19.03.2024, 10:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2024, 10:48 przez Samuel McGonagall.)
Kiwał głową ze zrozumieniem na te Uleńkowe opowieści, samemu na własnej skórze doświadczając takich rzeczy.
– Ja szczęśliwie lubię męczyć ciało, to pomaga mi na... mm... na nerwy. – Nie chciał straszyć jej klątwą żywiołów, nie chciał straszyć tym, że kiedy zbyt dużo się kotłowało w sercu, to mogło się nagle okazać, że zarówno on jak i osoby obok niego obrywają kolczastymi pnączami rozrastającymi się znikąd i mogącymi rozkruszać ściany domów, albo – co gorsza – obrosnąć toksycznym kwieciem, palącym skórę i gardło. Bardzo nie chciał się tym chwailć, tym bardziej że od ostatniego jego ataku minęło już kilka lat i nic nie zapowiadało się, że miało się to zmienić.
–...ale też mam niewiele narzędzi swoich, bo kiedy czegokolwiek potrzebuję, wystarczy, że minimalnie transmutuje je w to czego potrzebuję. Wyobraź więc sobie minę mojego zleceniodawcy, jak co chwila proszę go o narzędzia, jak bosonogi szewc... Raz musiałem co chwila biegać do łazienki, żeby modyfikować klucze, bo z nerwów nie mogłem dobrać ich wielkości właściwie, aż babinka dała mi na odchodne mieszankę zapalenie pęcherza. I patrząc na skład tej mieszanki też była wiedźmą więc...– westchnął z rozbawieniem zmieszanym z irytacją. – No ale jakoś trzeba żyć, tak długo jak w końcu Knieja będzie bezpieczna i będę mógł wrócić do domu. Może będziesz chciała mnie wtedy odwiedzić? Przeprowadzę Cię bezpieczną ścieżką, z dala od pająków, wilków i troli. – zaproponował, bo choć nie lubił ludzi, to lubił tych wszystkich, którzy za bardzo z ludźmi mu się nie kojarzyli. Nawet nie zauważał jak bardzo mu się ten krąg rozrósł od maja...
Czoło nie bolało aż tak, gorsze było zaskoczenie i kilka mroczków przesłaniających błękitne, klarowne spojrzenie.
– Ano znam, znam kilka sposobów na te szkodniki. – warknął w kierunku gnoma, który aktualnie bardzo ochoczo pokazywał mu jęzor, a następnie odwrócił się tylko po to, by wypiąć dwa perkate pośladki i zacząć udawać, że nimi śpiewa pierdziawkową arię. Złowrogi gulgot z piersi Sama wskazywał, że nie jest to jego pierwszy raz z gnomim ludem. Mężczyzna poprawił chwyt na różdżce i... cóż, marzenia się spełniają, niektóre zdecydowanie szybciej niż możnaby przypuszczać. Chwilę później obok Uli stała włochata bestia pokryta grubym, ciemnobrązowym futrem. Trochę rozepchał się w przestrzeni i popchnął nieznacznie dziewczynę na bok swoją przemianą, ale już chwilę później go nie było, bo spięte mięśnie rozluźniły się w dalekim doskoku do zszarzałego przeciwnika. Gigantyczna łapa uniosła się i momentalnie opadła, by poszybować gnomem daleko daleko poza teren działki. Nie czekając dłużej Sam pohasał w głąb chaszczy, by wykurzyć pozostałych. Dopiero teraz, w perspektywie niedźwiedzia, Ula mogła sobie zdać sprawę z tego, że rzeczywiście, zgodnie z tym co mówiła one rosną nie tylko szybciej, ale są przerażająco wysokie i grube, mogące zakryć niemal całego wielkiego niedźwiedzia, czyniąc z niego bardziej hasającego psa, niż polującą bestię.
– Ja szczęśliwie lubię męczyć ciało, to pomaga mi na... mm... na nerwy. – Nie chciał straszyć jej klątwą żywiołów, nie chciał straszyć tym, że kiedy zbyt dużo się kotłowało w sercu, to mogło się nagle okazać, że zarówno on jak i osoby obok niego obrywają kolczastymi pnączami rozrastającymi się znikąd i mogącymi rozkruszać ściany domów, albo – co gorsza – obrosnąć toksycznym kwieciem, palącym skórę i gardło. Bardzo nie chciał się tym chwailć, tym bardziej że od ostatniego jego ataku minęło już kilka lat i nic nie zapowiadało się, że miało się to zmienić.
–...ale też mam niewiele narzędzi swoich, bo kiedy czegokolwiek potrzebuję, wystarczy, że minimalnie transmutuje je w to czego potrzebuję. Wyobraź więc sobie minę mojego zleceniodawcy, jak co chwila proszę go o narzędzia, jak bosonogi szewc... Raz musiałem co chwila biegać do łazienki, żeby modyfikować klucze, bo z nerwów nie mogłem dobrać ich wielkości właściwie, aż babinka dała mi na odchodne mieszankę zapalenie pęcherza. I patrząc na skład tej mieszanki też była wiedźmą więc...– westchnął z rozbawieniem zmieszanym z irytacją. – No ale jakoś trzeba żyć, tak długo jak w końcu Knieja będzie bezpieczna i będę mógł wrócić do domu. Może będziesz chciała mnie wtedy odwiedzić? Przeprowadzę Cię bezpieczną ścieżką, z dala od pająków, wilków i troli. – zaproponował, bo choć nie lubił ludzi, to lubił tych wszystkich, którzy za bardzo z ludźmi mu się nie kojarzyli. Nawet nie zauważał jak bardzo mu się ten krąg rozrósł od maja...
Czoło nie bolało aż tak, gorsze było zaskoczenie i kilka mroczków przesłaniających błękitne, klarowne spojrzenie.
– Ano znam, znam kilka sposobów na te szkodniki. – warknął w kierunku gnoma, który aktualnie bardzo ochoczo pokazywał mu jęzor, a następnie odwrócił się tylko po to, by wypiąć dwa perkate pośladki i zacząć udawać, że nimi śpiewa pierdziawkową arię. Złowrogi gulgot z piersi Sama wskazywał, że nie jest to jego pierwszy raz z gnomim ludem. Mężczyzna poprawił chwyt na różdżce i... cóż, marzenia się spełniają, niektóre zdecydowanie szybciej niż możnaby przypuszczać. Chwilę później obok Uli stała włochata bestia pokryta grubym, ciemnobrązowym futrem. Trochę rozepchał się w przestrzeni i popchnął nieznacznie dziewczynę na bok swoją przemianą, ale już chwilę później go nie było, bo spięte mięśnie rozluźniły się w dalekim doskoku do zszarzałego przeciwnika. Gigantyczna łapa uniosła się i momentalnie opadła, by poszybować gnomem daleko daleko poza teren działki. Nie czekając dłużej Sam pohasał w głąb chaszczy, by wykurzyć pozostałych. Dopiero teraz, w perspektywie niedźwiedzia, Ula mogła sobie zdać sprawę z tego, że rzeczywiście, zgodnie z tym co mówiła one rosną nie tylko szybciej, ale są przerażająco wysokie i grube, mogące zakryć niemal całego wielkiego niedźwiedzia, czyniąc z niego bardziej hasającego psa, niż polującą bestię.