20.03.2024, 19:32 ✶
— Dlatego właśnie wspomniałem, że nie byłyby to dobre decyzje — wypomniał jej, gdy uraczyła go krytyką pomysłu z podziałem terenów kraju między wysoko postawione rody.
Jego samego skręcało na samą myśl, chociaż uważał, że gdyby przyszło co do czego i czystokrwistym zachciałoby się powrotu do korzeni, to był to jeden z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy. Nestorzy zbliżający się do setnych urodzin zapewne nie posiadaliby się z radości, że dostąpili takiego zaszczytu.
Może ich władza nawet nie ograniczałaby się do społeczności magicznej? Może Czarny Pan pozwoliłby im nawet smagać batem mugolów z niemagicznych miast i wiosek? Skrzywił się, wyobrażając sobie serię napadów postaci w ciemnych płaszczach na kolejne dzielnice zwykłych ludzi. Jakby ataki w Londynie nie były wystarczające.
— Mówimy o emocjach czy stricte fizycznych doznaniach? — spytał, taksując Geraldine podejrzliwym wzrokiem. — Bo mam wrażenie, że do tego pierwszego mimo wszystko potrzebujesz świadomego myślenia, żeby jakoś... przetrawić te wszystkie uczucia i faktycznie je docenić na poziomie umysłu.
Gdyby teraz miał się dowiedzieć, że jeszcze Yaxley miała jakieś problemy miłosne, to chyba parsknąłby śmiechem. I to takim okrutnym, bo uznałby, że los igra ostatnio ze wszystkimi. Czyż to nie od tego zaczął się jego własny upadek? Kilka wyswobodzonych z okowów przeszłości wspomnień, parę niewinnych kolejek skrzaciego bimbru, a dzień później stał oko w oko z dawnym kochankiem. Jak to jedna noc potrafiła namieszać ludziom w życiu...
— Słabo wygląda, a jak ma wyglądać? — Pokręcił głową, przesuwając delikatnie przedziałek jej włosów, chcąc w ten sposób więcej zobaczyć. — Sączy ci się krew z rany. I to trochę długiej rany. — Niestety, nie był lekarzem, toteż nie mógł wydać specjalistycznej diagnozy, poza tym, że faktycznie Geraldine doznała obrażeń po spotkaniu z podłożem. — Za łatwo się dałaś. Musisz popracować na równowagą, bo daleko tak nie zajdziesz w obecnym stanie.
Zapewne powinien się teraz nieco pokajać, żeby Yaxley było cieplej na duszy, ale sam nie zdolał wypocić z siebie całej złej energii, więc wolał nie przesadzać ze swoją dobrodusznością. Gdy upewnił się, że kobieta będzie w stanie utrzymać się na nogach, upewnił się, że zabrali wszystko z polany. Wolałby jej nie odstawiać w Szpitalu św. Munga tylko po to, żeby zaraz z niego wylecieć, bo o czymś zapomnieli.
— Mam nadzieję, że jakiegoś dobrego. Takiego co wpuszcza cię bez kolejki — mruknął, zabezpieczając obie szpady przy pasie i chwytając pewnie przyjaciółkę za rękę. — Sprawdź, czy masz różdżkę i trzymaj się mocno. Obyśmy dolecieli w jednym kawałku.
Takim oto sposobem para szermierzy zdematerializowała się z jednego z wielu wzgórz otaczających Little Hangleton, aby chwilę później zjawić się w Londynie, tuż pod wejściem do kliniki czarodziejów. Oby tam dopisało im więcej szczęścia niż podczas pojedynku, bo w przeciwnym wypadku ten dzień Longbottom zapamięta jako jeden z najgorszych w swoim życiu. Nie dość, że pokiereszował trochę koleżankę, to jeszcze sam nie zdołał pozbyć się nękających go negatywnych myśli. Co to w ogóle miało być?
Jego samego skręcało na samą myśl, chociaż uważał, że gdyby przyszło co do czego i czystokrwistym zachciałoby się powrotu do korzeni, to był to jeden z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy. Nestorzy zbliżający się do setnych urodzin zapewne nie posiadaliby się z radości, że dostąpili takiego zaszczytu.
Może ich władza nawet nie ograniczałaby się do społeczności magicznej? Może Czarny Pan pozwoliłby im nawet smagać batem mugolów z niemagicznych miast i wiosek? Skrzywił się, wyobrażając sobie serię napadów postaci w ciemnych płaszczach na kolejne dzielnice zwykłych ludzi. Jakby ataki w Londynie nie były wystarczające.
— Mówimy o emocjach czy stricte fizycznych doznaniach? — spytał, taksując Geraldine podejrzliwym wzrokiem. — Bo mam wrażenie, że do tego pierwszego mimo wszystko potrzebujesz świadomego myślenia, żeby jakoś... przetrawić te wszystkie uczucia i faktycznie je docenić na poziomie umysłu.
Gdyby teraz miał się dowiedzieć, że jeszcze Yaxley miała jakieś problemy miłosne, to chyba parsknąłby śmiechem. I to takim okrutnym, bo uznałby, że los igra ostatnio ze wszystkimi. Czyż to nie od tego zaczął się jego własny upadek? Kilka wyswobodzonych z okowów przeszłości wspomnień, parę niewinnych kolejek skrzaciego bimbru, a dzień później stał oko w oko z dawnym kochankiem. Jak to jedna noc potrafiła namieszać ludziom w życiu...
— Słabo wygląda, a jak ma wyglądać? — Pokręcił głową, przesuwając delikatnie przedziałek jej włosów, chcąc w ten sposób więcej zobaczyć. — Sączy ci się krew z rany. I to trochę długiej rany. — Niestety, nie był lekarzem, toteż nie mógł wydać specjalistycznej diagnozy, poza tym, że faktycznie Geraldine doznała obrażeń po spotkaniu z podłożem. — Za łatwo się dałaś. Musisz popracować na równowagą, bo daleko tak nie zajdziesz w obecnym stanie.
Zapewne powinien się teraz nieco pokajać, żeby Yaxley było cieplej na duszy, ale sam nie zdolał wypocić z siebie całej złej energii, więc wolał nie przesadzać ze swoją dobrodusznością. Gdy upewnił się, że kobieta będzie w stanie utrzymać się na nogach, upewnił się, że zabrali wszystko z polany. Wolałby jej nie odstawiać w Szpitalu św. Munga tylko po to, żeby zaraz z niego wylecieć, bo o czymś zapomnieli.
— Mam nadzieję, że jakiegoś dobrego. Takiego co wpuszcza cię bez kolejki — mruknął, zabezpieczając obie szpady przy pasie i chwytając pewnie przyjaciółkę za rękę. — Sprawdź, czy masz różdżkę i trzymaj się mocno. Obyśmy dolecieli w jednym kawałku.
Takim oto sposobem para szermierzy zdematerializowała się z jednego z wielu wzgórz otaczających Little Hangleton, aby chwilę później zjawić się w Londynie, tuż pod wejściem do kliniki czarodziejów. Oby tam dopisało im więcej szczęścia niż podczas pojedynku, bo w przeciwnym wypadku ten dzień Longbottom zapamięta jako jeden z najgorszych w swoim życiu. Nie dość, że pokiereszował trochę koleżankę, to jeszcze sam nie zdołał pozbyć się nękających go negatywnych myśli. Co to w ogóle miało być?
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞