13.12.2022, 15:45 ✶
- Cyrki chyba nie słyną z najlepszych warunków dla magicznych zwierząt, więc to całkiem możliwe. Och... On rozumie, co się do niego mówi? - zdziwiła się, kiedy zaczął potrząsać łebkiem, jakby chciał zapewnić, że nie, skąd, nie spali Pokątnej, on na pewno nie! Brenna niby wiedziała, że niektóre magiczne stworzenia posiadają zdumiewającą inteligencję, ale takie smoki kojarzyły się jej jednak głównie z zianiem ogniem.
Z drugiej strony, skoro udało się go wytresować na tyle, aby trzymał się swojej właścicielki...
Tym razem mimowolnie uniosła lekko rękę, mniej więcej tak, jakby zrobiła to wobec psa. Nie podtykając jej pod nos, a ot trzymając lekko wyciągniętą, gdyby chciał ją obwąchać.
Był chyba za mały, aby odgryźć jej palce.
Prawda?
- Ciekawych? - Brenna omal się nie roześmiała. - Obawiam się, że jestem najnudniejszą osobą pod słońcem. Ewentualnie tą najpaskudniejszą, jeżeli akurat komuś wypisuję mandat. Ale dużo gadam, to dobrze maskuje, ale to bardzo miłe, że smoczognik uznał mnie za ciekawą. Mam tylko nadzieję, że to nie znaczy, że spróbuje podpalić mi włosy albo coś takiego. Obawiam się, że bez nich wyglądałaby trochę śmiesznie.
Jej marynarka rzeczywiście przesiąkła zapachem dymu tytoniowego. Sama Brenna nie paliła, ale okrycie przewisiało dostatecznie wiele dni w ich Biurze, aby łyknęło tę woń na dobre i nawet pranie nie pomagało w jej całkowitym usunięciu. Zresztą walka z zapachem była z góry skazana na niepowodzenie, wystarczyła kolejna wizyta w Biurze.
- Papierosy, kawa i pączki. Trzej najlepsi przyjaciele magicznych policjantów. Co jest zabawne, bo potem niektórzy biorą nas za czarnoksiężników.
Zapach popiołu często towarzyszył czarnej magii. I chociaż nieco się różnił od zapachu tytoniu, to laik mógł bardzo łatwo się pomylić. Między innymi dlatego Brenna nie paliła.
- W każdym razie, skoro to powrót do Londynu po długim czasie, mogę jakoś pomóc? Brygada zawsze gotowa do pomocy obywatelom i takie tam.
Z drugiej strony, skoro udało się go wytresować na tyle, aby trzymał się swojej właścicielki...
Tym razem mimowolnie uniosła lekko rękę, mniej więcej tak, jakby zrobiła to wobec psa. Nie podtykając jej pod nos, a ot trzymając lekko wyciągniętą, gdyby chciał ją obwąchać.
Był chyba za mały, aby odgryźć jej palce.
Prawda?
- Ciekawych? - Brenna omal się nie roześmiała. - Obawiam się, że jestem najnudniejszą osobą pod słońcem. Ewentualnie tą najpaskudniejszą, jeżeli akurat komuś wypisuję mandat. Ale dużo gadam, to dobrze maskuje, ale to bardzo miłe, że smoczognik uznał mnie za ciekawą. Mam tylko nadzieję, że to nie znaczy, że spróbuje podpalić mi włosy albo coś takiego. Obawiam się, że bez nich wyglądałaby trochę śmiesznie.
Jej marynarka rzeczywiście przesiąkła zapachem dymu tytoniowego. Sama Brenna nie paliła, ale okrycie przewisiało dostatecznie wiele dni w ich Biurze, aby łyknęło tę woń na dobre i nawet pranie nie pomagało w jej całkowitym usunięciu. Zresztą walka z zapachem była z góry skazana na niepowodzenie, wystarczyła kolejna wizyta w Biurze.
- Papierosy, kawa i pączki. Trzej najlepsi przyjaciele magicznych policjantów. Co jest zabawne, bo potem niektórzy biorą nas za czarnoksiężników.
Zapach popiołu często towarzyszył czarnej magii. I chociaż nieco się różnił od zapachu tytoniu, to laik mógł bardzo łatwo się pomylić. Między innymi dlatego Brenna nie paliła.
- W każdym razie, skoro to powrót do Londynu po długim czasie, mogę jakoś pomóc? Brygada zawsze gotowa do pomocy obywatelom i takie tam.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.