20.03.2024, 19:26 ✶
Rzuty, kto pierwszy kogo zauważy, tak zajebiste, że od razu rozpoznaję i pobicie się przechodzi koło nosa…
Kobieta, mieszkająca na parterze, spała chyba – dzięki temu Orion mógł wślizgnąć się do środka niepostrzeżenie. Z jednego z pokoi (pod drzwiami przesączało się światło, pewnie nie zgasiła lampki nocnej) dobiegało ciche chrapanie.
Mógł bez większych przeszkód dostać się na piętro, do pokoi zajmowanych przez Basila – w których być może ten został napadnięty. Drzwi otworzyły się akurat w momencie, w którym Brenna, odziana w ciemną bluzę z kapturem, miała zamiar zeskoczyć z parapetu.
Zamarła, natychmiast sięgając po różdżkę, gotowa wypuścić czar w intruza lub salwować się ucieczką, gdyby okazało się, że to właścicielka domu postanowiła wejść na piętro. Niemal natychmiast zdała sobie jednak sprawę z tego, że to ani staruszka mieszkająca na dole, ani – prawdopodobnie – żaden porywacz czy morderca, wracający na miejsce swojej zbrodni. W sylwetce, która stanęła na progu, rozpoznała bowiem Oriona Bulstrode’a. Przez mgnienie oka zastanawiała się, czy i tak nie rzucić się do ucieczki, ponieważ wcale nie chciała dać się tutaj przyłapać aurorowi: byłoby gorzej chyba tylko, gdyby wpadła tutaj na Atreusa. Nawet nie na Chestera Rookwooda, bo jego mogłaby z czystym sumieniem oszołomić. Błyskawicznie wykalkulowała jednak, że to skończy się w zły sposób – jeżeli spróbuje skoczyć i szybko się teleportować, pewnie się rozszczepi, a jeżeli spróbuje skoczyć i uciekać, on rzuci się w pościg (ona przynajmniej by tak zrobiła), a potem będzie jeszcze trudniej wszystko wyjaśnić.
Poza tym chciała wiedzieć, co on tutaj robił.
To w końcu nie była sprawa prowadzona przez Biuro Aurorów – nie znaleziono dowodów na użycie czarnej magii czy zaangażowanie czarnoksiężników. Już prędzej ona mogła się wyłgać, że sprawdza coś dla Brygady Uderzeniowej, bo prowadzący sprawę nie mógł, chociaż prawdopodobnie wtedy nie powinna wchodzić do środka przez okno.
– Co ty tu robisz, do cholery? – spytała cicho, ledwo ułamek sekundy po tym, jak i on zdołał ją dostrzec, bo był na tyle spostrzegawczy, by ciemny cień na parapecie mógł rzucić się mu w oczy. Sama Brenna nie rzuciła lumos, zlewała się więc niemal z mrokiem. I chociaż nie rzucała żadnych zaklęć, to i tak wycelowała różdżkę w Oriona, bo…
…tak na wszelki wypadek po prostu. W dzisiejszych czasach nikomu nie można było ufać bez zastrzeżeń, a ona wolała być gotowa, gdyby postanowił wypalić w jej stronę jakieś zaklęcie.
Kobieta, mieszkająca na parterze, spała chyba – dzięki temu Orion mógł wślizgnąć się do środka niepostrzeżenie. Z jednego z pokoi (pod drzwiami przesączało się światło, pewnie nie zgasiła lampki nocnej) dobiegało ciche chrapanie.
Mógł bez większych przeszkód dostać się na piętro, do pokoi zajmowanych przez Basila – w których być może ten został napadnięty. Drzwi otworzyły się akurat w momencie, w którym Brenna, odziana w ciemną bluzę z kapturem, miała zamiar zeskoczyć z parapetu.
Zamarła, natychmiast sięgając po różdżkę, gotowa wypuścić czar w intruza lub salwować się ucieczką, gdyby okazało się, że to właścicielka domu postanowiła wejść na piętro. Niemal natychmiast zdała sobie jednak sprawę z tego, że to ani staruszka mieszkająca na dole, ani – prawdopodobnie – żaden porywacz czy morderca, wracający na miejsce swojej zbrodni. W sylwetce, która stanęła na progu, rozpoznała bowiem Oriona Bulstrode’a. Przez mgnienie oka zastanawiała się, czy i tak nie rzucić się do ucieczki, ponieważ wcale nie chciała dać się tutaj przyłapać aurorowi: byłoby gorzej chyba tylko, gdyby wpadła tutaj na Atreusa. Nawet nie na Chestera Rookwooda, bo jego mogłaby z czystym sumieniem oszołomić. Błyskawicznie wykalkulowała jednak, że to skończy się w zły sposób – jeżeli spróbuje skoczyć i szybko się teleportować, pewnie się rozszczepi, a jeżeli spróbuje skoczyć i uciekać, on rzuci się w pościg (ona przynajmniej by tak zrobiła), a potem będzie jeszcze trudniej wszystko wyjaśnić.
Poza tym chciała wiedzieć, co on tutaj robił.
To w końcu nie była sprawa prowadzona przez Biuro Aurorów – nie znaleziono dowodów na użycie czarnej magii czy zaangażowanie czarnoksiężników. Już prędzej ona mogła się wyłgać, że sprawdza coś dla Brygady Uderzeniowej, bo prowadzący sprawę nie mógł, chociaż prawdopodobnie wtedy nie powinna wchodzić do środka przez okno.
– Co ty tu robisz, do cholery? – spytała cicho, ledwo ułamek sekundy po tym, jak i on zdołał ją dostrzec, bo był na tyle spostrzegawczy, by ciemny cień na parapecie mógł rzucić się mu w oczy. Sama Brenna nie rzuciła lumos, zlewała się więc niemal z mrokiem. I chociaż nie rzucała żadnych zaklęć, to i tak wycelowała różdżkę w Oriona, bo…
…tak na wszelki wypadek po prostu. W dzisiejszych czasach nikomu nie można było ufać bez zastrzeżeń, a ona wolała być gotowa, gdyby postanowił wypalić w jej stronę jakieś zaklęcie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.