19.03.2024, 21:41 ✶
Cisza przed burzą. Cisza jako złudzenie spokoju. Cisza jako idealne podłoże do natrętnych myśli. Cisza jako chwila niepewności w chwili zagrożenia. Cisza jako możliwość odpoczęcia od ciągłego zgiełku. W tej chwili przeszkadzała mu, ale i dawała uczucie relaksu. Dziwna mieszanka, z którą nie do końca umiał sobie poradzić w milczącym towarzystwie i pewnie dlatego przyszedł mu do głowy dziwny pomysł. Nie otrzymał odpowiedzi, jedynie szmer ubrań i po chwili deszcz padał na niego odrobinę mniej.
Zadarł głowę, patrząc na niedźwiedzia, na brązowe futro moczone niebiańską wodą i w tej chwili na puchata parasolka wydawała mu się najlepszym co od dawna go spotkało.
Obrócił się, przysunął się jeszcze bliżej i wtulił się w miśka, obejmując go na tyle na ile mógł, chowając twarz w sierści, jaka połaskotała go po nosie, szyi, powiekach. Będzie miał w niej jak nic całą twarz, jak się od niego w końcu odklei.
-Szkoda, że nie mam swojej różdżki... Moglibyśmy razem pobiegać.-wymamrotał średnio wyraźnie, bo przy mówieniu nie odklejał się od Samuela. Co by to był za widok, koń i niedźwiedź ganiający się po wrzosowisku w środku burzy, która wypuściła na wolność pierwsze pioruny. Nie chciał go puszczać, za nic, nie teraz, jeszcze chwilę chciał tak posiedzieć, nawet nie myśląc o tym czy jest to niezręczne czy nie. Ciepło i miękkość koiły odrobinę nerwy i łagodziły poczucie żalu, złości, rozczarowania, przyciągając za to senność wzmaganą monotonnym szumem deszczu.
Zadarł głowę, patrząc na niedźwiedzia, na brązowe futro moczone niebiańską wodą i w tej chwili na puchata parasolka wydawała mu się najlepszym co od dawna go spotkało.
Obrócił się, przysunął się jeszcze bliżej i wtulił się w miśka, obejmując go na tyle na ile mógł, chowając twarz w sierści, jaka połaskotała go po nosie, szyi, powiekach. Będzie miał w niej jak nic całą twarz, jak się od niego w końcu odklei.
-Szkoda, że nie mam swojej różdżki... Moglibyśmy razem pobiegać.-wymamrotał średnio wyraźnie, bo przy mówieniu nie odklejał się od Samuela. Co by to był za widok, koń i niedźwiedź ganiający się po wrzosowisku w środku burzy, która wypuściła na wolność pierwsze pioruny. Nie chciał go puszczać, za nic, nie teraz, jeszcze chwilę chciał tak posiedzieć, nawet nie myśląc o tym czy jest to niezręczne czy nie. Ciepło i miękkość koiły odrobinę nerwy i łagodziły poczucie żalu, złości, rozczarowania, przyciągając za to senność wzmaganą monotonnym szumem deszczu.