21.03.2024, 08:45 ✶
Brenna bardzo by chciała, aby w jej żartobliwrej deklaracji kryła się szczypta prawdy. W istocie jednak niemożliwe niemożliwym pozostawało, a ona wcale nie miała dużo większych możliwości niż przeciętny człowiek - poza szeroką siatką kontaktów i dużą ilością złota w rodowym skarbcu. To, co zapewniało jej przewagę, w ogóle nie zależało od niej.
Po prostu znalezienie tego naszyjnika uważała tak naprawdę za trudne, ale nie niemożliwe. Główną przeszkodą był czas, dostały jednak dość danych, aby móc przynajmniej spróbować. W najgorszym razie mogła przekazać coś cennego do muzeum w imieniu braci i zadbać o stosowne ogłoszenia w prasie - być może to wystarczy, aby Dylan został uwolniony.
Muzeum w Beamish. Brenna dopisała tę informację, a potem zamknęła notatnik.
- Nie wolno go dotknąć gołą ręką. Jeśli zetknie się że skórą, klątwa zadziała - powiedział Dylan, a Brenna westchnęła.
Szukała już przecież podobnie działającego, przekletego naszyjnika. Tego, który na dziesięciolecia uwięził Zoyę pod warstwą kamienia.
- Zakopane go gdzieś na terenie naszej dawnej posiadłości. W woreczku, pudełku, zabezpieczony zaklęciami, kartką informującą o zagrożeniu. Głęboko, by nie został odkopany przy zwykłych pracach ogrodowych - dodała Jasmine. Brenna przygryzła końcówkę rysika: włości siostrzeńca kobiety nie były jakieś bardzo duże, ale już widziała, jak ucieszy się na prośbę pozwolenia na przekopanie całego ogródka... trzeba będzie zastanowić się, w którym zakątku ten naszyjnik mógł zostać pogrzebany, i może pomyśleć, jakie zaklęcie ujawni jego obecność mimo tego, że spoczął głęboko pod ziemią.
Może coś wymyślą. I mogli zacząć od sprawdzenia muzeów, nazwiska kupca oraz rodziny Dylana.
- Chyba nie mam więcej pytań. Nic nie obiecuję, a na pewno nie szybko, ale będzie się działać - powiedziała, wrzucając notatnik do kieszeni. A potem spojrzała na duchy: i po raz kolejny pomyślała, że chyba nic nie przeraża jej tak bardzo jak myśl o tym, że mogłaby skończyć tak, jak one. Szybko odwróciła więc wzrok, tak naprawdę niechętna do pytań wykraczających poza tę sprawę i skupiła spojrzenie na Olivii: czy chciała tu załatwić coś jeszcze, czy może wolała już wracać?
Po prostu znalezienie tego naszyjnika uważała tak naprawdę za trudne, ale nie niemożliwe. Główną przeszkodą był czas, dostały jednak dość danych, aby móc przynajmniej spróbować. W najgorszym razie mogła przekazać coś cennego do muzeum w imieniu braci i zadbać o stosowne ogłoszenia w prasie - być może to wystarczy, aby Dylan został uwolniony.
Muzeum w Beamish. Brenna dopisała tę informację, a potem zamknęła notatnik.
- Nie wolno go dotknąć gołą ręką. Jeśli zetknie się że skórą, klątwa zadziała - powiedział Dylan, a Brenna westchnęła.
Szukała już przecież podobnie działającego, przekletego naszyjnika. Tego, który na dziesięciolecia uwięził Zoyę pod warstwą kamienia.
- Zakopane go gdzieś na terenie naszej dawnej posiadłości. W woreczku, pudełku, zabezpieczony zaklęciami, kartką informującą o zagrożeniu. Głęboko, by nie został odkopany przy zwykłych pracach ogrodowych - dodała Jasmine. Brenna przygryzła końcówkę rysika: włości siostrzeńca kobiety nie były jakieś bardzo duże, ale już widziała, jak ucieszy się na prośbę pozwolenia na przekopanie całego ogródka... trzeba będzie zastanowić się, w którym zakątku ten naszyjnik mógł zostać pogrzebany, i może pomyśleć, jakie zaklęcie ujawni jego obecność mimo tego, że spoczął głęboko pod ziemią.
Może coś wymyślą. I mogli zacząć od sprawdzenia muzeów, nazwiska kupca oraz rodziny Dylana.
- Chyba nie mam więcej pytań. Nic nie obiecuję, a na pewno nie szybko, ale będzie się działać - powiedziała, wrzucając notatnik do kieszeni. A potem spojrzała na duchy: i po raz kolejny pomyślała, że chyba nic nie przeraża jej tak bardzo jak myśl o tym, że mogłaby skończyć tak, jak one. Szybko odwróciła więc wzrok, tak naprawdę niechętna do pytań wykraczających poza tę sprawę i skupiła spojrzenie na Olivii: czy chciała tu załatwić coś jeszcze, czy może wolała już wracać?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.