— Doceniam komplement, aczkolwiek moja wiedza nie jest aż tak rozległa — żachnął się Erik, co by nie urosnąć w oczach przyjaciółki do rangi magizoologa z wyrobioną specjalizacją podczas pracy ze zwierzętami. — Wiem, trudno w to uwierzyć, ale jedna ciekawostka nie robi ze mnie eksperta.To, że mogę Ci powiedzieć, czym jest dziobak, nie znaczy, że potrafię odróżnić podstawowe gatunki zwierząt. Mam wrażenie, że mógłbym pomylić borsuka ze skunksem.
Machnął nonszalancko dłonią, a chwilę później jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Nora znalazła czekoladowe jajko. Zamrugał zdziwiony, jednak w sumie docenił tę interwencję od sił wyższych. Znakomite przekierowanie uwagi. Przynajmniej oszczędziło mu to tego jakże wielkiego „upokorzenia”, jakim było przyznanie się do tego, że wcale nie jest alfą i omegą w każdej dziedzinie nauki.
— Nie wygaduj głupstw. Po prostu jesteś odpowiedzialną młodą kobietą, która odznacza się ponadprzeciętnym zainteresowaniem stabilnością swojego życia oraz swoich bliskich. Poza tym nie oszukujmy się; ta beztroska dalej gdzieś tam jest — Uśmiechnął się pod nosem. — Może faktycznie bal charytatywny, to nie jest najlepsze miejsce na okazanie takiego „luzu”, ale bar czy klub, to zupełnie co innego. Nie myślałaś o tym, żeby zgarnąć parę dziewczyn i zrobić tournée po Londynie?
Nie każdy czuł się jak ryba w wodzie podczas takich oficjalnych wydarzeń. Ba, z uwagi na wieczną obecność prasy na tego typu bankietach nawet Erik miał chwilami problem, aby się na nich odnaleźć. W jednej chwili mógł prowadzić zażartą dyskusję w gronie przyjaciół, a chwilę później atmosfera zmieniała się o sto osiemdziesiąt stopni, bo nagle obok nich wyrósł dziennikarz lub fotograf. Ciężko było poczuć się komfortowo w takich warunkach. Wyjście do pubu zdecydowanie zapewniało większą anonimowość, a przy tym dawało więcej swobody. Może to jest właśnie coś, czego panna Figg potrzebowała, żeby zapomnieć o wydarzeniach z ostatniego balu?
— Aha, rozumiem. Chodzi Ci o zachowanie równowagi? W trakcie, gdy Brenna po jednym kęsie jest już w siódmym niebie, ja mam trzymać się ziemi, żeby dać Ci zrównoważoną opinię? Sprytne, nie powiem. Chociaż mam wrażenie, że wykorzystujesz mój charakter na swoją korzyść. — Między jego brwiami pojawiła się pojedyncza zmarszczka, gdy zdał sobie sprawę, że jest lekko manipulowany. — Ugh, ale wy macie ze mną łatwo.
Cóż, mógł gorzej trafić. W przypadku Nory nie byłoby to jakoś wyjątkowo niebezpieczne. Gdyby chodziło o kogoś z Ministerstwa, chociażby o jakiegoś rywala lub kogoś wysoko postawionego z kim miał na pieńku... Tak, to byłoby dużo gorsze. W takich wypadkach musiał się dwa razy zastanowić, gdzie leży granica między jego dobroduszną, chętną do pomocy każdemu naturą, a dbaniem o własne bezpieczeństwo i utrzymanie równowagi psychicznej. A w tej pracy zachowanie stabilności umysłu było dosyć kluczowe.
— Jak to mówią, od miłości do nienawiści jeden krok, kochana — Uśmiechnął się słodko. Pokiwał z zadowoleniem głową, kiedy kobieta przyznała mu rację w tym, jak powinna go ewakuować z terenu zabawy, gdyby coś mu się stało. Właśnie takie uczucia lubił w niej wzbudzać! Jeśli uwierzy, że jest w stanie coś zrobić, to na pewno jej się uda w rzeczywistości. Nie, żeby jakoś wyjątkowo chciał doświadczyć tego konkretnego scenariusza w praktyce. — I takie podejście mi się podoba! Nora do boju. Gdybym miał chorągiewkę, to bym nią pomachał na Twoją cześć.
Hmm... Trzy jajka to już była niemała uczta. Jak pomyśleli, tak też zrobili i para wylądowała pod drzewem, gdzie ze smakiem spałaszowała upolowane pyszności. Dali z siebie tego popołudnia naprawdę dużo i pomimo tego, że świat ewidentnie robił im na przekór, tak zdołali wyrwać z jego łapsk, chociaż te parę przysmaków. Czy mieli zamiar kontynuować spacer z nadzieją, że jednak szczęście się do nich uśmiechnie? Raczej nie, ponieważ następne paręnaście minut spędzili w tym samym miejscu, dyskutując i po prostu ciesząc się miłym wyjściem. Poza tym lepiej było nie kusić losu. W końcu kto wie, skoro tutaj im się niezbyt poszczęściło, to może przy straganach ugrają coś dla siebie?
Tak tej myśli musimy się trzymać, pomyślał młody detektyw, chowając sreberka po czekoladowych jajkach do kieszeni. Kiedy oboje byli już gotowi do ruszenia w drogę powrotną, zarzucili na ręce swoje puste koszyki i podreptali poznaną wcześniej ścieżką, mijając paru innych czarodziejów, którzy zdecydowali się wziąć udział w zabawie. Kto wie, może to akurat ten facet z kozią bródką trafi na podium? Bo oni raczej nie mieli na to żadnych szans, skoro wrócili z pustymi rękami. Ehh... Takie to już było życie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞