21.03.2024, 00:11 ✶
Patrick spoglądał na Sebastiana uważnie. To nie tak, że chciał go urazić albo wprawić w konsternację. Nie próbował go również zmieszać, zawstydzić lub upokorzyć. Zmarszczył brwi, najpierw notując rumieńce, zmianę modulacji głosu, pochylenie, wreszcie nerwowy ruch szklanką, który – być może – miał pomóc egzorcyście zyskać parę sekund na wymyślenie jakiejś spójnej odpowiedzi.
Nie. Nie w tę stronę. Dość machinalnie, dotknął ramienia przyjaciela ręką i ścisnął je lekko, potarł. Ten gest raczej nie miał szans na to, by przywrócić Sebastianowi dobry humor, ale Patrick próbował, przynajmniej, okazać mu, że był po jego stronie. Pewnie mógłby się dalej kłócić o intencje, o to co między wersami albo na wierzchu, ale nie miał na to najmniejszej ochoty. Raz, bo zgadzał się z Sebastianem, że jego pytanie było nieuprzejme, dwa, bo jednak dyskutował akurat z Sebastianem. I już nie chodziło nawet o wypytanie go o opętańców, ale o całą sympatię, którą do niego czuł.
- Ej, uderzyłeś w sedno, nawet jeśli nie zgadzam się z tobą w detalach – sprostował łagodnie, ciągle ściskając jego ramię.
Patrick skupił spojrzenie na szklance z whisky, którą Macmillan trzymał w rękach. Przemknęło mu przez myśl, że gdyby go teraz przytulił, alkohol niechybnie wylądowałby na jego białej koszuli. A jednak jakaś część Stewarda szczerze chciała go przytulić i zapewnić, że wcale nie próbował wbijać mu noża w plecy i że nie zniknie, nawet jeśli Sebastian będzie miał inne zdanie w każdym temacie, który podejmą a w przypływie złości każe mu spierdalać. Westchnął, zdając sobie jak bardzo to było irracjonalne. Macmillan był dorosłym facetem, który potrafił świetnie poradzić sobie w życiu. I będzie sobie w stanie poradzić nawet wtedy, gdy…
Jeśli Brenna i Mavelle miały rację to zostało mu ile? Niepełne trzy miesiące? A więc będzie sobie w stanie świetnie poradzić nawet po Samhain. Cofnął rękę.
Posłał Neilowi przyjazny uśmiech, gdy ten przyjął jego przeprosiny. Przynajmniej nie zrobił sobie wroga w potencjalnym członku ruchu oporu.
I wtedy dotarł do niego sens kolejnych słów Sebastiana. Odwrócił się do niego. Pokręcił głową, niby to rozbawiony, chociaż gdzieś na końcu ciemnych tęczówek zamiast rozbawienia majaczył strach.
- Jeszcze raz mi tak powiesz, a naprawdę cię przytulę – rzucił, trochę zdradzając, że właśnie to chodziło mu po głowie.
Poprawił się na ławce, wsłuchując w pytania Neila. Całkiem nieświadomie, ale młodszy mężczyzna poruszył temat, który i jego interesował.
- Czemu wracają jako opętańce? – dopytał.
Nie. Nie w tę stronę. Dość machinalnie, dotknął ramienia przyjaciela ręką i ścisnął je lekko, potarł. Ten gest raczej nie miał szans na to, by przywrócić Sebastianowi dobry humor, ale Patrick próbował, przynajmniej, okazać mu, że był po jego stronie. Pewnie mógłby się dalej kłócić o intencje, o to co między wersami albo na wierzchu, ale nie miał na to najmniejszej ochoty. Raz, bo zgadzał się z Sebastianem, że jego pytanie było nieuprzejme, dwa, bo jednak dyskutował akurat z Sebastianem. I już nie chodziło nawet o wypytanie go o opętańców, ale o całą sympatię, którą do niego czuł.
- Ej, uderzyłeś w sedno, nawet jeśli nie zgadzam się z tobą w detalach – sprostował łagodnie, ciągle ściskając jego ramię.
Patrick skupił spojrzenie na szklance z whisky, którą Macmillan trzymał w rękach. Przemknęło mu przez myśl, że gdyby go teraz przytulił, alkohol niechybnie wylądowałby na jego białej koszuli. A jednak jakaś część Stewarda szczerze chciała go przytulić i zapewnić, że wcale nie próbował wbijać mu noża w plecy i że nie zniknie, nawet jeśli Sebastian będzie miał inne zdanie w każdym temacie, który podejmą a w przypływie złości każe mu spierdalać. Westchnął, zdając sobie jak bardzo to było irracjonalne. Macmillan był dorosłym facetem, który potrafił świetnie poradzić sobie w życiu. I będzie sobie w stanie poradzić nawet wtedy, gdy…
Jeśli Brenna i Mavelle miały rację to zostało mu ile? Niepełne trzy miesiące? A więc będzie sobie w stanie świetnie poradzić nawet po Samhain. Cofnął rękę.
Posłał Neilowi przyjazny uśmiech, gdy ten przyjął jego przeprosiny. Przynajmniej nie zrobił sobie wroga w potencjalnym członku ruchu oporu.
I wtedy dotarł do niego sens kolejnych słów Sebastiana. Odwrócił się do niego. Pokręcił głową, niby to rozbawiony, chociaż gdzieś na końcu ciemnych tęczówek zamiast rozbawienia majaczył strach.
- Jeszcze raz mi tak powiesz, a naprawdę cię przytulę – rzucił, trochę zdradzając, że właśnie to chodziło mu po głowie.
Poprawił się na ławce, wsłuchując w pytania Neila. Całkiem nieświadomie, ale młodszy mężczyzna poruszył temat, który i jego interesował.
- Czemu wracają jako opętańce? – dopytał.