Ktoś kiedyś jej powiedział, że nadzieja matką głupich. Pasowało to nawet do Bulstrode, ale Fernah wątpiła, żeby te słowa usłyszała od niej. Inaczej pewnie zapamiętałaby, w jakich okolicznościach padły i co takiego sknociła, że Florence musiała odwołać się do powiedzonek.
Uśmiechnęła się delikatnie na widok podniesionego kciuka Camerona. Szczerze wolałaby to wspólnie zaliczyć lub wspólnie uwalić, grunt, że mieli to za sobą i to się liczyło aż do momentu, kiedy wykładowczyni zatrzymała się przy ich ławce.
— Wspólnie też się uczyliśmy w Hogwarcie, więc istnieje szansa, że powtarzaliśmy błędy po sobie. — zawtórowała Cameronowi, ale jej głos był spokojniejszy, co było dziwne, bo serce niemal wyskoczyło jej z piersi.
Jeżeli sytuacja miała zostać obrócona na ich korzyść lub chociaż uniknięcie jakichkolwiek stras na ciele i duchu, to jej przyjaciel powinien zamilknąć. Niestety tak się nie stało, więc Fernah dodała zaraz po nim.
— To, co miał na myśli to to, że dzięki tym błędom po prostu zapamiętamy do końca życia, jak poprawnie pisać te nazwy. Dzięki czemu nie dojdzie więcej do sytuacji z ubiegłej inwentaryzacji.
Posłała Florence niepewny uśmiech, mając nadzieję, że ich tłumaczenie zostanie zaakceptowane.