Zdawał sobie sprawę jak działają Biura Aurorów. Sam był na takim kursie. Sam prawie jednym z nich został. Richard nie musiał mu przypominać, chociaż może musiał? Może ich odrobinę lekceważył, nie dopuszczał pewnych faktów do głowy?
- Wuju no... - rzekł - Na pewno by się znalazło kilka osób z którymi miałem na pieńku. To jest nie do ukrycia. Chociażby ta Longbottom. No zołza jakich mało - pokręcił głową, bo aż go zaczęło nosić na myśl o Brennie. Pałał do niej niczym więcej jak najczystszą nieprzychylnością, która powoli przeradzała się w nienawiść - o ile już tego nie zrobiła.
- No przesłuchiwała. Pytała o rzeczy związane z końcem kwietnia i przełomem maja. Na pewno jej chodziło o tamtą przesyłkę - stwierdził - Pytała czy coś mi wiadomo o tych przesyłkach. Czy nie kręciłem się tam. Oczywiście ją zbyłem. Nie powiedziałem jej prawie nic więcej, niż tyle co musiałem. No i przede wszystkim, mówiłem, że było to bardzo dawno temu, więc żadnych szczegółów nie pamiętam. Dwa miesiące to przecież bardzo dużo czasu - zauważył, popalając odrobinę na uspokojenie - Wydaje mi się, że tak... Chociaż miała trochę słowo kontra słowo. Nie miała niezbitych dowodów. Pewnie myślała, że ja ją do czegoś naprowadzę - wyjaśnił jak sam to widział. Borgin nie chciał jej powiedzieć niczego, co mogłoby ich przybliżyć do rozwiązania tego problemu - Ja to odebrałem jako przesłuchanie. Tym bardziej, że mieli mnie tam doprowadzić jej ludzie - przypomniał, a może wręcz zwrócił uwagę. Dla Stanleya to był jak cios w potylicę - dla autorytetu jego osoby jako brygadzisty.
Zastanawiał się przez chwilę. Stukał się też po brodzie. Mineły może z trzy minuty zanim powrócił uwagą do Richarda - No na zdrowie mojego ojca, a Twojego brata Roberta. Nie było nikogo, kto mógłby mnie widzieć. Nie mam zielonego pojęcia jak się o tym dowiedzieli. Może ktoś zauważył jak odchodziłem skądś? - pokręcił tylko głową. Nie przypominał sobie niczego takiego - Nie wiem czy mnie nie lubiła do tej pory. Nie zrobiłem nic złego. Nie miałem niczego w kartotece, co by mogło powodować jakieś problemu. Żadnych większych konfliktów w pracy. Nienaganna służba - rozłożył ręcę - Po prostu jej odjebało po tym Beltane. Za mało dostała po tym swoim krzaczastym łbie - zgasił papierosa ze złością w szklance - Gdyby tylko ta jędza wyzionęła ducha podczas Beltane. Kurwa. Świat byłby takim pięknym miejscem - zarzekał się. W sumie tak uważał. Jeden problem miałby z głowy.
- Teraz nie dosyć, że musimy się pozbyć Harper. To musimy jeszcze znaleźć kapusia - stwierdził. Nie mieli innej możliwości - sprawiedliwości musiało stać się za dość. Musieli też udowodnić, że z Mulciberami się nie zadzierało.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972