Czas ich gonił. A ta mała pinda mająca problem z oczami, zawracała im głowę. Lestrange dosłownie się zamknął, nie odzywając już w ogóle, na słowa jakie dziewczyna wypowiadała, próbując najwyraźniej zwrócić na siebie uwagę. Lecz, bezskutecznie.
Nicholas skupiając chwilowo uwagę na koledze, dał mu w sumie prawo wyboru, czy chce tutaj stać czy ruszać dalej. Travers radził sobie bez problemu z takimi wścibskimi babami, nawet używając do tego siły. I nie obchodziły go nawet zasady dobrego wychowania pod tytułem ”kobiet się nie bije”. Był nawet skory zaprowadzić ją do kryjówki złodziei i wrzucić do kontenera. Jeżeli jakiś tam by stał.
Zapytał. Nie zdradził swojego imienia. Nie potwierdził ani nie zaprzeczył, czy pracuje w Departamencie Tajemnic. Wciąż pozostawał sobą. Nie okazując emocji. Dosłowna niewzruszona powaga. Choć może i jej głos był przesłodzony, jego był przeciwieństwem jej słodkości. Jakby miała rozmawiać ze śmiercią. Po reakcjach Rodolphusa, Nicholas wyczytał, że Porządny Czarodziej nie chciał raczej mieć z nią nic wspólnego.
Kiedy się przybliżyła, zmniejszała dystans, sprawiając że Nicholas był od niej na prawdę wyższy. Patrzył na nią z góry, jak na niesforne i niegrzeczne dziecko.
- Nie mam.Odparł stanowczo. Wciąż badając ją chłodnym spojrzeniem. Nie przepędzał jej jeszcze. Może sama odpuści z grzeczności. Ta jednak musiała też zwrócić na siebie uwagę Lestrange’owi, wspominając to, że byli kiedyś razem. Wyjaśniało to już chyba wszystko.
- Agatho. Póki jeszcze jestem uprzejmy. Prosiłbym o odpuszczenie sobie jakiegokolwiek podrywu mojej osoby.
Rzekł do niej grzecznie a w spojrzeniu się coś zmieniło. Jakby miała wpaść w mrok objęcia śmierci. Mimo iż mówił spokojnie, może brzmiało to zbyt spokojnie? Jako ostrzeżenie, że jeżeli nie chce doświadczyć czegoś niemiłego z jego strony, lepiej dla niej, jeżeli zejdzie mu z drogi i da święty spokój. Żadne trzepotanie rzęsami i kąpiele w perfumach, nie sprawią że na nią poleci. Żaden urok na niego nie działał, jako że sam jest oklumentą.