Nie miał zamiaru czekać, aż go postrzelą, zabiją i powieszą głową do dołu, jako cholerne trofeum, które straci na wartości w momencie, gdy martwy niedźwiedź przemieni się znów w człowieka i polowanie na zwierzynę zmieni się w morderstwo. Nie miał zamiaru czekać, aż łowczyni go dogoni, chociaż gdzieś w tyłu głowy miał świadomość, że z ranną łapą nie będzie w stanie uciec człowiekowi, który z pewnością znał ten las, jak własną kieszeń, potrafił się po nim poruszać, a z pewnością mógł poszczycić się nieprzeciętną sprawnością fizyczną.
Nie widział jej dokładnie, ale wiedział, że się zbliżała. Niemal czuł jej oddech na swoim karku. Był głupi. Tak bardzo głupi, a rozszalałe myśli nie pozwalały mu dokładnie ocenić sytuacji.
Nie mógł uciekać w nieskończoność - nie byłby w stanie.
Co by powiedział jego Ojciec? Pft, Ojciec by go zbeształ za głupotę i nieodpowiedzialność, albo posłałby mu to spojrzenie i go zignorował.
Powinien się przemienić. W mniejszej, ludzkiej formie o wiele łatwiej będzie mu się ukryć, a i będzie mógł coś zrobić z tą raną.
Chciał wykorzystać moment, w którym Łowczyni nie była jeszcze tak blisko, by go dopaść. Uskoczyć, oddalić się, schować i wtedy się przemienić, zanim jej oczy znów go dosięgnął. I jeżeli mu się udało, schowałby się za jednym z grubych konarów.
Sukces!
aktywność fizyczna
Udało mu się. Udało. Na tę jedną chwilę był bezpieczny, za konarem drzewa, wracając powoli do swojej ludzkiej postaci. Przemiana nie była przyjemna, a ból w nodze tylko potęgował nieprzyjemne odczucie. Teraz wystarczyło tylko poczekać, co dalej.
Palce jednej dłoni zaciskały się na trzonku różdżki, gotowa, by wycelować, a druga otaczała strzałę, wystającą z uda.
Co teraz?