Naprawdę tak myślał czy skorzystał z kłamstwa, które tak dobrze mu w ostatnim czasie wychodziło? Pewnie po odrobinie z każdego. Na pewno chciał ją uspokoić, wszak bardzo dobrze wiedział jak kończą się ataki paniki w wykonaniu Stelli. Dodać to tego miejsce w którym się znaleźli - to mogło się skończyć tragicznie.
- To prawda. To nie jest duży problem - zgodził się - Zwłaszcza, że to jakaś tam... Piąta woda po kisielu - zauważył - Gdyby to była jakaś bliska rodzina, to lata temu byśmy się spotkali na jakieś imprezie rodzinnej. Jakimś ślubie, urodzinach czy czymś innym - wzruszył odrobinę ramionami. To wszystko wynikało samo z siebie. Było całkiem logiczne i tworzyło spójną całość. To po prostu miało sens.
- Będzie dobrze Stella. Naprawdę - powtórzył, aby ją w tym upewnić. Stanley bardzo zależy, by to zrozumiała. To wszystko siedziało w głowie. Większość problemów miało swoje podstawy właśnie w myślach. To zawsze zaczynało się w tamtym miejscu - Aby mieć stuprocentową pewność, prześledzę wszystkie możliwe drzewka genealogiczne, jakie tylko są w domu u dziadka - zapewnił. Borgin jednak chciał mieć pewność, że to co powiedział Avery, ma przełożenie na rzeczywistość. To, że w tym momencie nie przychodziła mu żadna rodzinna korelacja do głowy, nie znaczyło, że tak rzeczywiście było. Chciał działać trochę w imię zasady - przezorny zawsze ubezpieczony.
- Chodź. Wracajmy - rzekł, podnosząc głowę w kierunku nieba - Zbierają się chmury, a należymy nam się odrobina odpoczynku. Mam nadzieję, że chociaż odrobinę się dobrze bawiłaś... Bo... - westchnął, przejeżdżając językiem po spierzchniętych ustach - Nie chciałem, aby tak wyszło. Gdybym wiedział jak się sprawy mają, to wybrałbym inny termin, aby o tym porozmawiać... Ale była to dla mnie bardzo radosna nowina... Cóż. Przepraszam - dodał, czując się odrobinę odpowiedzialnym za to, co tutaj się wydarzyło. Był taki przyjemny wieczór. Taka ładna okolicza i jeszcze lepsza atmosfera. Zawsze jednak było "coś", co im przeszkadzało.
Wstał z ławki, podając Stelli swoje ramię, tak aby mogła się pod nie złapać. Jeżeli to zrobiła, powolnym krokiem ruszył w kierunku wyjścia z parku. Zdawało się, że mgła zniknęła, a jakieś nieśmiałe promyki słońca, dalej przebijały się przez nadchodzące chmury. To jednak nie był już ich problem - wracali do domu. Wracali odpocząć i to wszystko przemyśleć.
- W ramach rekompensaty za poniesione szkody, oferuję lampkę dobrego wina u siebie - zaproponował, chcąc jej to odrobinę wynagrodzić. W zasadzie to wynagrodzić wszystko, ponieważ nie miała z nim prostego życia.
Czy istniało lepsze możliwie zakończenie dnia, niż odpoczynek w domowym zaciszu, w doborowym towarzystwie i w akompaniamencie zacnego trunku? Pewnie tak, chociaż tyle im wystarczało w spokoju.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972