20.03.2024, 13:16 ✶
Wydaje mi się, że nikt więcej nie wbije (ale oczywiście jeszcze można dołączać), więc odblokowuję was na kolejną rundę.
Odpisy proponuję do 24.03 rano, kto chce może rzucić kością.
@Erik Longbottom @Nora Figg @Morpheus Longbottom @Samuel McGongall @Thomas Hardwick
*
Ściskam Sama, idę donieść na stół pieczywa, pytam, czy niczego nie brakuje, a potem sobie rzucam kością sprawdzić, co wypadnie/
Zważywszy na to, jak często Brenna kogoś przytulała - czy to z radości, czy na przywitanie, czy po prostu dlatego, że zdawało się jej, że ktoś tego właśnie potrzebuje - nawet nie przyszłoby jej do głowy, że ktoś z rodziny czy krewnych coś tutaj mógłby nadinterpretować. Zapach jeziora też został przez nią zignorowany, bywała w końcu na Nokturnie dostatecznie często, żeby ta woń, choć wyczuwalna, nie przeszkadzała kobiecie specjalnie.
Ataki świadczyły o tym, że Samuela coś dręczyło i nie panował nad emocjami, ale to co działo się w Dolinie w żaden sposób nie było przecież jego winą. Musiał zapanować jakoś nad swoją głową i swoim sercem, nie on jeden w tym towarzystwie, ale za szaleństwo roślin i bunt ziemi nie odpowiadał ani on, ani jego uczucia.
- Daj spokój - powiedziała po prostu. - Wystarczy, że jesteś. Smacznego. A jeżeli poczujesz, że chcesz zostać sam, idź po prostu na spacer, przecież nikt się nie obrazi - oświadczyła, po czym wypuściła go z ramion i znów sięgnęła po koszyk z pieczywem, by ruszyć wraz z nim do stołu.
Bardzo się starała, aby nie zatrzymywać na Norze spojrzenia na zbyt długo.
– Dzień dobry wszystkim, mam nadzieję, że się wyspaliście – przywitała się radosnym tonem, jak gdyby nigdy nic i ustawiła na blacie koszyk pełen ciepłych jeszcze bułeczek. – Czegoś brakuje albo macie jakieś specjalne życzenia? Mleka albo płatków owsianych? Więcej kawy? – zapytała, sama sięgając po dzbanek, by sobie tejże nalać, bo czuła, że bardzo jej potrzebuje. Chociaż wypiła już jakiś czas temu pełen kubek.
!roślinywarowni
Odpisy proponuję do 24.03 rano, kto chce może rzucić kością.
@Erik Longbottom @Nora Figg @Morpheus Longbottom @Samuel McGongall @Thomas Hardwick
*
Ściskam Sama, idę donieść na stół pieczywa, pytam, czy niczego nie brakuje, a potem sobie rzucam kością sprawdzić, co wypadnie/
Zważywszy na to, jak często Brenna kogoś przytulała - czy to z radości, czy na przywitanie, czy po prostu dlatego, że zdawało się jej, że ktoś tego właśnie potrzebuje - nawet nie przyszłoby jej do głowy, że ktoś z rodziny czy krewnych coś tutaj mógłby nadinterpretować. Zapach jeziora też został przez nią zignorowany, bywała w końcu na Nokturnie dostatecznie często, żeby ta woń, choć wyczuwalna, nie przeszkadzała kobiecie specjalnie.
Ataki świadczyły o tym, że Samuela coś dręczyło i nie panował nad emocjami, ale to co działo się w Dolinie w żaden sposób nie było przecież jego winą. Musiał zapanować jakoś nad swoją głową i swoim sercem, nie on jeden w tym towarzystwie, ale za szaleństwo roślin i bunt ziemi nie odpowiadał ani on, ani jego uczucia.
- Daj spokój - powiedziała po prostu. - Wystarczy, że jesteś. Smacznego. A jeżeli poczujesz, że chcesz zostać sam, idź po prostu na spacer, przecież nikt się nie obrazi - oświadczyła, po czym wypuściła go z ramion i znów sięgnęła po koszyk z pieczywem, by ruszyć wraz z nim do stołu.
Bardzo się starała, aby nie zatrzymywać na Norze spojrzenia na zbyt długo.
– Dzień dobry wszystkim, mam nadzieję, że się wyspaliście – przywitała się radosnym tonem, jak gdyby nigdy nic i ustawiła na blacie koszyk pełen ciepłych jeszcze bułeczek. – Czegoś brakuje albo macie jakieś specjalne życzenia? Mleka albo płatków owsianych? Więcej kawy? – zapytała, sama sięgając po dzbanek, by sobie tejże nalać, bo czuła, że bardzo jej potrzebuje. Chociaż wypiła już jakiś czas temu pełen kubek.
!roślinywarowni
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.