Byłaby w stanie się z tego wytłumaczyć. Miała świadomość, że istniał rejestr animagów i jeśli był jednym z nich, to powinien być do niego zapisany, chyba, że podobnie jak ona zmieniał się nielegalnie, tyle, że ona bardzo ostrożnie podchodziła do tej umiejętności, miało komu pokazywała, co umie. W przeciwieństwie do tego chłopaka, który bez oporu przed chwilą latał po lesie pod postacią niedźwiedzia. Wiedziała co widziała, na pewno jeszcze przed chwilą był miśkiem, którego dosięgnął jej grot, jej strzała.
- Nie, tylko trochę, bardzo głupio by wyszło wtedy, gdybym strzeliła ci w głowę. Na całe szczęście, to nie w nią celowałam. - Bo gdyby tylko tego chciała, to pewnie miałby teraz strzałę nie w nodze, a w głowie, a ona trupa na sumieniu. Na całe szczęście lubiła bawić się zwierzyną. Zbliżyła po raz kolejny papierosa do swych ust, robiła to bardzo powoli, delektowała się jego smakiem.
- Do ludzi nie, do zwierząt jak najbardziej. - Wyjaśniła krótko. Może nie wszyscy, ale akurat jej rodzina tym się zajmowała, nadarzyła się okazja to postanowiła z niej skorzystać. Na pewno ktoś chętnie by kupił futro z niedźwiedzia, chociażby taki Esme, nie sądziła, że często dostawał podobne komponenty, mógłby stworzyć z niego urocze wdzianko dla jakiejś bogatej panny.
- Jesteś pewien? - Podniósł się, może dosyć nieudolnie, jednak udało mu się to. Yaxley wyczuwał w jego akcencie coś innego, nie był stąd, ciekawe, to by wiele wyjaśniało. Nie zamierzała jednak wypytywać, skąd się wziął. Zresztą i ona mówiła dosyć specyficznie i bardzo niewyraźnie, bo przecież pochodziła z Walii, jednak to, w jaki sposób on mówił nie przypominało raczej żadnego z akcentu, który słyszała w Wielkiej Brytanii. Bardziej pasował jej do tych słowańskich regionów, gdzie zdarzyło jej się polować, wpatrywała się więc w niego próbując zrozumieć, co tutaj robił.