adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
—06/06/1972—
Poczekalnia dla petentów w DKnMS, Ministerstwo Magii
Erik Longbottom & Sauriel Rookwood
Mugolscy wierzący zwykli mówić, że każdy ma swój krzyż, który musi dźwigać przez całe swoje życie. Im więcej Erik miał do czynienia z biurokratyczną stroną Ministerstwa Magii jako zwykły petent, tym bardziej odnosił wrażenie, że każdy czarodziej i czarownica w tym kraju powinni dźwigać na co dzień na plecach zabezpieczoną szafę na dokumenty, aby tylko spełnić żądania tych przebrzydłych urzędników, którzy na co dzień pewnie nawet nie wyściubiali nosa poza swoje gabinety.
A pewnie zarabiają lepiej ode mnie, pomyślał z przekąsem Longbottom, bawiąc się gumką od teczki na dokumenty, zawijając ją co chwilę wokół palca. Rozejrzał się na prawo i lewo. Chociaż przybył na miejsce dosyć szybko, tak nie zdążył przed chmarą podstarzałych czarodziejów, którzy postawili sobie za punkt honoru, aby tkwić od rana w tej kolejce. A jej długość za parę godzin zacznie śmiało dorównywać tej, jaka panowała na co dzień w Szpitalu św. Munga.
Westchnął cicho. A to przecież nawet nie były jego papiery. Rozbieżność w starych raportach, proszę skonsultować z Departamentem Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Tak mu powiedzieli, kiedy odnosił najnowsze raporty do archiwistów. Chodziło o jakieś śledztwo sprzed paru lat dotyczące wypadku związanego z nielegalnym przewozem mantikor. Zazwyczaj odznaka Brygadzisty i dobre słowo na recepcji, otworzyłoby przed nim drzwi gabinetu odpowiedniego specjalisty. Tym razem tak się jednak nie stało.
— Czysta komedia — pomyślał, odstawiając swoją teczkę na siedzenie obok i sięgnął po broszurę na temat wilkołaków.
Jakże tematycznie, skomentował bezgłośnie, z nietęgą miną przyswajając kolejne informacje. Połowę z nich znał z własnego życia, a druga połowa to były bajki, jakie Ministerstwo Magii próbowało zdementować. Najwyraźniej niektórzy dalej wierzyli w to, że likantropią można było się zarazić poprzez wypicie wody z kałuży, w której odciśnięta była wilcza łapa. Nic dziwnego, że badania dotyczące lekarstwa ledwo ruszyły się do przodu.
— Niedługo wymyślą, że jak się włoży futro z wilkołaka, to człowiek zmieni się w wilka bez ćwiczenia animagii — rzucił nieco głośniej, niezbyt zwracając uwagę na to, że ktokolwiek mógł nasłuchiwać. — O! Albo okaże się, że noszenie biżuterii z wilczych zębów zwiększa powodzenie u kobiet.
Na co dzień nie żartował z wilkołactwa, głównie przez to, że sam musiał się bujać z konsekwencjami ugryzienia, jednak dni takie jak ten... Gdy zamiast robić to, co miał w umowie, siedział w poczekalni, wręcz wymagały tego, aby dać upust podirytowaniu. A z kogo żartowało się lepiej jak nie z siebie samego? U Erika zawsze działało. To było takie pójście na ugodę, gdy przez przypadek uraził Norę czy Brennę. Sam robił sobie przytyki, żeby udowodnić, że nie jest taki super, jak się wydawało na pierwszy rzut oka.
A pewnie zarabiają lepiej ode mnie, pomyślał z przekąsem Longbottom, bawiąc się gumką od teczki na dokumenty, zawijając ją co chwilę wokół palca. Rozejrzał się na prawo i lewo. Chociaż przybył na miejsce dosyć szybko, tak nie zdążył przed chmarą podstarzałych czarodziejów, którzy postawili sobie za punkt honoru, aby tkwić od rana w tej kolejce. A jej długość za parę godzin zacznie śmiało dorównywać tej, jaka panowała na co dzień w Szpitalu św. Munga.
Westchnął cicho. A to przecież nawet nie były jego papiery. Rozbieżność w starych raportach, proszę skonsultować z Departamentem Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Tak mu powiedzieli, kiedy odnosił najnowsze raporty do archiwistów. Chodziło o jakieś śledztwo sprzed paru lat dotyczące wypadku związanego z nielegalnym przewozem mantikor. Zazwyczaj odznaka Brygadzisty i dobre słowo na recepcji, otworzyłoby przed nim drzwi gabinetu odpowiedniego specjalisty. Tym razem tak się jednak nie stało.
— Czysta komedia — pomyślał, odstawiając swoją teczkę na siedzenie obok i sięgnął po broszurę na temat wilkołaków.
Jakże tematycznie, skomentował bezgłośnie, z nietęgą miną przyswajając kolejne informacje. Połowę z nich znał z własnego życia, a druga połowa to były bajki, jakie Ministerstwo Magii próbowało zdementować. Najwyraźniej niektórzy dalej wierzyli w to, że likantropią można było się zarazić poprzez wypicie wody z kałuży, w której odciśnięta była wilcza łapa. Nic dziwnego, że badania dotyczące lekarstwa ledwo ruszyły się do przodu.
— Niedługo wymyślą, że jak się włoży futro z wilkołaka, to człowiek zmieni się w wilka bez ćwiczenia animagii — rzucił nieco głośniej, niezbyt zwracając uwagę na to, że ktokolwiek mógł nasłuchiwać. — O! Albo okaże się, że noszenie biżuterii z wilczych zębów zwiększa powodzenie u kobiet.
Na co dzień nie żartował z wilkołactwa, głównie przez to, że sam musiał się bujać z konsekwencjami ugryzienia, jednak dni takie jak ten... Gdy zamiast robić to, co miał w umowie, siedział w poczekalni, wręcz wymagały tego, aby dać upust podirytowaniu. A z kogo żartowało się lepiej jak nie z siebie samego? U Erika zawsze działało. To było takie pójście na ugodę, gdy przez przypadek uraził Norę czy Brennę. Sam robił sobie przytyki, żeby udowodnić, że nie jest taki super, jak się wydawało na pierwszy rzut oka.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞