21.03.2024, 16:32 ✶
Brenna odetchnęła z ulgą, kiedy miotła zatrzymała się, opleciona rzuconym przez nią zaklęciem. I niemal natychmiast znów wycelowała różdżką, widząc, co wyprawia chłopak - zakładała, że spróbuje skoczyć, a był trochę zbyt wysoko, aby mogło się mu to udać bez ryzyka poważnych obrażeń, oczyma wyobraźni już widziała, jak chłopak przewraca się, słyszała krzyk bólu i trzask łamanych kości – ale na całe szczęście Nikolai zdołał się aportować i mimo ciężkich warunków nie uległ rozszczepieniu.
Przekrzywiła lekko głowę, kiedy zwrócił się do niej po rosyjsku. Nie zrozumiała, oczywiście. I w pierwszej chwili sądziła, że może sięgnął po ojczysty język w przypływie szoku, ale zaraz dotarło do niej, że chyba po prostu chciał, aby dać mu święty spokój - nieładnie, bardzo nieładnie, skoro go tutaj ściągnięto, na pewno znał przynajmniej podstawy.
- Et Eärello Endorenna utúlien. Sinome maruvan ar Hildinyar tenn’ Ambar-metta - odparła bezczelnie, bez mrugnięcia okiem, sięgając po absolutnie absurdalny cytat, i to z języka, którego Nikolai nie miał prawa zrozumieć, bo ten po prostu nie istniał. A cytat pochodził z mugolskiej, brytyjskiej książki, jednej z ulubionych Brenny. Zaraz jednak odezwała się już po angielsku. – To nie zadziała, Petrov. Szukałam cię – powiedziała, uśmiechając się lekko.
Nikolai miał przed sobą kobietę parę lat od siebie starszą i absolutnie zwyczajną. Odziana po mugolsku – w końcu ścigała go z Doliny Godryka, gdzie mieszkali i mugole – w dodatku raczej niedbale, w strój jaki mógł sugerować co najwyżej przeciętny stan majątkowy. Stare jeansy, obcięte tuż nad kolanami, wyblakłe od wielu prań i koszula, lniana, ale mimo pogody z długim rękawem – to wiedziała tylko Brenna, ale rękawy zasłaniały blizny po wampirzym pogryzieniu. Twarz trochę opalona, lekko piegowata, oczy ciemne, włosy jasnobrązowe, ścięte tuż nad ramionami i lekko rozczochrane. Gdyby nie różdżka, którą wepchnęła do kieszeni koszuli (przepastnej i specjalnie doszytej, by tę różdżkę bezpiecznie chować), bez problemów mogłaby uchodzić za mugolkę.
Rozejrzała się jeszcze, ale na horyzoncie nie było ani jednego mugola. W oddali tylko kilka krów, żadna z nich nie zdawała się jednak zainteresowana ani miotłami, ani ludźmi, którzy znikali z trzaskiem w jednym miejscu, by pojawić się w zupełnie innym.
– Brenna, miło mi poznać, mam nadzieję, że Anglia z lotu ptaka ci się podobała, a tę miotłę to konfiskuję, zanim znowu ktoś ją znajdzie i się na niej zabije albo postawi na nogi całe Ministerstwo Magii, żeby kasować pamięć wszystkim mugolom w Dolinie Godryka. Stryj się o ciebie martwił – wyrzuciła z siebie, z prędkością karabinu maszynowego, bo była osobą mówiącą z natury dużo i dość szybko.
Przekrzywiła lekko głowę, kiedy zwrócił się do niej po rosyjsku. Nie zrozumiała, oczywiście. I w pierwszej chwili sądziła, że może sięgnął po ojczysty język w przypływie szoku, ale zaraz dotarło do niej, że chyba po prostu chciał, aby dać mu święty spokój - nieładnie, bardzo nieładnie, skoro go tutaj ściągnięto, na pewno znał przynajmniej podstawy.
- Et Eärello Endorenna utúlien. Sinome maruvan ar Hildinyar tenn’ Ambar-metta - odparła bezczelnie, bez mrugnięcia okiem, sięgając po absolutnie absurdalny cytat, i to z języka, którego Nikolai nie miał prawa zrozumieć, bo ten po prostu nie istniał. A cytat pochodził z mugolskiej, brytyjskiej książki, jednej z ulubionych Brenny. Zaraz jednak odezwała się już po angielsku. – To nie zadziała, Petrov. Szukałam cię – powiedziała, uśmiechając się lekko.
Nikolai miał przed sobą kobietę parę lat od siebie starszą i absolutnie zwyczajną. Odziana po mugolsku – w końcu ścigała go z Doliny Godryka, gdzie mieszkali i mugole – w dodatku raczej niedbale, w strój jaki mógł sugerować co najwyżej przeciętny stan majątkowy. Stare jeansy, obcięte tuż nad kolanami, wyblakłe od wielu prań i koszula, lniana, ale mimo pogody z długim rękawem – to wiedziała tylko Brenna, ale rękawy zasłaniały blizny po wampirzym pogryzieniu. Twarz trochę opalona, lekko piegowata, oczy ciemne, włosy jasnobrązowe, ścięte tuż nad ramionami i lekko rozczochrane. Gdyby nie różdżka, którą wepchnęła do kieszeni koszuli (przepastnej i specjalnie doszytej, by tę różdżkę bezpiecznie chować), bez problemów mogłaby uchodzić za mugolkę.
Rozejrzała się jeszcze, ale na horyzoncie nie było ani jednego mugola. W oddali tylko kilka krów, żadna z nich nie zdawała się jednak zainteresowana ani miotłami, ani ludźmi, którzy znikali z trzaskiem w jednym miejscu, by pojawić się w zupełnie innym.
– Brenna, miło mi poznać, mam nadzieję, że Anglia z lotu ptaka ci się podobała, a tę miotłę to konfiskuję, zanim znowu ktoś ją znajdzie i się na niej zabije albo postawi na nogi całe Ministerstwo Magii, żeby kasować pamięć wszystkim mugolom w Dolinie Godryka. Stryj się o ciebie martwił – wyrzuciła z siebie, z prędkością karabinu maszynowego, bo była osobą mówiącą z natury dużo i dość szybko.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.