Nora zaczęła układać owoce na jednym z długich, drewnianych blatów. Przygotowała też narzędzia, które mogłyby się przydać Mabel do tworzenia swoich wypieków. Zerknęła jeszcze na nie, czy aby na pewno o wszystkim pamiętała. Na pierwszy rzut oka tak, stanowisko było gotowe do pracy.
- Tak, wszystko mam, przynajmniej tak mi się wydaje. - Raczej niczego nie zapomniała, w ostateczności będzie mogła też poprosić Thomasa o to, żeby na szybko po coś poleciał, dobrze było mieć przy sobie brata, który nie potrafił odmówić jej przysługi.
- A jak ci poszło, spakowana? - Niby nie chciała ingerować w to, co Młoda zabierze do Warowni, jednak dobrze by było, gdyby miała umiar, to miały być jakieś dwa tygodnie poza domem, lepiej, żeby nie zabrała ze sobą swojego całego królestwa. Zresztą, jeśli czegoś zapomni, to na pewno ktoś mógłby jej to podrzucić. Wszak Dolina była niedaleko.
- Nie, zaczniemy od tego, że założysz swój fartuszek. - Podeszła do niej uprzednio łapiąc go w ręce. - Wolałabym, żebyś nie wyszła stąd cała wysmarowana w mące. - Wiedziała, że z tym może być różnie, bo pamiętała swoje pierwsze kroki w dziedzinie cukiernictwa.
Pomogła jej założyć fartuszek, bardzo podobny do tego, który sama miała na sobie. - Teraz możesz podejść do stanowiska i zacząć pracę. - Wskazała jej ręką na blat, wszystko było przygotowane.
- Do tej miski, która stoi przed tobą wsyp pół kilo mąki, to będzie jakieś pół opakowania, szczyptę soli, oraz trzy łyżki cukru. - Sama wyciągnęła masło i wstawiła je na gaz, żeby się roztopiło, kątem oka obserwowała poczynania córki.