Sytuacja nie wyglądała dla niej ciekawie. Bo niby jak miałby wytłumaczyć kobiecie, że w jednej chwili goniła niedźwiedzia, pałętającego się samotnie po lesie, tylko po to, żeby zamiast zwierzyny znaleźć człowieka, rannego dokładnie w tym samym miejscu, w którym ustrzeliła miśka? Czy byłby w jakikolwiek sposób to wyjaśnić, bez wdawania się w zbędne szczegóły? Na brodę Merlina, czemu nie przykładał się na zajęciach, kiedy uczyli się Zaklęcia Zapomnienia?
Zacisnął zęby, złamał strzałę i odrzucił ją, nie patrząc gdzie. Grotu, tkwiącego w jego nodze, nie tykał - nie miał ze sobą nic, co mogłoby zatamować krwawienie, więc wolał go nie wyjmować.
Trochę głupio wyszło, powiedziała... Tak tylko trochę...
-Bardzo - mruknął, gdy kobieta tak po prostu odpaliła sobie papierosa.
w sumie też miał ochotę zapalić, ale chyba nie był to najlepszy moment na wspólnego papieroska.
-Zawsze tak tu strzelacie do ludzi? - spytał, niby żartem.
Mimo wszystko, nie była to wina jedynie łowczyni. Sam również był sobie winien - mógł wziąć pod uwagę ewentualne spotkanie z... Z kimkolwiek, kto mógłby wziąć spotkanie z niedźwiedziem za zagrożenie. Po części sam był sobie winien, ale absolutnie nigdy nie powiedziałby tego na głos.
Kobieta zachowywała dystans, a nawet schowała nawet swój sztylet, którym wcześniej planowała go oskórować. Gdyby planowała go jakoś zaskoczyć, może miałby szansę zareagować...
Odsunął dłoń od różdżki, oparł się nią o konar drzewa za nim i podniósł się powoli, krzywiąc się, gdy rana znów dała o sobie znać. Na szczęście nie potrzebował pomocy i chociaż noga bolała, był w stanie utrzymać się na prostych nogach, o ile nie przeniesie ciężaru ciała na tę ranną. Chociaż tyle dobrego.
-Dzięki... Nie trzeba.