20.03.2024, 23:20 ✶
Drgnął gdy usłyszał za sobą dźwięczny dziecięcy głosik. Rzadko miał do czynienia z dziećmi, w Kniei z oczywistych względów ich nie było, a teraz gdy przebywał w Dolinie, jego praca z oczywistych względów obejmowała albo podstarzałych zleceniodawców, podpitych bywalców baru "U Lizzy". Bardzo wiele osób z którymi przebywał obejmowało obie te grupy...
Dzieci nie kojarzyły mu się nazbyt dobrze, kiedy był sam dzieckiem mocno obrywał od okrucieństwa, wyzywania go od porwanego przez babę jagę dziwaka. Brak szkoły pogłębił tylko poczucie alienacji więc teraz, nawet gdy był dorosłym mężczyzną, który jakby nie było potrafił zamienić się w wielką bestię, która jednym uderzeniem łapy mogła zgnieść komuś czaszkę, nawet teraz jego nogi omijały napotkanych na ulicach Doliny wyrostków, stroniły od bawiących się grupek.
To jednak była mała dziewczynka w bezpiecznym uścisku Warowni. Pewnie była jednym z domowników, których jeszcze nie miał okazji poznać.
– Erik kazał mi naprawić ten domek, więc... mmmm, zanim coś się naprawi, trzeba to odczyścić. A to drewno jest już zmęczone i nie nadaje się za bardzo do niczego innego poza zmianą swojego stanu. – spaliłby je, ale wiedział, że nasączone farbą i impregnatem nie przyniesie żadnego pożytku. – Pewnie pomniejszę tę hałdę i gdzieś wywiozę, a potem, jak już będzie samo żebrowanie, ściany do odmalowania, okna do wstawienia, wtedy cóż, będzie to bardziej wyglądało na naprawianie niż psucie. – był zadowolony ze swojego pokrętnego tłumaczenia. Nie chciał być niemiły dla mieszkanki Warowni. W końcu był to dom jego przyjaciółki Brenny. I choć sam nie czuł jeszcze swojej przynależności do tego miejsca, oschłość w stosunku do dziewczynki byłaby sraniem do własnego gniazda.
Dzieci nie kojarzyły mu się nazbyt dobrze, kiedy był sam dzieckiem mocno obrywał od okrucieństwa, wyzywania go od porwanego przez babę jagę dziwaka. Brak szkoły pogłębił tylko poczucie alienacji więc teraz, nawet gdy był dorosłym mężczyzną, który jakby nie było potrafił zamienić się w wielką bestię, która jednym uderzeniem łapy mogła zgnieść komuś czaszkę, nawet teraz jego nogi omijały napotkanych na ulicach Doliny wyrostków, stroniły od bawiących się grupek.
To jednak była mała dziewczynka w bezpiecznym uścisku Warowni. Pewnie była jednym z domowników, których jeszcze nie miał okazji poznać.
– Erik kazał mi naprawić ten domek, więc... mmmm, zanim coś się naprawi, trzeba to odczyścić. A to drewno jest już zmęczone i nie nadaje się za bardzo do niczego innego poza zmianą swojego stanu. – spaliłby je, ale wiedział, że nasączone farbą i impregnatem nie przyniesie żadnego pożytku. – Pewnie pomniejszę tę hałdę i gdzieś wywiozę, a potem, jak już będzie samo żebrowanie, ściany do odmalowania, okna do wstawienia, wtedy cóż, będzie to bardziej wyglądało na naprawianie niż psucie. – był zadowolony ze swojego pokrętnego tłumaczenia. Nie chciał być niemiły dla mieszkanki Warowni. W końcu był to dom jego przyjaciółki Brenny. I choć sam nie czuł jeszcze swojej przynależności do tego miejsca, oschłość w stosunku do dziewczynki byłaby sraniem do własnego gniazda.