19.03.2024, 18:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2024, 13:35 przez Erik Longbottom.)
Erik rozmawia z Morfeuszem, Thomasem i Norą.
Erik gasi papierosa i zaczyna jeść.
— Ale było blisko, prawda? — Uniósł wymownie brwi na komentarz Nory. Poprawił się niespiesznie na krześle, celowo przedłużając ciszę, jaka między nimi zapadła. — To jak młody Carrow wywijał z tą dziewczyną na parkiecie, mogło skończyć się tragedią. Mieli sporo szczęścia. Któreś z nich mogło się połamać. Mogło też stać się coś gorszego.
Na jego twarz wdarł się drobny grymas, który sprawił, że między brwiami Erika zagościła pojedyncza zmarszczka. Ta dwójka dała spory pokaz umiejętności tanecznych - co do tego raczej nikt nie miał wątpliwości. Jednak wystarczył jeden nieostrożny krok lub zaburzenie równowagi, aby skończyło się to bardzo nieprzyjemnym wypadkiem. Oni przynajmniej mogliby liczyć na pomoc innych gości imprezy, nie to, co poniektórzy, którzy postanowili oddalić się na własną rękę.
— Przede wszystkim trzeba będzie przetrwać koncert pieśni liturgicznych kapłanek kowenu. Jak tam nie zaśniemy, to połowa sukcesu za nami — stwierdził z nadzieją w głosie na komentarz Hardwicka. Może jak uwierzy w to bardzo mocno, to ta przepowiednia się spełni? — Resztę... Jakoś przetrwamy.
Zmęczenie było komplikacją, jaką można było wymazać paroma flakonikami magicznych eliksirów. Przynajmniej na te kilka godzin. Gorzej było z gośćmi; chociaż Erik był dosyć blisko z Perseuszem czy Elliotem, tak nie do końca wiedział, kogo będzie mu dane spotkać na ceremonii i weselu. Mimowolnie przypomniał sobie pogrzeb Simone, na który udał się z Brenną. Zdecydowanie odcinali się wówczas od reszty socjety. Czy był skazany na podobną historię, tylko tym razem w towarzystwie swego wuja?
— Nie liczyłbym na ich obecność. — przyznał z krzywą miną, gdy Morfeusz nawiązał do rodu jasnowłosych czarodziejów i czarownic. — A przynajmniej nietłumną.
Biorąc pod uwagę plotki związane z nagłym narzeczeństwem Blacka i Rookwoodówny, większość rodu Malfoyów zapewne będzie się trzymać z daleka. No, może z wyjątkiem Elliotta, bo akurat jego spodziewał się spotkać na weselu. Ktoś musiał zadbać o to, aby Percy zjawił się przed ołtarzem w odpowiednim stanie. Poza tym Blacków i Malfoyów dało się przeżyć. To o inne rodziny powinni się martwić, zwłaszcza te, które mogły mieć potencjalne na pieńku z Longbottomami.
— Wzajemnie — odparł machinalnie na słowa blondynki, układając usta w przebiegły uśmiech, zanim wargi zacisnęły się wokół filtra i żar papierosa rozbłysł przy stole.
Zerknął z zaciekawieniem w stronę Samuela, który dalej rozmawiał z Brenną, gdy Morfeusz o nim wspomniał. Cóż, faktycznie wyglądał nieco wczorajszo, ale z drugiej strony może po prostu nie pomyślał o tym, aby zostawić na terytorium Warowni jakieś ciuchy na zmianę? Mógł nie chcieć zahaczać jeszcze o swój pokoik u Lizzy.
— Może przydrożne krzaki? — rzucił, przekrzywiając lekko głowę. — Jego czasem... ciągnie do natury.
W ogóle by go nie zdziwiło, gdyby podczas powrotu z potańcówki stwierdził, że chcę posiedzieć w lesie, czy zmienić się parę razy w niedźwiedzia. Może tak się doprowadził do takiego stanu? Widząc, że reszta gości zaczęła już powoli zajadać się śniadaniem, Erik zgasił papierosa i nałożył sobie nieco jajecznicy z półmiska, popijając kolejne kęsy małymi łyczkami herbaty. Co rusz zerkał w stronę Nory, przypominając jej o swojej obecności.
Erik gasi papierosa i zaczyna jeść.
— Ale było blisko, prawda? — Uniósł wymownie brwi na komentarz Nory. Poprawił się niespiesznie na krześle, celowo przedłużając ciszę, jaka między nimi zapadła. — To jak młody Carrow wywijał z tą dziewczyną na parkiecie, mogło skończyć się tragedią. Mieli sporo szczęścia. Któreś z nich mogło się połamać. Mogło też stać się coś gorszego.
Na jego twarz wdarł się drobny grymas, który sprawił, że między brwiami Erika zagościła pojedyncza zmarszczka. Ta dwójka dała spory pokaz umiejętności tanecznych - co do tego raczej nikt nie miał wątpliwości. Jednak wystarczył jeden nieostrożny krok lub zaburzenie równowagi, aby skończyło się to bardzo nieprzyjemnym wypadkiem. Oni przynajmniej mogliby liczyć na pomoc innych gości imprezy, nie to, co poniektórzy, którzy postanowili oddalić się na własną rękę.
— Przede wszystkim trzeba będzie przetrwać koncert pieśni liturgicznych kapłanek kowenu. Jak tam nie zaśniemy, to połowa sukcesu za nami — stwierdził z nadzieją w głosie na komentarz Hardwicka. Może jak uwierzy w to bardzo mocno, to ta przepowiednia się spełni? — Resztę... Jakoś przetrwamy.
Zmęczenie było komplikacją, jaką można było wymazać paroma flakonikami magicznych eliksirów. Przynajmniej na te kilka godzin. Gorzej było z gośćmi; chociaż Erik był dosyć blisko z Perseuszem czy Elliotem, tak nie do końca wiedział, kogo będzie mu dane spotkać na ceremonii i weselu. Mimowolnie przypomniał sobie pogrzeb Simone, na który udał się z Brenną. Zdecydowanie odcinali się wówczas od reszty socjety. Czy był skazany na podobną historię, tylko tym razem w towarzystwie swego wuja?
— Nie liczyłbym na ich obecność. — przyznał z krzywą miną, gdy Morfeusz nawiązał do rodu jasnowłosych czarodziejów i czarownic. — A przynajmniej nietłumną.
Biorąc pod uwagę plotki związane z nagłym narzeczeństwem Blacka i Rookwoodówny, większość rodu Malfoyów zapewne będzie się trzymać z daleka. No, może z wyjątkiem Elliotta, bo akurat jego spodziewał się spotkać na weselu. Ktoś musiał zadbać o to, aby Percy zjawił się przed ołtarzem w odpowiednim stanie. Poza tym Blacków i Malfoyów dało się przeżyć. To o inne rodziny powinni się martwić, zwłaszcza te, które mogły mieć potencjalne na pieńku z Longbottomami.
— Wzajemnie — odparł machinalnie na słowa blondynki, układając usta w przebiegły uśmiech, zanim wargi zacisnęły się wokół filtra i żar papierosa rozbłysł przy stole.
Zerknął z zaciekawieniem w stronę Samuela, który dalej rozmawiał z Brenną, gdy Morfeusz o nim wspomniał. Cóż, faktycznie wyglądał nieco wczorajszo, ale z drugiej strony może po prostu nie pomyślał o tym, aby zostawić na terytorium Warowni jakieś ciuchy na zmianę? Mógł nie chcieć zahaczać jeszcze o swój pokoik u Lizzy.
— Może przydrożne krzaki? — rzucił, przekrzywiając lekko głowę. — Jego czasem... ciągnie do natury.
W ogóle by go nie zdziwiło, gdyby podczas powrotu z potańcówki stwierdził, że chcę posiedzieć w lesie, czy zmienić się parę razy w niedźwiedzia. Może tak się doprowadził do takiego stanu? Widząc, że reszta gości zaczęła już powoli zajadać się śniadaniem, Erik zgasił papierosa i nałożył sobie nieco jajecznicy z półmiska, popijając kolejne kęsy małymi łyczkami herbaty. Co rusz zerkał w stronę Nory, przypominając jej o swojej obecności.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞