Jeśli chodzi o polowania, Geraldine była trochę, jak nawiedzona. Gdy zauważała zwierzynę nie liczyło się nic więcej, tylko to, żeby ją złapać. Nie mogła zwlekać, wiedziała, że każda minuta w tym wypadku jest bardzo ważna, a nawet sekunda. Zwierzę bardzo szybko mogło jej uciec, a to była ostatnia rzecz, której chciała. Musiała je dopaść.
Może nie było to typowe zachowanie, bo normalny, rozsądny człowiek raczej starał się unikać kontaktu z dzikimi zwierzętami, ale nie panna Yaxley, ona pragnęła zdobyć trofeum. Tak została wychowana, to było jej życie - ciągłe tropienie zwierzyny, zabijanie jej i sięganie po kolejne bestie. Uwielbiała to uczucie adrenaliny i niepewność, czy aby na pewno uda się jej złapać ofiarę.
Jej dzisiejszem obiektem zainteresowania miał się okazać niedźwiedź. Skąd do licha wziął się w Dolinie niedźwiedź? Tego nie wiedziała, może widma wypędziły go z najciemniejszych zakamarków Kniei. To nie było jednak ważne, istotne przecież, że znajdował się przed nią. Mogła go dopaść.
Ruszyła w pogoń. Jej długie nogi nadawały się do tego idealnie. Przywykła do omijania wystających korzeni, do biegania między roślinnością tak, aby przypadkiem sama nie stała się ofiarą. Była wysportowana, potrafiła dogonić bestię.
Gdy znalazła się odpowiednio blisko postanowiła strzelić. Nie celowała jednak w głowę, chciała jedynie lekko zranić zwierzę, aby móc do niego podejść i zająć się resztą inaczej. Lubiła się bawić ze swoimi ofiarami, sprawiało jej to przyjemność. Może nie było to do końca zdrowe.
Oparła kuszę na swoim ramieniu i strzeliła, strzała pokmnęła w stronę niedźwiedzia. Ciekawe, czy trafi go w łapę.
Sukces!