• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[23/11/1962] A wild night to remember so vividly || Erik & Laurence

[23/11/1962] A wild night to remember so vividly || Erik & Laurence
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
21.03.2024, 15:13  ✶  
Jego jabłko Adama się poruszyło, kiedy przełknął ślinę, a następnie dyskretnie zwilżył koniuszkiem języka spierzchnięte wargi. Odwzajemnił uśmiech mężczyzny, kiwając lekko głową. W okazanej przez niego wyrozumiałości dostrzegł szansę na jak najmniej bolesne doprowadzenie do końca tego małego incydentu. Nie było powodu panikować, prawda? Pomysł z wyskoczeniem za barierkę rozpłynął się pośród skalanych alkoholem i podirytowaniem myśli Longbottoma. Nawet wpadnięcie na jednego z najpopularniejszych aktorów ostatnich miesięcy nie mogło ot, tak przywrócić go do porządku.

Dalej czuł irytację zachowaniem ochroniarza i tym, że został zostawiony sam sobie, jednak obecność drugiej osoby, zdawała się go poniekąd stabilizować. Zbliżył się ponownie do Selwyna, pozwalając jego towarzyszom łatwiej go wyminąć. Nie miał nawet zbytnio możliwości, aby się wycofać czy ruszyć z miejsca. I to nie tylko dlatego, że na dole czekała banda reporterów poczytnych magazynów. Bądź co bądź, nie wypadało chyba tak po prostu zostawić kogoś, na kogo wpadł. Zwłaszcza kogoś tak przystojnego. Erik uśmiechnął się do siebie na samą myśl. Tak, na plakaty reklamowe z Laurencem przyjemnie się patrzyło, ale zobaczyć go na żywo...

Skrzywił się, gdy błyski fleszy odbiły się od schodów i ścianek półpiętra, uderzając go po oczach i oślepiając na moment. To zdecydowanie przywołało go z powrotem do rzeczywistości. W innej sytuacji pewnie po prostu odwróciłby się i wystawił na światło dzienne firmowy uśmiech Longbottomów, jaki nie raz nie dwa lądował na okładkach Proroka Codziennego i Czarownicy w wykonaniu różnych członków rodziny. Teraz chciał jednak tego uniknąć. To nie była gala Ministra Magii czy przyjęcie charytatywne lubo obchody sabatu. To był klub, na litość Merlina. Najwyraźniej właścicielom bardziej zależało na rozgłosie niż zapewnieniu swoim gościom anonimowości.

— Zdecydowanie. — Z początku nie ruszył za nim zbyt chętnie, idąc niecałe pół kroku za Selwynem. — Tak się składa, że ja właśnie... — kontynuował niepewnie, a wahanie w jego głosie zapewne załaskotało rozmówcę w ucho. Sam nie wiedział, co chciał powiedzieć. Niezdecydowanie? Skonfundowanie nagłym spotkaniem z celebrytą? — Wracałem tam.

Dłoń mężczyzny na jego ramieniu poniekąd przypieczętowała niepisaną umowę; poszedł za nim. Co złego miało się niby stać? Jeszcze raz przeprosi, może znajdzie w kieszeniach spodni parę drobnych i postawi mu drinka w ramach zadośćuczynienia? On ma więcej kasy, niż ty dostajesz przez rok w robocie, pomyślał nadzwyczaj trzeźwo. Z drugiej strony, oprócz doli Brygadzisty miał też dostęp do fortuny Longbottomów. Parę galeonów przeznaczonych na dobry alkohol nie powinno wprawić nikogo w domu w jakiś wielki szok.

— Premiera? — zagaił niepewnie, przekrzywiając głowę w bok. Dziko splątane, dłuższe włosy mężczyzny, otaczały jego kości policzkowe i przeszywające oczy. — Jeszcze raz przepraszam za to. Zazwyczaj na nikogo tak nie wpadam. A jak już wpadam to... delikatniej.

Uśmiechnął się skruszony, jednak wyraz jego twarzy momentalnie skwaśniał, a dłoń sama zacisnęła się w pięść, gdy pod wejściem do sali VIP-ów znowu stanął oko w oko z ''psidwakowatym'' ochroniarzem. Zasznurował usta, posyłając mu wrogie spojrzenie, pozwalając jednak załatwić wejście do środka swojemu znajomemu. Akurat o tym, że chwilę wcześniej się wykłócał z typem, to nie musiał wiedzieć.

— Ładna marynarka — skomentował cicho, gdy w końcu prześlizgnęli się do sali przeznaczonej tylko dla wybranych gości lokalu. Zamrugał parę razy, wbijając w ściskany przez Larry'ego w dłoniach element odzienia. — Zaraz... To chyba... Moje?

Zmarszczył brwi. To byłby naprawdę duży zbieg okoliczności, jednak... Nie wiele większy od tego, że oboje byli czarodziejami w świecie pełnym mugoli i wpadli na siebie w pierwszym lepszym klubie w magicznej dzielnicy Londynu. Może świat tak po prostu chciał?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (2089), Laurence Selwyn (1299)




Wiadomości w tym wątku
[23/11/1962] A wild night to remember so vividly || Erik & Laurence - przez Erik Longbottom - 14.12.2023, 22:20
RE: [23/11/1962] A wild night to remember so vividly || Erik & Laurence - przez Laurence Selwyn - 18.03.2024, 00:09
RE: [23/11/1962] A wild night to remember so vividly || Erik & Laurence - przez Erik Longbottom - 21.03.2024, 15:13
RE: [23/11/1962] A wild night to remember so vividly || Erik & Laurence - przez Laurence Selwyn - 28.06.2024, 21:24
RE: [23/11/1962] A wild night to remember so vividly || Erik & Laurence - przez Erik Longbottom - 29.07.2024, 21:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa