21.03.2024, 17:07 ✶
Gdyby jakiś różdżkarz, domorosły psycholog, wziął na warsztat Samuela, szybko odkryłby, że zarówno czarodziej jak i jego podstawowe magiczne narzędzie mieli w sobie bardzo wiele wspólnego. Kasztan był drzewem pospolitym, ale przez to bardzo czarownym i w gruncie rzeczy potrzebnym. Prosty do uprawy, dający piękne gęste kwiecie wiosną, dużo cienia latem, zaś jesienią dobroczynne kasztany, tak dla zajęcia dzieci, ale i okładów zmęczonych stawów.
Sam odcięty od społecznych norm, zmagał się teraz z wieloma trudnościami by te normy zrozumieć. Z drugiej strony nie oceniał tak, jakby robili to inni. Owszem, jeśli krzywdzisz swoje otoczenie, zadajesz ból zwierzętom czy roślinom, mógł spotkać cię zasłużony gniew. Z drugiej strony Samuel jednak nie był w jakiejkolwiek pozycji aby oceniać życiową nieporadność, przypadki zdarzały się każdemu a las uczył, że silniejsi powinni wspierać słabszych, aby móc funkcjonować dalej. Nie znał zmartwienia Neila, ale czuł jego smutek, przez grube niedźwiedzie futro mógł zrobić tylko tyle i aż tyle, ze pochylił głowę by suchą jeszcze brodą ukryć małego nieporadnego szczeniaka, przed złem tego świata i cicho zamruczeć w odpowiedzi.
Kiedyś burza się skończy.
Kiedyś nadejdzie świt, a dawne problemy zdadzą Ci się tylko dziecięcą igraszką.
Opiekuńczy niedźwiedź trwał tak przez całą nawałnicę, tworząc ciepły, puchaty kokon dla zapodzianej duszy. Nie dbając o to czy Neil zasnąłby, czy po prostu pozostał w uścisku, dopiero gdy deszcz ustał zwierzę drgnęło i ciepłym sapnięciem zwróciło na siebie uwagę chłopaka, tak by obaj mogli zadrzeć głowę i spojrzeć na gwieździste niebo zalewające przestrzeń. Gdzieś spadła gwiazda. Gdzieś, być może, każdy kto dostrzegł jej lot pomyślał życzenie.
Sam nie miał odwagi marzyć. Pożyczył więc sobie i Neilowi dobrego obierania jabłek rano.
A potem się przemienił, wciąż siedząc i obejmując szczupłymi, mokrymi ramionami drugiego mężczyznę.
– Tak myślę... zostawmy Warownię w spokoju dzisiaj i chodźmy od razu do Lysandra, gdzie będziemy obierać jabłka. Myślę, że jak za kilka godzin i tak czeka nas robota, to możemy wpaść wcześniej. Pokochasz go. To czarodziej, który przywraca wiarę w ludzi. I robi doskonałe nalewki. Pigwowa to mój zdecydowany faworyt.
Sam odcięty od społecznych norm, zmagał się teraz z wieloma trudnościami by te normy zrozumieć. Z drugiej strony nie oceniał tak, jakby robili to inni. Owszem, jeśli krzywdzisz swoje otoczenie, zadajesz ból zwierzętom czy roślinom, mógł spotkać cię zasłużony gniew. Z drugiej strony Samuel jednak nie był w jakiejkolwiek pozycji aby oceniać życiową nieporadność, przypadki zdarzały się każdemu a las uczył, że silniejsi powinni wspierać słabszych, aby móc funkcjonować dalej. Nie znał zmartwienia Neila, ale czuł jego smutek, przez grube niedźwiedzie futro mógł zrobić tylko tyle i aż tyle, ze pochylił głowę by suchą jeszcze brodą ukryć małego nieporadnego szczeniaka, przed złem tego świata i cicho zamruczeć w odpowiedzi.
Kiedyś burza się skończy.
Kiedyś nadejdzie świt, a dawne problemy zdadzą Ci się tylko dziecięcą igraszką.
Opiekuńczy niedźwiedź trwał tak przez całą nawałnicę, tworząc ciepły, puchaty kokon dla zapodzianej duszy. Nie dbając o to czy Neil zasnąłby, czy po prostu pozostał w uścisku, dopiero gdy deszcz ustał zwierzę drgnęło i ciepłym sapnięciem zwróciło na siebie uwagę chłopaka, tak by obaj mogli zadrzeć głowę i spojrzeć na gwieździste niebo zalewające przestrzeń. Gdzieś spadła gwiazda. Gdzieś, być może, każdy kto dostrzegł jej lot pomyślał życzenie.
Sam nie miał odwagi marzyć. Pożyczył więc sobie i Neilowi dobrego obierania jabłek rano.
A potem się przemienił, wciąż siedząc i obejmując szczupłymi, mokrymi ramionami drugiego mężczyznę.
– Tak myślę... zostawmy Warownię w spokoju dzisiaj i chodźmy od razu do Lysandra, gdzie będziemy obierać jabłka. Myślę, że jak za kilka godzin i tak czeka nas robota, to możemy wpaść wcześniej. Pokochasz go. To czarodziej, który przywraca wiarę w ludzi. I robi doskonałe nalewki. Pigwowa to mój zdecydowany faworyt.
Koniec sesji