20.03.2024, 09:06 ✶
– Czyżby Alex był aż tak wszystkim ciągle potrzebny? A ludzie mówią, że to ja za dużo pracuję – powiedziała Brenna, wodząc spojrzeniem pomiędzy Fiery, tymczasową zastępczynią Alexa, a samym Bellem. Dość szybko skupiła się jednak na papierach i tych wszystkich, fascynujących wyliczeniach…
– No cóż, gdyby wyszło mu z Voldemortem, raczej poklepałabym go po plecach niż zamordowała – stwierdziła z pewnym rozbawieniem, unosząc wzrok znak papierów na mężczyznę. Nie przyszło jej do głowy używać przydomku Sam Wiesz Kto, bo nie robiła tego nigdy, chociaż być może nie powinna, bo w cyrku mogli zareagować na to nieco nerwowo… – O ile się nie mylę, to wyliczenia, jakie są szanse na zabicie go za pomocą… wąglika? Obawiam się jednak, że trochę za małe, aby było warto próbować.
Nie była do końca pewna, czym jest ten cały wąglik, ale sądząc po zapiskach, okazywał się raczej morderczy. Czy raczej byłby taki, gdyby nie chodziło o wysłanie go w żarówce do najpotężniejszego czarnoksiężnika w Anglii.
Brenna miała wielką nadzieję, że w cyrku tego wąglika nie trzymają.
– A to… – Przewertowała kilka kolejnych kartek, w których wszystko się zgadzało i było dopięte na ostatni guzik, by na samym końcu natknąć się na zapiski jeszcze bardziej mordercze, bo dotyczące wysadzania w powietrze toalety. Za pomocą dynamitu. Fleamont „współlokator” Alexandra musiał mieć bardzo bujną wyobraźnię. – Mam nadzieję, że Fleamont nie trzyma w cyrku dynamitu, Alex? Bo według tych obliczeń potrzebowałby go całkiem sporo – stwierdziła, podając Bellowi ten papier. Gdyby nie te obliczenia dotyczące wąglika, to byłby chyba ten moment, w którym poważnie by się zaniepokoiła i zaczęła przeszukiwać teren cyrku pod kątem obecności materiałów wybuchowych. I tak trochę się zmartwiła tą drugą kartką.
Może przy okazji sprawdzania, czy liczba i rodzaj zwierząt zgadza się z zapiskami, i czy te magiczne są odpowiednio zamaskowane przed mugolami, będzie mogła się rozejrzeć, gdzie ewentualnie mogliby składować ten dynamit…
– To co? Odwiedzimy lwy i… zaraz, na liście następne są chyba magiczne gołębie? Policzę wszystko, sprawdzę te całe zaklęcia ochronne i mamy kontrolę z głowy – zaproponowała, zamykając segregator. Postanowiła nie czepiać się o ten dynamit, przynajmniej dopóki nie natrafi na ślad prawdziwych środków wybuchowych. Na ketchup i wąglik spuściła po prostu zasłonę milczenia…
– No cóż, gdyby wyszło mu z Voldemortem, raczej poklepałabym go po plecach niż zamordowała – stwierdziła z pewnym rozbawieniem, unosząc wzrok znak papierów na mężczyznę. Nie przyszło jej do głowy używać przydomku Sam Wiesz Kto, bo nie robiła tego nigdy, chociaż być może nie powinna, bo w cyrku mogli zareagować na to nieco nerwowo… – O ile się nie mylę, to wyliczenia, jakie są szanse na zabicie go za pomocą… wąglika? Obawiam się jednak, że trochę za małe, aby było warto próbować.
Nie była do końca pewna, czym jest ten cały wąglik, ale sądząc po zapiskach, okazywał się raczej morderczy. Czy raczej byłby taki, gdyby nie chodziło o wysłanie go w żarówce do najpotężniejszego czarnoksiężnika w Anglii.
Brenna miała wielką nadzieję, że w cyrku tego wąglika nie trzymają.
– A to… – Przewertowała kilka kolejnych kartek, w których wszystko się zgadzało i było dopięte na ostatni guzik, by na samym końcu natknąć się na zapiski jeszcze bardziej mordercze, bo dotyczące wysadzania w powietrze toalety. Za pomocą dynamitu. Fleamont „współlokator” Alexandra musiał mieć bardzo bujną wyobraźnię. – Mam nadzieję, że Fleamont nie trzyma w cyrku dynamitu, Alex? Bo według tych obliczeń potrzebowałby go całkiem sporo – stwierdziła, podając Bellowi ten papier. Gdyby nie te obliczenia dotyczące wąglika, to byłby chyba ten moment, w którym poważnie by się zaniepokoiła i zaczęła przeszukiwać teren cyrku pod kątem obecności materiałów wybuchowych. I tak trochę się zmartwiła tą drugą kartką.
Może przy okazji sprawdzania, czy liczba i rodzaj zwierząt zgadza się z zapiskami, i czy te magiczne są odpowiednio zamaskowane przed mugolami, będzie mogła się rozejrzeć, gdzie ewentualnie mogliby składować ten dynamit…
– To co? Odwiedzimy lwy i… zaraz, na liście następne są chyba magiczne gołębie? Policzę wszystko, sprawdzę te całe zaklęcia ochronne i mamy kontrolę z głowy – zaproponowała, zamykając segregator. Postanowiła nie czepiać się o ten dynamit, przynajmniej dopóki nie natrafi na ślad prawdziwych środków wybuchowych. Na ketchup i wąglik spuściła po prostu zasłonę milczenia…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.