieni i walczą z nieuniknionym, to byłoby to równoznaczne z przyznaniem się do porażki i pogodzenia się z tym, że każde przyjęcie zgłoszenia w Brygadzie w związku z atakiem czy porwaniem w środku nocy i każde zlecenie od Dumbledore'a było po prostu łudzeniem się. A nie było tym. Dalej mieli szansę na to, aby to naprostować, wzmocnić mur chroniący trzon magicznej społeczności. Wymagało to jednak uwagi i precyzji i dobrego dobrania ludzi.
— Twoje kwalifikacje magipsychiatryczne mogą tylko pomóc. — Uśmiechnął się słabo. Obrażenia odniesione w walce to jednak, ale szkody na umyśle... To było zupełnie coś innego. Jak biedna Millie Moody, która dalej dochodziła do siebie w Lecznicy Dusz. — Więc nie musisz być taki skromny. Pracy w zawodzie raczej nie dostałeś na piękne oczy. A przynajmniej nie tylko na nie.
Uśmiechnął się półgębkiem, chcąc nieco zmienić ton rozmowy. Już zapewne i tak przyczynił się do tego, że umysł Perseusza będzie targany wątpliwościami. Nie mógł jednak nic na to poradzić; po Beltane trzeba było skonfrontować się z rzeczywistością, a przepracowanie zastrzeżeń własnego instynktu było jednym z etapów takiego działania. Poza tym wypadałoby, aby faktycznie coś w końcu zamówili, skoro zaszyli się w tej knajpce.
— Trwała, trwa i trwać będzie. Mój wuj pewnie powiedziałby coś pokroju ''świat jest w ciągłym ruchu, wszystko się zmienia, przekształca i zmienia formę — nawet jeśli chciał powiedzieć coś więcej, tak powrót kelnera do stolika skutecznie mu to uniemożliwił.
Nie miał jednak żalu; pewnych rzeczy nie dało się przyspieszyć i oboje musieli przemyśleć pewne sprawy. Erik był zadowolony z tego, że znalazł potencjalnego kandydata do siatki do rozpatrzenia, ale nie miał zamiaru niczego wymuszać. Poza tym i tak będzie musiał skonsultować ten pomysł przed wdrożeniem w życie kolejnych kroków. Poza tym Perseusz również musiał zapewne poukładać sobie w głowie wiele rzeczy, biorąc pod uwagę uroczystość, do jakiej miało dojść za kilka dobrych tygodni...
— A więc niech będzie gęś — przystał na propozycję Perseusza. I tak zapewne znał menu tego lokalu lepiej od niego.
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞