Cóż, był to może taki moment, w którym u wszystkich los postanowił trochę namieszać i wprowadzić w ich życia nieco chaosu, szkoda, że najwidoczniej nikomu znajomemu nie przytrafiło się nic przyjemnego, raczej miała wrażenie, że powoli chce w nich zdusić chęć życia, może po prostu mieli przygotować się na nadejście smutnej i okropnej jesieni i dać sobie spokój z radością.
Atak na sabat na pewno wielu uświadomił to, że życie było kruche, jednak z tego akurat Yaxley sobie zdawała sprawę. Ona w przeciwności do większości często mierzyła się ze śmiercią, mniej lub bardziej profesjonalnie sobie z nią radziła. Wiedziała, że może umrzeć podczas każdej z wędrówek na polowania, na tym polegał ten zawód, że nigdy nie mogła być pewna, czy wróci do domu.
- Na moje, to musisz kurwa wreszcie zostać ministrem magii i zmienić coś w środku, kto jak nie ty, Longbottom? - Nie drwiła z niego, wręcz przeciwnie, naprawdę uważała, że byłby idealnym kandydatem na objęcie takie stanowiska, mogłaby się wtedy nawet pochwalić w towarzystwie, że zdarzyło jej się wpierdolić ministrowi magii, była to rzecz, którą na pewno by chętnie wykorzystała.
Nie umiała mówić wprost, zresztą, może jej trochę było wstyd, ale jak tak dalej pójdzie, to prędzej, czy później pęknie i pewnie mu opowie, szczególnie, że czuła, że długo nie wytrzyma dusząc to w sobie.
- Śmiałe założenie, że to ja będę cała w siniakach. - Nie byłaby sobą, gdyby po prostu przyjęła ten komentarz, ale wtedy jeszcze nie wiedziała, jak potoczy się ich pojedynek. Biedna Ger.
Ciężko było u niej z tą dorosłością, miała wrażenie, że chociażby Erik zachowuje się, jakby był dużo dojrzalszy od niej, może w tym właśnie był jej problem, że tak bardzo nie chciała dorosnąć, że przez to nie umiała sobie ułożyć życia? Kto ją tam wie, ona wiedziała tylko tyle, że było naprawdę chujowo i podejmowała ostatnio same głupie decyzje.
- Tak, się okaże. - Nie wydawała się być specjalnie przejęta tym chwilowym niepowodzeniem, w końcu to dopiero początek tej walki, jeszcze zdąży się odkuć.
Zaatakowała go, wydawało się, że użyła odpowiedniej ilości siły, nie robiła tego przecież pierwszy raz. Tyle, że Longbottom bez mniejszego problemu odbił jej cios, jakby w ogóle nie włożyła w to energii. Syknęła cicho niezadowolona z takiego obrotu sytuacji, nie sądziła, że będzie mu szło tak dobrze. Musiał ćwiczyć, nie to co ona...
Leciała do przodu, walczyła z grawitacją, bo ciężar szpady ciągnął ją w dół, nie spodziewała się jednak tego, co wydarzy się za chwilę, uderzył ją w plecy, przez co siła była jeszcze silniejsza i już nie mogła się oprzeć przyciągającej ją ziemi.
Wyjebała się na ten swój głupi ryj, dosyć boleśnie. Nie wiedzieć czemu nawet nie wyciągnęła rąk przed siebie, żeby jakoś zamortyzować swój upadek, a może przez to, że w lewej dłoni miała szpadę? To mogła być przyczyna. Uderzyła głową w ziemię, tyle, że trafiła w dosyć ostry kamień. Wrzasnęła cicho, bo nie spodziewała się takiego lądowania. Łzy napłynęły jej do oczu, mimowolnie, to nie to, że miała ochotę się rozpłakać, chociaż może trochę.
Do tego zaczął gadać, zamierzał ją pouczać? Serio? Jakby była jakimś laikiem. Odwróciła się gwałtownie w jego stronę, nadal siedziała na ziemi. Nie poczuła tego, że ma rozcięcie na czole, dopiero po słowach Erika przejechała dłonią po twarzy, zobaczyła na niej krew. Nie, żeby w jakikolwiek sposób ją to przeraziło, to nie był pierwszy raz.
- Kurwa, nie sądziłam, że tak bardzo będziesz chciał, żebym ci powiedziała, co mnie gryzie. - Nadal miała załzawione oczy, bo dalej ją to piekło. Jeszcze nie uspokoiła nerwów po upadku.
Uniosła głowę, kiedy do niej podszedł i wyszczerzyła się pokazując całkiem niezły stan swojego uzębienia. - Pięknie wyglądam, co? - Bo wiedziała, że pewnie wyglądała jak gówno.