Faktycznie, wyszłoby bardzo głupio. To byłby chyba najgłupszy sposób na śmierć, jak można sobie wyobrazić. A wyszedł sobie, zmienił w niedźwiedzia, pobiegał, pobiegał i skończył ze strzałą w skroni. Martwy człowiek i niezadowolony łowca, który sprzed nosa stracił niedźwiedzie futro.
-Powinienem czuć się szczęściarzem?
Jakkolwiek tego nie chciał, musiał kobiecie przyznać rację, bo jeśli była doświadczonym łowcą, ustrzelenie zwierzyny w głowę nie powinno być dla niej żadnym problemem. Czyli to, że jeszcze tutaj stał, z krwawiącą nogą, rozmawiając z babką, dla której ustrzelenie człowieka nie było niczym wielkim, sądząc po jej zachowaniu, było zasługą jej jakiegoś może sadystycznego uwielbienia dramatycznych pościgów? Bo czy gonienie rannej zwierzyny, której koniec końców i tak kończyło się życie kolejną strzałą lub ostrym nożem, nie miało w sobie dramatyzmu.
Adrenalina powoli opadała.
-Do ludzi nie... Zapamiętam - oj, zapamięta i to na długo.
Jeszcze raz obejrzał ranę. Grot co prawda tamował krwawienie, ale kilka kropel wciąż było w stanie się wydostać i potoczyć się powoli w dół nogi. Kliknął językiem i mruknął pod nosem coś, co brzmiał jak Blin, kak mne ob"yasnit' eto Vladu?.-Często tu urządzacie polowania? Jeśli kiedykolwiek znowu bym tu wyszedł, jaka jest szansa, że nie znowu oberwę strzałą?
No cóż, to było całkiem istotne pytanie, bo jeżeli faktycznie w tych rejonach kręciło się więcej łowców, oznaczało to kategoryczny zakaz przemian i wałęsania się po lasach. Żegnaj, wolności...
-Tak, jestem pewien - odpowiedział na pytanie, bo stał już w miarę prosto, czasami tylko się chwiejąc, bo przyzwyczajony był do opierania ciężaru na lewej nodze, która, o ironio, była ranna, ale stał. -Chyba nawet uda mi się wrócić do domu - dodał ciszej, bardziej do siebie, niż do kobiety.
A potem będzie musiał się tłumaczyć. Ech...