Fiery nie widziała tego, jak wyglądają ich dokumenty, pewnie by ją to zabolało, bo wydawało jej się, że Alexander jest odpowiedzialny i potrafi zapanować nad tym wszystkim. Jak widać, każdy miał gorsze momenty w życiu, czy coś.
Nie miała pojęcia, jak uda się przejrzeć te dokumenty jednej brygadzistce, było ich naprawdę wiele. Ona sama pewnie nie wiedziałaby od czego zacząć, ale pani BUMowiec na pewno miała w tym doświadczenie.
Zaczerwieniła się, kiedy usłyszała słowa Alexandra. To wcale nie było tak, może trochę, chociaż jej pewnie nikt by nie słuchał, bo nie miała odpowiedniego charakteru, na zbyt wiele rzeczy przymykała oko. - To nie do końca tak, wiesz, jednak jeśli potrzebowałbyś oficjalnego zastępcy, to możesz na mnie liczyć. - Może to była jej szansa na awans w hierarchii cyrku, nie, żeby tego potrzebowała, ale skoro Alexander to zauważył, to może to miałoby sens.
Czyli to Flynn był odpowiedzialny za ten bałagan. Nie skomentowała tego, ale mogła się spodziewać, że to właśnie on. Nie należał do najczystszych osób, szkoda tylko, że teraz miało to wpływ na ich być albo nie być.
Milczała ciągle, stojąc w drzwiach. Overseer całkiem nieźle radził sobie z urabianiem pani policjantki, więc nie była tu do niczego potrzebna.
- Och, lwy! - To ją nieco pobudziło. Jej ukochane lwy, bracia na pewno się ucieszą z wizyty gościa, ostatnio byli nieco smutni, a nowa twarz na pewno ich uszczęśliwi. - Będzie je mogła pani pogłaskać, bardzo lubią poznawać nowych ludzi. - Dodała zadowolona.
Wyszła z przyczepy, poczekała na zewnątrz na Brennę. - Ja się zajmę panią, oprowadzę ją i wszystko pokażę. - Powiedziała jeszcze do Alexandra, po czym zabrała Brennę ze sobą do klatek z lwami, a później dalej do gołębi i innych zwierzaków, które były w cyrku.